Reklama

Ford Mustang Mach-E, czyli jak wywołać burzę

Proces cyfryzacji trwa

Jeśli połączenie nazwy "Mustang" i nadwozia typu SUV byłoby dla kogoś za mało kontrowersyjne, to projektanci wnętrza również się postarali i umieścili tu ogromny ekran o przekątnej 15,5 cala do obsługi praktycznie wszystkich funkcji pojazdu. Mało zgrabnie komponuje się on z linią deski rozdzielczej, ale jego obsługa okazuje się zaskakująco wygodna. Taki rozmiar ekranu pozwolił na zastosowanie dużych ikon, co ułatwia korzystanie z systemu w trakcie jazdy. Ponadto, ekran bardzo szybko i dokładnie reaguje na dotyk, jest bardzo czytelny i nie zasłania widoku na drogę. Umożliwia szerokie konfigurowanie wyświetlanych treści i bez problemu uzyskamy podgląd jednocześnie na nawigację, statystyki dotyczące zużycia energii, odsłuchiwaną muzykę, czy panel klimatyzacji. Drugi ekran o przekątnej nieco ponad 10 cali zastępuje klasyczne zegary i pokazuje najważniejsze informacje pojazdu. Mógłby być tylko nieco lepiej osłonięty przed słońcem, bo przez błyszczącą matrycę jego czytelność w ostrym słońcu mocno spada.

Reklama

Oprócz tradycyjnego kluczyka możemy wykorzystać nasz smartfon, za pomocą którego otworzymy i zamkniemy zamki oraz uruchomimy silnik. Do tego samochód jeszcze przed jazdą może być dostosowany pod konkretnego kierowcę. Gdy ten zbliży się do auta ze swoim telefonem, to system przyporządkuje poprzednio wybrane ustawienia jazdy, jak i włączy również preferowaną muzykę. Nie musimy obawiać się o rozładowanie baterii w telefonie, bo wtedy drzwi otworzyć można wpisując ustawiony wcześniej kod na klawiaturze umiejscowionej na słupku B. Drugi kod wpisany na ekranie głównym we wnętrzu pozwoli na uruchomienie silnika. Producent zapewnia, że cały system obsługujący pojazd będzie bezprzewodowo aktualizowany. Co ważne, aktualizacje nie będą dotyczyły wyłącznie multimediów, ale również systemu zarządzania energią czy sterowania silnikiem.

Nieokiełznany

Tak można przetłumaczyć nazwę najbardziej dynamicznego trybu jazdy, jaki dostępny jest w Mustangu Mach-E (Untamed). Już po pierwszych pokonanych kilometrach można odkryć, że nazwa ta nie jest przesadzona. Pomimo napędu na wszystkie koła, dwa silniki o łącznej mocy przeszło 350 koni i generujące 580 Nm momentu obrotowego dostępnego praktycznie zawsze, potrafią zerwać przyczepność kół nawet na suchym asfalcie. Zdolność do gwałtownego przyspieszania jest zawsze, a ogranicza ją głównie elektronika, nakładająca limit prędkości maksymalnej na poziomie 180 km/h. Równomierny rozkład mas, nisko położony środek ciężkości oraz twardo zestrojone zawieszenie sprawiają, że dynamiczna jazda sprawia naprawdę dużo przyjemności. Do tego wysoka zwrotność i precyzyjny układ kierowniczy pozwalają zapomnieć, że siedzimy za kierownicą praktycznego SUVa. Co ciekawe, przy gwałtowniejszym przyspieszaniu z głośników dobiega sztucznie generowany dźwięk imitujący silnik spalinowy. Oczywiście nie można mieć wszystkiego i taka konfiguracja w połączeniu z niewielkim prześwitem (niecałe 15 cm) oraz nisko poprowadzonymi zderzakami sprawiają, że Mustang Mach-E raczej niechętnie zapuszcza się poza asfalt.

Prędkość kontrolować możemy wyłącznie przy użyciu pedału przyspieszenia. Po jego odpuszczeniu zaczyna się intensywne hamowanie rekuperacyjne, które potrafi całkowicie zatrzymać samochód. Przy spokojnej jeździe można w ten sposób zupełnie ograniczyć użycie hamulców, które swoją drogą są tutaj bardzo skuteczne.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje