Węgry chcą zamknąć chińskie fabryki. Baterie elektryków niszczą środowisko
László Gajdos, nowy minister środowiska Węgier, zagroził zamykaniem zakładów produkujących baterie do samochodów elektrycznych i zapowiedział zaostrzenie kar za naruszania przepisów dotyczących ochrony środowiska. To rekcja na doniesienia węgierskich mediów o omijaniu przepisów przez chińskich producentów akumulatorów trakcyjnych do aut elektrycznych.

W skrócie
- László Gajdos, nowy węgierski minister środowiska, zagroził możliwością zamknięcia fabryk akumulatorów do aut elektrycznych oraz zaostrzeniem kar za łamanie przepisów ekologicznych.
- Kontrola w zakładzie Semcorp Hungary Kft w Debreczynie wykazała drastyczne przekroczenie norm aluminium oraz obecność licznych metali w wodach gruntowych.
- Ostra postawa rządu może wynikać z nowej polityki premiera Pétera Magyara, jednak całkowite zamknięcie fabryk jest mało prawdopodobne ze względu na ich kluczowe znaczenie dla europejskiego sektora motoryzacyjnego.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Ostra deklaracja Gajdosa to pokłosie kontroli środowiskowej przeprowadzonej w początku roku na terenie zakładu Semcorp Hungary Kft w Debreczynie we wschodnich Węgrzech. Ewentualne decyzje Węgier w tym zakresie mogą mieć gigantyczne reperkusje dla całej branży motoryzacyjnej w Europie.
Chińskie fabryki baterii do aut trują w Europie. Ostra reakcja Węgier
W lutym w fabryce, która produkuje separatory do akumulatorów litowo-jonowych wykorzystywane m.in. w bateriach CATL, doszło do wycieku szkodliwych substancji, które przedostały się do wód gruntowych. Chiński właściciel zakładu - Sempcorp (Yunnan Energy New Material) - tłumaczył, że wyciek składał się wyłącznie z kondensatu i "nie zawierał szkodliwych zanieczyszczeń".
Wyniki kontroli środowiskowej wstrząsnęły węgierską opinią publiczną. Jak poinformował lokalny "Debreciner", stężenia aluminium w wodach gruntowych ponad 13 000 razy przekroczyło dopuszczalny normami poziom. Oprócz tego w wodach gruntowych nieopodal zakładu wykryto też podwyższony poziom kilku metali, w tym: arsenu, cynku, ołowiu, kobaltu, kadmu, niklu, baru, chromu, miedzi, manganu, litu i żelaza.
W opinii lokalnych, które powołują się na badania środowiskowe przeprowadzone przed uruchomieniem fabryki, większość z nich "nie jest pochodzenia naturalnego".
Ci, którzy wielokrotnie łamią przepisy, narażają zdrowie i bezpieczeństwo Węgrów oraz lekceważą węgierskie prawo, nie mają miejsca na Węgrzech
Minister obiecał też zaostrzenie norm środowiskowych do poziomu, jaki określił mianem "najsurowszego w Europie".
Chińczycy dostali żółtą kartę od Węgrów. Koniec przyjaźni?
Twarde stanowisko może zapowiadać zmianę podejścia węgierskich władz do chińskich inwestycji. W ostatnich latach rządów Victor Orban starał się za wszelką cenę zachęcić chińskie firmy z sektora motoryzacyjnego do inwestowania na Węgrzech, często popadając w otwarty konflikt z Komisją Europejską.
Taka polityka zaowocowała inwestycjami wartość ponad 26 mld euro, a same Węgry stały się przyczółkiem chińskiej motoryzacji w Europie. To właśnie na Węgrzech powstaje dziś np. pierwsza w tej części świata fabryka chińskich samochodów koncernu BYD.
W efekcie Węgry stały się w ostatnich latach jednym z najważniejszych europejskich centrów produkcji akumulatorów trakcyjnych dla aut elektrycznych. Na inwestycje w tym kraju zdecydowały się m.in.: CATL, EVE Energy, Sunwoda, Semcorp, Huayou i wielu innych chińskich dostawców sektora bateryjnego.
Węgrzy już nie kochają Chińczyków? Zamknięcie fabryk to ostateczność
Ostra reakcja nowych węgierskich władz może być efektem polityki nowego premiera - Pétera Magyara - który obejmując władzę na początku maja 2026 roku zapowiedział m.in. "odbudowę relacji z Brukselą". Zdecydowane wypowiedzi ministra László Gajdos wpisują się też w bieżącą walkę polityczną na arenie wewnętrznej i rozliczanie ostatnich 16 lat rządów Fideszu i Victora Orbana.
Mimo twardych deklaracji widmo zamknięcia chińskich fabryk akumulatorów do samochodów elektrycznych na Węgrzech wydaje się jednak skrajnie mało prawdopodobne. W wyniku chińskich inwestycji Węgry stały się bowiem jednym z głównych dostawców komponentów dla pojazdów elektrycznych budowanych Europie Środkowej. Gdyby lokalne władze zdecydowały się na drastyczne kroki i zamknięcie lokalnych zakładów, konsekwencje dotknęłyby cały sektor produkcji samochodów elektrycznych w UE.
Węgrzy mają dość trucicieli z Chin?
Wyciek z lutego to nie pierwszy "incydent środowiskowy" z Semcorp Hungary Kft w roli głównej. W 2025 roku produkcja w zakładzie została ograniczona po tym, jak okazało się, że emisje substancji szkodliwych przekraczały limity określone w pozwoleniu środowiskowym. O destrukcyjnym wpływie fabryki na środowisko (np. wykrycie w okolicy skażenia rozpuszczalnikami) wcześniej donosiły też m.in. lokalne organizacje społeczne i Greenpeace.









