W skrócie
- Ferrari Luce odniosło sprzedażowy sukces, realizując założony cel na 2026 rok, czyli sprzedaż blisko 500 egzemplarzy, już kilka tygodni po czerwcowej premierze.
- Producent planuje sprzedać 2500 sztuk modelu Luce do 2030 roku, licząc głównie na klientów z Chin oraz Doliny Krzemowej, którzy oczekują wysokiego poziomu luksusu.
- Mimo krytyki ze strony byłego prezesa Luki di Montezemolo, Ferrari przygotowuje się do aukcji charytatywnej modelu Luce, gdzie spodziewana cena przekroczy 1,1 mln dolarów.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Premiera Ferrari Luce pod koniec maja wywołała jedną z najbardziej burzliwych dyskusji w ostatnich latach. Krytykowano praktycznie wszystko - od wyglądu nadwozia, przez pięciomiejscową konfigurację, aż po zastosowanie napędu elektrycznego. W sieci dominowały głosy przekonujące, że producent z Maranello obrał niewłaściwy kierunek. Najnowsze informacje sugerują jednak, że rynek zweryfikował te opinie znacznie szybciej, niż można było przypuszczać.
Pierwszy cel zrealizowany w zaledwie kilka tygodni
Ferrari nie ujawniło oficjalnie, ile egzemplarzy Luce planowało sprzedać w 2026 roku. Jak podaje "Financial Times", powołując się na dwie osoby znające kulisy projektu, celem było dostarczenie nieco mniej niż 500 samochodów. Każdy z nich wyceniono na co najmniej 640 tys. dolarów.
Według jednego ze źródeł cytowanych przez brytyjski dziennik, zakładany wynik udało się osiągnąć już na początku lipca, zaledwie kilka tygodni po światowej premierze modelu. To rezultat, który zwraca uwagę również w kontekście całej działalności marki. Ferrari sprzedało bowiem w całym 2025 roku mniej niż 14 tys. samochodów, dlatego zakontraktowanie blisko 500 egzemplarzy zupełnie nowego i bardzo drogiego modelu można uznać za znaczące osiągnięcie.

Ambitne plany Ferrari do końca dekady
Na tym jednak plany producenta się nie kończą. Ferrari zakłada, że do 2030 roku sprzeda około 2500 egzemplarzy modelu Luce, co oznacza średnio mniej więcej 600 samochodów rocznie. Zdaniem analityków taki poziom jest całkowicie realny i odpowiadałby około 5 proc. całkowitej rocznej sprzedaży marki.
Tempo, w jakim zrealizowano pierwszy cel, może świadczyć o tym, że producent właściwie ocenił potencjał nowego modelu. Wbrew krytycznym komentarzom pojawiającym się po premierze, zainteresowanie wśród najzamożniejszych klientów okazało się bardzo duże. Ferrari liczy przede wszystkim na odbiorców z Chin oraz innych rozwiniętych technologicznie rynków, takich jak Dolina Krzemowa. To osoby, które od lat korzystają z samochodów elektrycznych, ale oczekują jeszcze wyższego poziomu luksusu i prestiżu.
Kontrowersje nie ucichły, ale klienci podejmują decyzje
Choć Luce znalazło nabywców, samochód nadal budzi wiele emocji. Po premierze krytyczne opinie płynęły nie tylko od internautów, ale również osób od lat związanych z Ferrari. Były wieloletni prezes firmy, Luca di Montezemolo, stwierdził nawet, że ujawnienie jego prawdziwej opinii mogłoby wyrządzić marce "niedźwiedzią przysługę" i doprowadzić do "zniszczenia legendy". Dodał również, że chciałby, aby z tego modelu zniknął charakterystyczny emblemat z wierzgającym koniem.
Jednocześnie Ferrari przygotowuje kolejne wydarzenie związane z nowym modelem. Podczas sierpniowego Monterey Car Week pierwszy egzemplarz Luce zostanie wystawiony na aukcji charytatywnej domu Sotheby's. Jak informuje "Financial Times", specjalnie skonfigurowany samochód ma osiągnąć cenę przekraczającą 1,1 mln dolarów.












