W skrócie
- Brytyjski rząd utrzymał zakaz sprzedaży nowych aut spalinowych od 2030 r., ale rozpoczął wcześniejsze konsultacje w sprawie zasad realizacji tego celu.
- Producenci aut w Wielkiej Brytanii nie osiągają tegorocznego celu sprzedaży pojazdów elektrycznych, który wynosi 33 proc., podczas gdy wynik to około 28 proc.
- Branża motoryzacyjna zabiega o większą elastyczność regulacji, ostrzegając przed zbyt wysokimi karami finansowymi, podczas gdy inwestorzy obawiają się spowolnienia.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Jak podaje serwis Automotive News Europe - brytyjski rynek motoryzacyjny znalazł się w sytuacji, w której interesy producentów, inwestorów oraz zwolenników szybkiej elektryfikacji coraz wyraźniej się rozchodzą. 14 sierpnia rząd potwierdził, że nadal zamierza zakończyć sprzedaż nowych samochodów z silnikami spalinowymi w 2030 r. Jednocześnie uruchomiono konsultacje dotyczące obowiązujących celów i zasad ich realizacji.
Producenci nie osiągają wyznaczonych celów
Brytyjskie przepisy dotyczące emisji samochodów są jednymi z najbardziej wymagających w Europie. Producenci muszą z roku na rok zwiększać udział aut w pełni elektrycznych w swojej sprzedaży. Jeśli nie spełnią wyznaczonych wymagań, mogą zapłacić nawet 12 tys. funtów, czyli około 60 tys. złotych, za każdy samochód. Hybrydy będą mogły być natomiast sprzedawane do 2035 r.
Największym problemem jest jednak wciąż zbyt wolny wzrost zainteresowania samochodami elektrycznymi. Według danych Society of Motor Manufacturers & Traders w tym roku odpowiadają one za prawie 28 proc. nowych aut sprzedawanych w Wielkiej Brytanii. To więcej niż na wielu dużych rynkach Unii Europejskiej, ale nadal mniej, niż zakładają brytyjskie przepisy. Tegoroczny cel to 33 proc. udziału samochodów elektrycznych w sprzedaży nowych aut. Przegląd obowiązujących zasad miał odbyć się dopiero w 2027 r., ale na prośbę branży rząd zdecydował się przeprowadzić go wcześniej.
Branża chce większej elastyczności
SMMT od dłuższego czasu naciskało na zmianę obowiązujących zasad. Organizacja argumentowała, że producenci są zmuszeni oferować wysokie rabaty, aby zwiększyć zainteresowanie samochodami elektrycznymi i jednocześnie zbliżyć się do wymaganych poziomów sprzedaży. Teraz rząd sprawdzi, czy obecne regulacje są możliwe do spełnienia w sytuacji, gdy popyt okazuje się niższy od wcześniejszych oczekiwań.
Nie wszyscy przedstawiciele sektora elektromobilności są jednak przekonani, że złagodzenie przepisów będzie dobrym rozwiązaniem. Delvin Lane, szef firmy InstaVolt działającej w branży ładowania samochodów, ostrzegł, że poluzowanie wymagań może osłabić zainteresowanie prywatnych inwestorów rozbudową infrastruktury. Podobne obawy wyraził Gurjeet Grewal z Octopus Electric Vehicles. Jego zdaniem zmiana regulacji może zostać odebrana przez inwestorów jako niewłaściwy sygnał dotyczący kierunku, w którym zmierza brytyjski rynek.
Presja na brytyjski przemysł motoryzacyjny
Dla brytyjskiego rządu przepisy dotyczące samochodów elektrycznych to nie tylko kwestia walki ze zmianami klimatu. Mają one również duże znaczenie dla przyszłości krajowego przemysłu motoryzacyjnego.
Brytyjskie fabryki od lat mierzą się z wysokimi kosztami produkcji, a przyszłość części z nich stoi pod znakiem zapytania. Nissan rozmawia z chińskim koncernem Chery o możliwości wspólnego wykorzystania fabryki w Sunderland, największego zakładu samochodowego w Wielkiej Brytanii. Wiele innych fabryk działa na północy Anglii, gdzie przemysł motoryzacyjny daje pracę dziesiątkom tysięcy osób.
Jednocześnie premier Andy Burnham stara się znaleźć równowagę między ochroną interesów przemysłu a realizacją polityki klimatycznej. Podczas wizyty w West Midlands 14 sierpnia mówił o konieczności reagowania na zmiany klimatu, ale jednocześnie zaznaczył, że Wielka Brytania nie zamierza w najbliższym czasie rezygnować z ropy i gazu.
To nie pierwszy raz, gdy brytyjski rząd łagodzi podejście do transformacji rynku motoryzacyjnego. W ubiegłym roku były premier Keir Starmer zmienił część zasad dotyczących sprzedaży samochodów elektrycznych, zwiększając producentom możliwości realizacji wyznaczonych celów. Zmiany objęły również firmy produkujące niewielkie serie samochodów, w tym Astona Martina. Obecnie analizowane są także regulacje dotyczące samochodów dostawczych. W ich przypadku tegoroczny cel zakłada osiągnięcie 24-proc. udziału pojazdów elektrycznych.












