Wojna cenowa w Europie. Kia rzuca rękawicę chińskim producentom
Prezes Kii zapowiada walkę cenową z chińskimi producentami i przyznaje, że tempo wzrostu sprzedaży chińskich aut na rynkach zagranicznych zaskoczyło wielu producentów. Dla nabywców ze Starego Kontynentu oznacza to dobre wiadomości, bo w obliczu gigantycznej nadprodukcji nowych aut w Chinach i praktycznemu zamknięciu dla chińskich aut rynku amerykańskiego, głównym teatrem bitwy o nabywców staje się kontynent europejski.

W skrócie
- Prezes Kia zapowiada walkę cenową z chińskimi producentami na rynku europejskim i informuje o zmniejszeniu różnicy cenowej między samochodami marki Kia a autami z Chin.
- Chińscy producenci aut kierują swoją ofertę na rynki zagraniczne, w tym do Europy, w związku z załamaniem się sprzedaży segmentu NEV w Chinach oraz nową polityką fiskalną Pekinu.
- Trwa ostra rywalizacja cenowa między producentami z Europy a chińskimi markami, czemu towarzyszą rozważania o restrukturyzacji i nowe unijne propozycje wspierające europejski przemysł motoryzacyjny.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Kia, która w raz z Hyundaiem jest trzecim co do wielkości producentem nowych samochodów na świecie, szykuje się do wojny cenowej z chińskimi markami. Agencja Reutersa dotarła do nagrania zarejestrowanego w czasie corocznego "Dnia Inwestora" - spotkania zarządu z inwestorami spółki, jakie odbyło się w początku kwietnia. Prezes Kii - Song Ho-sung - informował na nim, że od początku roku na rynku europejskim marka zmniejszyła różnicę cen swoich pojazdów w stosunku do konkurencyjnych modeli z Chin. Obecnie, w zależności od rynku, wynosi ona między 15 a 20 proc. Wcześniej było to około 20-25 proc.
"Chińskie firmy rozpoczęły agresywną ekspansję, wprowadzając na rynek niedrogie modele samochodów elektrycznych, a w niektórych krajach europejskich ich udział w rynku wzrósł znacznie szybciej, niż przewidywaliśmy" - przyznali przedstawiciele Kii w czasie telekonferencji poświęconej wynikom finansowym.
Europejscy nabywcy uratują chińskich producentów aut?
Zwrot chińskich producentów w kierunku Starego Kontynenty to m.in. efekt załamania sprzedaży samochodów segmentu NEV (czyli elektrycznych, hybryd plug-in oraz elektrycznych z generatorem spalinowym) w Chinach i protekcjonalnej polityki Stanów Zjednoczonych, które w praktyce zamknęły swój rynek na chińskie pojazdy.
"Chińscy producenci samochodów nie mają wystarczającej siły, by dalej się rozwijać, ponieważ nie mogą już otrzymywać wsparcia od chińskiego rządu" - powiedział Song inwestorom.
Wynika to m.in. z nowej polityki fiskalnej Pekinu, który z początkiem stycznia - pierwszy raz w historii - zmniejszył zwolnienia podatkowe przysługujące kupującym nowe samochody segmentu NEV. W praktyce oznacza to objęcie takich pojazdów 5 proc. podatkiem przy zakupie (wcześniej 0 proc.), czego efektem jest skokowe załamanie sprzedaży nowych aut w Chinach.
W pierwszym kwartale bieżącego roku sprzedaż nowych samochodów na największym na świecie - chińskim rynku zmalała o 18,2 proc. W samym marcu w Kraju Środka zarejestrowano 1,67 mln nowych samochodów osobowych, co oznacza spadek r./r. na poziomie 15,2 proc.
Chińczycy zmieniają strategię. Hybrydy dla Chin i szturm na Europę?
Oznacza to, że chcąc utrzymać wolumeny produkcyjne Chińczycy muszą przede wszystkim zachęcić do kupowania nowych aut własnych obywateli i wyjść z ofertą na rynki zagraniczne. W pierwszym przypadku pomóc może wykonywany właśnie przez chińskich producentów zwrot w stronę klasycznych hybryd. Te są wprawdzie objęte pełną stawką podatku przy zakupie nowego auta w Chinach (10 proc.) ale mają też dużo mniejsze akumulatory niż hybrydy plug-in, co ma gigantyczny wpływ na cenę pojazdu. Finalnie hybryda z pełnym podatkiem może więc być dla przeciętnego chińskiego nabywcy atrakcyjniejszym wyborem cenowym niż objęty niższą 5-proc. stawką pojazd elektryczny.
Z kolei mówiąc o rynkach zagranicznych warto wiedzieć, że np. w 2025 roku najpopularniejszymi kierunkami eksportu chińskich samochodów były w kolejności:
- Meksyk (ponad 625 tys. aut),
- Rosja (528 tys. aut),
- Zjednoczone Emiraty Arabskie (572 tys. aut),
- Wielka Brytania (335,5 tys. aut).
Unia Europejska, liczona wspólnie z Wyspami Brytyjskimi, odpowiada za 25-30 proc. eksportu chińskich producentów. Mimo imponujących wzrostów wciąż nie są jeszcze to gigantyczne, jak na chińskie warunki, wolumeny. Mimo tego sam region jest dla Chińczyków niezwykle atrakcyjny ze względu na wysokie, w porównaniu z Chinami czy Rosją, marże (np. duży udział rejestracji topowych wersji).
Wojna cenowa w Europie. Producenci chcą zatrzymać chińskie tsunami
"Coraz wyraźniej widać, że zbliża się moment zmian strukturalnych. Do tego czasu powinniśmy dalej realizować strategię wzrostu, opierając się na naszych zasobach finansowych." - miał powiedzieć na spotkaniu z inwestorami cytowany przez Reutersa prezes Kii.
Takie stanowisko sugeruje, że część producentów "starej daty" liczy, że w obliczu wycofania się Pekinu z części subsydiów dla aut segmentu BEV i konieczności szukania nowych rynków zbytu przez Chińczyków, będzie w stanie zatrzymać chińską ofensywę wojną cenową i "przejadaniem" wypracowanych wcześniej zysków.
Oznacza to, że przynajmniej w Europie, w najbliższym czasie spodziewać się można ostrej rywalizacji cenowej między producentami ze "starej gwardii" a szturmującymi rynek Chińczykami. Słowa o"czasie restrukturyzacji" sugerują zbliżające się potężne problemy części chińskich producentów borykających się dziś z gigantyczną nadprodukcją.
Dlaczego Europejczycy latami przepłacali za auta?
Sytuacja jest o tyle ciekawa, że zbiega się w czasie z nowymi propozycjami rozwiązań UE mającymi stymulować europejski przemysł motoryzacyjny. Otwartym pozostaje pytanie o "zapasy finansowe" wypracowane przez producentów w ostatnich latach. Te - paradoksalnie - mogą być jednak całkiem spore.
Przedstawiciele branży motoryzacyjnej pytani o wysokie ceny nowych aut w Europie, bronią się, że wynikają one m.in. z konieczności zabezpieczenia przez koncerny gigantycznych kwot na poczet kar za emisję CO2 naliczanych przez KE. Ostrożne prognozy mówiły nawet o sumach rzędu kilkunastu mld euro. Branża szacowała też, że szybkie - narzucone przez KE - tempo przechodzenia na elektromobilność w najbliższych latach oznacza dla niej wydatki i inwestycje na poziomie nawet 250 mln euro, które musi przecież wypracować.
Z punktu widzenia przedstawicieli europejskiego przemysłu motoryzacyjnego, rozumianego jako przedstawiciele wszystkich producentów pojazdów w UE, kluczowe decyzje należą dziś do Komisji Europejskiej. Od niej zależy m.in. tempo transformacji w stronę elektromobilności oraz to, czy ostatecznie kary za przekroczenie limitów emisji CO2 zostaną wyegzekwowane i w jakim stopniu wrócą do producentów (np. w postaci dopłato do zakupu elektrycznych "aut made in UE"). Jeśli zostaną podjęte szybko mogą przynieść dużą ulgę europejskim producentom pojazdów i stanowić potężny cios w chińską ofensywę w tej części świata.








