Volkswagen z odważną deklaracją. Chce oddać swoje fabryki Chińczykom
Europejski rynek motoryzacyjny wyraźnie się zmienia, a producenci zaczynają szukać rozwiązań, które jeszcze kilka lat temu byłyby nie do pomyślenia. Volkswagen rozważa jeden ze scenariuszy, który jeszcze dekadę temu określany był jako niemożliwy do zrealizowania. Niemiecki koncern chce udostępnić swoje fabryki producentom samochodów z Chin.

W skrócie
- Volkswagen rozważa udostępnienie swoich fabryk chińskim producentom samochodów, aby lepiej wykorzystać moce produkcyjne i ograniczyć koszty.
- W Europie już realizowane są podobne współprace, na przykład Stellantis wkrótce rozpocznie produkcję modeli chińskiej marki Leapmotor w Hiszpanii.
- Analitycy, w tym Horst Schneider z Bank of America, są sceptyczni wobec tej strategii i ostrzegają, że może ona wzmocnić konkurencję na europejskim rynku.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
W branży samochodowej zachodzą zmiany, które jeszcze kilka lat temu mogły wydawać się abstrakcją i czymś, co nigdy się nie wydarzy. Prezes koncernu Oliver Blume przyznał wprost, że współdzielenie zakładów produkcyjnych z chińskimi markami może być "sprytnym rozwiązaniem". Chodzi przede wszystkim o ograniczenie kosztów i lepsze wykorzystanie mocy produkcyjnych, które dziś w Europie są po prostu zbyt duże względem popytu.
Fabryki są za duże. Volkswagen musi wykorzystać moce produkcyjne
Volkswagen - podobnie jak wielu innych europejskich producentów - już teraz współpracuje z chińskimi firmami, takimi jak SAIC Motor, FAW Group czy XPeng. Teraz jednak rozmowy wchodzą na zupełnie inny poziom, bo nie chodzi wyłącznie o wspólne projekty w Chinach, ale produkcję aut pod jednym dachem w Europie. Trzeba przyznać, że na takie doniesienia z pewnością czekają marki z Państwa Środka, które od dłuższego czasu rozglądają się za możliwościami przeniesienia produkcji na Stary Kontynent, co pozwoli im uniknąć karnych ceł na samochody elektryczne nałożonych przez Unię Europejską.
Problemem Volkswagena, ale i wielu innych producentów są niewykorzystane moce produkcyjne. Niemiecki koncern próbuje je zmniejszać, docelowo chce zejść z poziomu 12 mln samochodów rocznie sprzed pandemii do około 9 mln. Taki ruch oznacza oczywiście zamykanie fabryk i zwolnienia pracowników.
Problem w tym, że 9 mln aut to wciąż za dużo. Kolejnym krokiem ma być redukcja o następne pół miliona aut. Ta redukcja obejmie głównie europejskie zakłady, które są najdroższe w utrzymaniu. I właśnie tutaj pojawia się pomysł współpracy z Chińczykami.

Chińskie auta produkowane w europejskich fabrykach? To już się dzieje
Volkswagen w kwestii udostępnienia swoich zakładów konkurencji z Chin nie będzie pionierem. Stellantis już wkrótce rozpocznie produkcję modeli chińskiej marki Leapmotor w Hiszpanii, a prowadzone są kolejne rozmowy dotyczące współpracy m.in. z Dongfeng Motor. Volkswagen w takiej współpracy widzi realną szansę, żeby zamiast zamykać fabryki, po prostu je "udostępnić" partnerom i utrzymać produkcję na odpowiednim poziomie.
Chińskie modele Volkswagena mogą trafić do Europy
W grze jest jeszcze jeden scenariusz. Volkswagen analizuje możliwość produkcji w Europie modeli opracowanych pierwotnie na rynek chiński.
To efekt ogromnych inwestycji w Chinach, gdzie koncern rozwija nowe technologie i modele szybciej niż w Europie. Przykładem są m.in. nowe elektryki powstające przy współpracy z XPeng. Jeśli okażą się atrakcyjne dla europejskich klientów, mogą trafić na Stary Kontynent. Mowa m.in. o elektrycznym SUV-ie E7X z submarki AUDI, modelu Volkswagen ID czy Unyx 08 opracowanym przy wykorzystaniu technologii XPeng.
Konkurencja z Chin rośnie. Europejskie marki czują oddech konkurencji
Chińscy producenci coraz mocniej zaznaczają swoją obecność w Europie. Do tego dochodzą cła na auta elektryczne z Chin, które jeszcze bardziej motywują ich do przeniesienia produkcji. Marki z Europy zaczynają zatem coraz wyraźniej odczuwać presję, która rośnie z każdym kolejnym miesiącem. Volkswagen już odczuł zmiany na rynku - w pierwszym kwartale bieżącego roku zysk operacyjny spadł o 14 proc. do 2,5 mld euro.
Niemiecki koncern musi więc reagować zanim konieczne będzie wprowadzenie bardziej drastycznych zmian. Oliver Blume podkreśla, że kluczowe jest obecnie pełne wykorzystanie mocy produkcyjnych, dlatego rozmowy dotyczą nie tylko współpracy z chińskimi markami, ale także z firmami z sektora obronnego. Jednocześnie Blume zaznacza, że koncern wyklucza produkcję broni.
Analitycy pozostają jednak sceptyczni wobec tej strategii. Ekspert Bank of America Horst Schneider ostrzega, że takie rozwiązanie może oznaczać wpuszczenie "wilka w owczej skórze", czyli wzmocnienie konkurencji na własnym rynku. A to może być kolejny cios dla i tak już osłabionej branży motoryzacyjnej w Europie.










