Reklama

Pieszy na drodze po zmroku to ogromne zagrożenie

Plagą na polskich drogach są piesi poruszający się po zmroku bez żadnych elementów odblaskowych. Takie sytuacje możemy zaobserwować nie tylko na podrzędnych, lokalnych drogach, ale nawet na głównych arteriach. Pieszemu wydaje się zazwyczaj, że jeśli on widzi reflektory samochodu, to kierowca auta również musi go zauważyć. W rzeczywistości pieszego dostrzegamy czasem z odległości dopiero 20–30 metrów.

Jak kierowca widzi pieszego na drodze po zmroku?

Warto uzmysłowić sobie, jak daleko jest w stanie sięgnąć w nocy wzrokiem kierowca przeciętnego samochodu. Światła drogowe (potocznie długie) muszą mieć zasięg co najmniej 100 metrów:

Przy prędkości 100 km/h jest jeszcze bezpiecznie, gdyż zasięg świateł drogowych pozwala nam dostrzec nieoświetlony obiekt na drodze z takiej odległości, aby móc wyhamować:

Sytuacja pogarsza się znacznie, jeśli musimy przełączyć światła drogowe na światła mijania, bo z przeciwka zbliża się inny pojazd:

Widoczność gwałtownie maleje i teraz bezpieczna prędkość wynosi już tylko 70 km/h. Przy prędkości 90 km/h nie zdążymy wyhamować przed pieszym, a przy prędkości 140 km/h nawet nie zdołamy rozpocząć hamowania, bo w czasie niezbędnym na naszą reakcję i uruchomienie hamulców pojazd pokona około 42 m.

Reklama

Dodatkowym czynnikiem ograniczającym widoczność są światła samochodu nadjeżdżającego z przeciwka:

Nawet jeśli ustawione są prawidłowo (co w naszym kraju nie jest takie częste), to silna dawka światła powoduje zwężenie źrenic naszych oczu, a tym samym ograniczenie zdolności widzenia.

Może zdarzyć się i tak, że pieszego zauważymy dosłownie w ostatniej chwili, z odległości zaledwie kilkunastu metrów. Wówczas już nic nie zdołamy zrobić, by zapobiec wypadkowi.

Tak było właśnie w tym przypadku:

Kierowca oślepiony reflektorami wymijanego auta zauważył pieszą z odległości kilkunastu metrów. Zdołał jeszcze odchylić samochód w lewo, co zapobiegło uderzeniu lekkomyślnej pieszej, natomiast zahaczył ją lusterkiem.

Co charakterystyczne, policja ukarała kierującego mandatem, bo piesza nie doznała obrażeń. Gdyby stało się inaczej, kierowca zapewne trafiłby przed oblicze sądu.

A tutaj drugie znamienne zdarzenie:

Młody kierowca na szczęście zdołał zauważyć pieszego idącego skrajem jezdni i to w dodatku nietrzeźwego. Zgłosił ten fakt policji, ale załoga nie zdążyła przyjechać. 10 minut później inny kierowca miał już mniej szczęścia i tego pieszego uderzył. Trudno wymagać, aby kierowca podczas każdego wymijania się z innym pojazdem hamował do prędkości 40 km/h.

Niestety, policja i sądy wykazują często w przypadku potrącenia pieszego zupełny brak zrozumienia dla kierowców. Zawsze można zarzucić, że kierujący nie zachował należytej ostrożności, tylko jak miał ją zachować? Oczywiście, gdyby jechał z prędkością 20 km/h zapewne uniknąłby wypadku, czy jednak na tym powinien polegać ruch samochodowy?

Pieszych niestety w takich sytuacjach stawia się na pozycjach uprzywilejowanych, a przecież osoby te nie noszą zazwyczaj żadnych elementów odblaskowych i nie zachowują chociażby elementarnej ostrożności. Jeżeli pieszy porusza się po zmierzchu skrajem jezdni bez elementów odblaskowych albo rowerzysta jedzie w takich warunkach bez żadnego oświetlenia, to tak jakby samochód poruszał się bez włączonych świateł.

Piesi z odblaskami, rowery z oświetleniem

Moim zdaniem powinno się zmienić prawo, wprowadzając doń następujące zapisy:

"Jeżeli pieszy porusza się drogą poza obszarem zabudowanym w okresie od zmierzchu do świtu bez elementów odblaskowych, to w razie potrącenia przez pojazd ponosi wyłączną winę za spowodowanie wypadku.

Jeżeli rowerzysta porusza się drogą w okresie od zmierzchu do świtu bez elementów wymaganego oświetlenia roweru, to w razie potrącenia przez pojazd ponosi wyłączną winę za spowodowanie wypadku."

Nie można wymagać od kierowców cudów, nie każdy samochód jest też wyposażony w kamerę z podczerwienią i jeszcze długo tak nie będzie. Jeżeli pieszy poruszając się w nocy po jezdni nie wykazuje chociaż odrobiny zdrowego rozsądku, to sam jest sobie winien.

Każde potrącenie niewidocznego pieszego, spacerującego skrajem jezdni jest i tak dla każdego kierowcy ciężkim przeżyciem. Jednak karanie za takie wypadki mija się z elementarnym poczuciem sprawiedliwości.

Media i krajowa rada BRD powinny natomiast prowadzić permanentną kampanię uświadamiającą pieszych, jak słabo są widoczni po zmroku na drodze. Niestety w naszym kraju tego też się nie robi. Czasami tylko jakaś jednostka policji zrobi we własnym zakresie akcję edukacyjną i rozdaje odblaski, ale to tylko kropla w morzu potrzeb.

Polski kierowca

***


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje