W skrócie
- Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia uznał, że publikacja na Facebooku nagrania z wizerunkami i nazwiskami policjantów bez ich zgody stanowi przestępstwo.
- Sąd warunkowo umorzył postępowanie na rok, nakazując oskarżonemu wypłacenie nawiązki w wysokości 1000 zł na rzecz każdego z pokrzywdzonych funkcjonariuszy.
- Wyrok podkreśla, że samo wykonywanie obowiązków służbowych w miejscu publicznym nie czyni danych policjanta publicznymi, a publikacja nie musi wyrządzić szkody, by uznać ją za przestępstwo.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Wyrok zapadł 14 lipca przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia w Warszawie. Sprawa dotyczyła nagrania opublikowanego na Facebooku. Na filmie można było rozpoznać funkcjonariuszy oraz poznać ich imiona i nazwiska.
Sąd warunkowo umorzył postępowanie na rok, co oznacza, według wyroku doszło do przestępstwa, ale sąd odstąpił od skazania i wymierzenia kary. Jeżeli w okresie próby oskarżony będzie przestrzegał prawa, sprawa zostanie definitywnie zakończona. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny.
Nagranie też może być przetwarzaniem danych
Według relacji Kancelarii Radcy Prawnego Judyty Prokopowicz, która reprezentowała w tej sprawie jednego z oskarżycieli, sąd uznał, że autor publikacji nie miał prawnego uzasadnienia, aby pokazać twarze i nazwiska funkcjonariuszy na Facebooku. Policjanci nie wyrazili na to zgody, a publikacja - w ocenie sądu - nie służyła ważnemu interesowi publicznemu.
Zachowanie zostało zakwalifikowane na podstawie art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych. Przepis ten dotyczy sytuacji, w których ktoś wykorzystuje cudze dane, chociaż nie ma do tego prawa. Grozi za to grzywna, ograniczenie wolności, a nawet do dwóch lat więzienia.
Wizerunek, imię i nazwisko są danymi osobowymi, jeżeli pozwalają ustalić, kogo przedstawia nagranie. Ich przetwarzanie nie oznacza wyłącznie gromadzenia informacji w wielkich bazach danych. W praktyce przetwarzaniem może być również nagranie czyjejś twarzy, zapisanie filmu w telefonie, a następnie udostępnienie go w internecie.
Nie trzeba wyrządzić szkody
Sąd miał podkreślić jeszcze jedną ważną rzecz: aby doszło do przestępstwa, publikacja nie musi spowodować wymiernej szkody. Nie jest więc konieczne wykazanie, że policjant stracił pracę, otrzymywał groźby albo poniósł stratę finansową. Nie trzeba również publikować nagrania po to, aby celowo skrzywdzić funkcjonariusza.
Znaczenie może mieć już sama świadomość, że nagrywamy rozpoznawalną osobę i pokazujemy jej dane w internecie, choć nie mamy do tego prawa.
Policjant nie staje się osobą publiczną z powodu munduru
Jednym z najważniejszych pytań w tej sprawie było to, czy policjant na służbie musi się liczyć z publikowaniem jego twarzy i nazwiska.
Pojęcie „funkcjonariusz publiczny” nie jest synonimem sformułowania „osoba powszechnie znana”
Mówiąc prościej: policjant wykonuje publiczne zadania, ale nie oznacza to, że staje się osobą rozpoznawalną tak jak polityk, aktor czy znany sportowiec. Mundur nie odbiera mu prawa do ochrony własnego wizerunku.
Samo wykonywanie przez funkcjonariusza obowiązków służbowych w miejscu publicznym nie czyni jego danych osobowych „publicznymi”
Policjant podczas interwencji powinien się przedstawić i w określonych sytuacjach umożliwić obywatelowi zanotowanie swoich danych. Ma to pozwolić między innymi na złożenie skargi na jego działania. Nie oznacza jednak automatycznie, że twarz i nazwisko funkcjonariusza można udostępnić tysiącom użytkowników Facebooka.
Najpierw sąd umorzył sprawę
Co ciekawe, początkowo sąd oceniał tę sprawę inaczej. W lipcu 2025 r. postępowanie zostało umorzone. Sąd przyjął wówczas, że dane policjantów są informacją publiczną, dlatego ich ujawnienie nie było bezprawne. Z tą decyzją nie zgodzili się prokurator i pełnomocnik reprezentujący pokrzywdzonych. Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Warszawie, który nakazał rozpatrzyć ją jeszcze raz.
Sąd odwoławczy wskazał, że możliwość poznania i zapisania danych służbowych policjanta nie daje automatycznie prawa do filmowania jego twarzy i natychmiastowego umieszczenia nagrania w internecie. Po ponownym rozpoznaniu sprawy Sąd Rejonowy podzielił tę ocenę i uznał, że doszło do przestępstwa.
Po 1000 zł dla każdego policjanta
Sąd nakazał również zapłatę po 1000 zł nawiązki na rzecz każdego z pokrzywdzonych funkcjonariuszy. Kwota, którą oskarżony ma zapłacić osobie pokrzywdzonej, ma w pewnym stopniu zrekompensować doznaną krzywdę.
Według kancelarii sąd uznał, że samo naruszenie prawa policjantów do wizerunku i ochrony ich danych było dla nich krzywdzące. Nie musieli wykazywać dodatkowej straty finansowej.
Wcześniej zapadł już podobny wyrok
Nie jest to pierwszy przypadek, w którym publikacja nagrania policjanta została potraktowana jako przestępstwo dotyczące danych osobowych.
W sprawie rozpatrywanej wcześniej przez Sąd Najwyższy autor umieścił w mediach społecznościowych dwa filmy pokazujące funkcjonariusza oraz podał jego nazwisko. Został skazany między innymi na podstawie art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych.
Tamta sprawa była jednak inna. Filmom towarzyszyły komentarze znieważające policjanta, dlatego autor odpowiadał również za znieważenie.
W najnowszej warszawskiej sprawie - jak wynika z opisu kancelarii - najważniejsze było samo nagranie policjantów i opublikowanie informacji pozwalających ich rozpoznać. Nie chodziło więc przede wszystkim o obraźliwe komentarze, ale o pokazanie twarzy, imion i nazwisk bez odpowiedniego uzasadnienia.
Nagrywanie i publikowanie to dwie różne rzeczy
Wyrok nie oznacza, że nie wolno nagrywać policyjnej interwencji.
Nagranie może być dowodem, jeżeli obywatel uważa, że policjant przekroczył swoje uprawnienia. Można je przekazać prokuraturze, sądowi, przełożonym funkcjonariusza albo dziennikarzom. Samo dokumentowanie przebiegu zdarzenia jest czymś innym niż publiczne pokazanie filmu w internecie.
Problem zaczyna się wtedy, gdy nagranie trafia na Facebooka, YouTube'a lub TikToka, a widzowie mogą bez trudu rozpoznać policjantów i poznać ich dane.
Nie oznacza to, że każda taka publikacja musi być nielegalna. Znaczenie ma między innymi to, czy nagranie dokumentuje poważne nadużycie, czy jego publikacja służy ważnej debacie publicznej oraz czy pokazanie twarzy konkretnego policjanta było naprawdę potrzebne.
Bezpiecznym rozwiązaniem może być zamazanie twarzy, nazwisk, identyfikatorów i innych informacji pozwalających rozpoznać funkcjonariusza.
Warszawski wyrok jest jednak wyraźnym ostrzeżeniem dla osób prowadzących transmisje na żywo lub spontanicznie wrzucających nagrania z interwencji do sieci. Kilka kliknięć może zostać uznanych nie tylko za naruszenie prywatności, lecz także za przestępstwo.










