W skrócie
- Import chińskich aut do Europy odbywa się często przez Polskę z wykorzystaniem uproszczonych procedur homologacyjnych, co budzi obawy o bezpieczeństwo i przyszłość tych marek na rynku.
- Niektóre chińskie marki posiadają pełną europejską homologację, co daje im większą szansę na długofalową obecność i zapewnienie obsługi serwisowej.
- Obserwowanie wyników testów Euro NCAP oraz przyjęcie na rynku mogą pomóc w ocenie, które chińskie marki samochodów przetrwają w Europie.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Dziennikarze jednego z najpoczytniejszych włoskich dzienników - La Stampa - alarmują, że na włoskich drogach przybywa chińskich aut, których importerzy omijają europejskie przepisy homologacyjne.
"Importerzy bez skrupułów, często w Niemczech lub Polsce (gdzie wszystko się zaczyna), rejestrują te samochody jako "unikalne", omijając ścisłe protokoły dotyczące CO2, zanieczyszczenia i bezpieczeństwa. Następnie sprzedają je we Włoszech lub gdzie indziej, ponownie je rejestrując, bez gwarancji, bez części zamiennych, bez niczego" - czytamy we włoskim dzienniku La Stampa.
Włosi boją się chińskich aut z Polski. Chodzi o homologację
W tym przypadku chodzi o znany z polskiego rynku proceder rejestracji chińskich aut w oparciu o tzw. krajową homologację małoseryjną NSSTA (National Small Series Type Approval). Pozwala ona na sprzedaż powala nowych pojazdów w państwie, w którym została wydana, w limitowanej liczbie 1500 egzemplarzy danego modelu.
Przepisy stworzone pierwotnie z myślą o niewielkich producentach i partiach pojazdów wykorzystują importerzy chińskich marek, którzy nie chcą lub nie mogą pozwolić sobie na wydatki związane z pełną europejską homologacją typu EU-WVTA. Jej uzyskanie oznacza dla importera duże koszty.
Spełnienie krajowych procedur NSSTA to wydatek od kilkudziesięciu do maksymalnie kilkuset tysięcy złotych. Uzyskanie pełnego europejskiego dopuszczenia EU-WVTA to koszty liczone raczej w setkach tysięcy euro.
Chińskie auta mogą palić więcej i być tańsze od konkurencji
Skorzystanie z krajowej homologacji NSSTA pozwala obchodzić importerom unijne przepisy i w efekcie, w ramach wyjątków, czyli aut wprowadzanych na rynek w ilości mniejszej niż 1500 egzemplarzy, oferować pojazdy tańsze niż konkurencja. Auta sprzedawane na mocy krajowych homologacji małoseryjnych nie muszą bowiem spełniać wszystkich europejskich wymogów dotyczących np. obowiązkowych systemów bezpieczeństwa (np. systemy wspomagania kierowcy ADAS) czy emisji spalin (kary za przekroczenie emisji CO2).
Dziennikarze La Stampy nazywają importerów korzystających z krajowej homologacji NSSTA "orientalnymi duchami", którzy "oszukują rynek", gdy armia inżynierów w europejskich koncernach motoryzacyjnych "wylewa siódme poty aby homologować każdą śrubkę".
Homologacja chińskich samochodów. Test na przetrwanie marki?
Na problem z homologacją zwraca też uwagę założyciel i prezes IBRM Samar - Wojciech Drzewiecki.
Bez homologacji nie będzie rozwoju. Brak homologacji to krótkie partie sprzedaży i pytanie co dalej z marką, jak już sprzedamy i wypełnimy warunki, które narzuca homologacja dla krótkich partii. Czy marka dalej będzie istniała, czy też po prostu importer spojrzy na kolejną markę?
I dodaje, że z punktu widzenia nabywców problem nie dotyczy teraźniejszości, ale przyszłości. Importerzy zobowiązani są przecież do utrzymywania sieci serwisowej i dostępności części zamiennych do sprowadzanych pojazdów. Problem pojawić się może jednak w perspektywie kolejnych lat, gdy nabywcy mogą zostać pozostawieni bez wsparcia.
"Mówimy o przyszłości. Ten okres użytkowania auta przez osoby prywatne, a to one są dzisiaj głównym odbiorcom tego typu samochodów, to jest okres między 7 do 10 lat. Ale pytanie - czy te marki wciąż będą istniały? Czy będą dalej sprzedawane?" - pyta Drzewiecki.
Inny z aspektów dotyczy budowania europejskiej sieci serwisowej. Zdaniem Drzewieckiego wyłącznie pełna europejska homologacja EU-WVTA gwarantuje, że importer myśli o rozwoju i planuje długą obecność na Starym Kontynencie. Chodzi m.in. o stworzenie sieci sprzedaży i autoryzowanych serwisów w wielu europejskich krajach. To ważne chociażby z perspektywy wakacyjnych wyjazdów naszym nowym autem. W razie awarii zagranicą, assistance oznacza najczęściej bezpłatny transport do najbliższego autoryzowanego serwisu danej marki, a ten znajdować się może np. w Sosnowcu - 1400 km od wybrzeża Chorwacji czy Włoch.
Które chińskie marki mają pełną homologację europejską?
Dobra wiadomość jest taka, że wśród najchętniej wybieranych przez polskich nabywców chińskich aut przeważają te posiadające pełną europejską homologacją. Taką pochwalić się mogą m.in. MG, Omoda i Jaecoo. Ich importami są spółki powołane do życia przez samego producenta - koncern SAIC (MG) i koncern Chery (Omoda, Jaecoo). O serwis zagranicą nie muszą się też martwić nabywcy BYD, który bardzo poważnie traktuje swoją europejską ekspansję.
Po drugiej stronie, wśród importerów korzystających w Polsce z procedury NSSTA, znajdziemy takie marki, jak np. Baic, Bestune, Dongfeng, Forthing czy Seres.
Uściślijmy - korzystanie z uproszczonej procedury homologacyjnej nie oznacza jeszcze automatycznie, że przyszłość tych marek na rynku europejskim rysuje się w ciemnych barwach. Warto jednak śledzić ich rynkowe przyjęcie i monitorować statystyki sprzedaży. O ile np. Baic (4262 rejestracji w Polsce od początku roku) ma w Polsce raczej ugruntowaną pozycję, o tyle przyszłość np. Donfenga (34 rejestracje) czy JAC (52 rejestracje) rysuje się pod znakiem zapytania.
Które chińskie marki przetrwają w Europie? Warto śledzić Euro NCAP
Osobom zainteresowanym kupnem nowego chińskiego auta, które chciałyby uniknąć scenariusza wycofania się marki z Europy polecamy pilnie śledzić np. wyniki testów zderzeniowych Euro NCAP. Mało kto wie, że możliwość chwalenia się wynikami testów bezpieczeństwa Euro NCAP wymaga od importera zainwestowania sporych środków, np. w licencje do używania w salonach czy na stronach dealerów logo Euro NCAP. Można więc śmiało przyjąć, że jeśli jakieś chińskie auto pojawia się w rankingu organizacji, jego importer na poważnie myśli o ekspansji na rynkach Starego Kontynentu.










