USA mają mniej benzyny niż zwykle. Zapasy poniżej średniej, ceny w górę
Stany Zjednoczone są największym producentem ropy na świecie, ale amerykańscy kierowcy znów dostają sygnał, że to nie gwarantuje spokoju przy dystrybutorach. Zapasy benzyny spadły poniżej typowych poziomów dla tej pory roku, ceny paliw zaczęły rosnąć, a temat bezpieczeństwa dostaw wraca również w oficjalnych rozmowach regulatorów.

W skrócie
- Stany Zjednoczone są największym producentem ropy na świecie, jednak niższe zapasy benzyny powodują wzrost cen i ponowną dyskusję o bezpieczeństwie dostaw paliw.
- Według raportu EIA zapasy benzyny w USA są obecnie o 5 procent niższe niż średnia z ostatnich pięciu lat, a ceny paliw rosną na całym rynku.
- Kalifornia, posiadająca własne normy paliwowe i utrzymująca zapasy na około sześć tygodni, jest szczególnie podatna na zakłócenia, a wąskim gardłem pozostają rafinerie i logistyka.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
W amerykańskiej debacie o paliwach regularnie wraca ten sam paradoks - kraj pompuje gigantyczne ilości ropy, a mimo to kierowcy potrafią nerwowo reagować na każdy sygnał o możliwych problemach z dostawami. Powód jest prosty: wydobycie surowca to tylko jeden element układanki. O tym, co kierowca widzi na stacji, decydują jeszcze możliwości przerobu w rafineriach, logistyka, poziom zapasów gotowego paliwa i sytuacja na globalnym rynku ropy.
Zapasy benzyny w USA spadły poniżej średniej. Dane pokazują wyraźny trend
Z najnowszego raportu amerykańskiej Energy Information Administration (EIA) wynika, że zapasy benzyny w USA spadły do 214,2 mln baryłek. To około 5 proc. poniżej średniej z ostatnich pięciu lat dla tego okresu. Sama liczba bez kontekstu niewiele mówi, ale wystarczy spojrzeć na skalę amerykańskiego rynku. Dzienne zużycie benzyny wynosi obecnie około 8,77 mln baryłek, więc mówimy o systemie, w którym nawet stosunkowo niewielkie zakłócenia potrafią szybko odbić się na cenach.
To już zresztą widać. Dane American Automobile Association (AAA), organizacji monitorującej ceny paliw w USA, pokazują, że średnia krajowa cena galonu benzyny regular wynosi obecnie 4,49 dol. To wyraźnie więcej niż miesiąc wcześniej, gdy kierowcy płacili średnio około 4,03 dol. za galon. To pokazuje skalę presji, jaka w ostatnich tygodniach wróciła na amerykański rynek paliw.
Kalifornia pokazuje, jak wrażliwy bywa amerykański rynek paliw
Ciekawym sygnałem jest to, jak o bezpieczeństwie dostaw mówią sami regulatorzy. Podczas przesłuchania dotyczącego bezpieczeństwa energetycznego przedstawiciel California Energy Commission wskazał, że Kalifornia dysponuje zapasami paliwa wystarczającymi na około sześć tygodni.
Nie był to alarmistyczny komunikat, ale raczej techniczne określenie bufora bezpieczeństwa. Warto jednak pamiętać, że Kalifornia nie jest zwykłym przypadkiem. To największy rynek paliwowy w USA, a jednocześnie jeden z najbardziej specyficznych. Stan stosuje własne, bardziej restrykcyjne normy paliwowe, przez co szybkie uzupełnienie niedoborów dostawami z innych regionów nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać. Jeśli pojawiają się problemy z lokalnymi rafineriami albo logistyką, sytuacja robi się tam znacznie bardziej napięta niż w wielu innych częściach kraju.
Problemem nie jest brak ropy. Wąskim gardłem pozostają rafinerie i logistyka
Na pierwszy rzut oka sytuacja może wydawać się absurdalna. Jak największy producent ropy na świecie może mieć problem z benzyną?
Odpowiedź jest dość prosta - ropa nie trafia bezpośrednio do baku. Musi zostać przerobiona na gotowe paliwo i dostarczona tam, gdzie jest potrzebna. To właśnie na tym etapie pojawia się ograniczenie.
Według danych EIA amerykańskie rafinerie pracują obecnie na poziomie 91,6 proc. wykorzystania mocy. To wysoki wskaźnik, pokazujący, że system działa intensywnie, ale jednocześnie nie zostawia ogromnego marginesu na nieprzewidziane zakłócenia. Awaria infrastruktury, przestój w dużej rafinerii czy problem logistyczny mogą w takich warunkach być odczuwalne szybciej, niż mogłoby się wydawać.
USA już widziały chaos na stacjach benzynowych
Nie ma dziś żadnych sygnałów wskazujących na ogólnokrajowy kryzys paliwowy, ale amerykański rynek ma świeżą pamięć podobnych sytuacji. W 2021 r. cyberatak na Colonial Pipeline wystarczył, by wywołać falę panicznego tankowania i lokalne niedobory paliwa w części kraju.
Dzisiejsza sytuacja wygląda inaczej, bo nie chodzi o jedną spektakularną awarię, ale mechanizm pozostaje podobny. Jeśli rynek działa przy mniejszym marginesie bezpieczeństwa, a ceny ropy rosną, kierowcy zaczynają reagować znacznie szybciej.
Czy podobny scenariusz mógłby wydarzyć się w Polsce?
Polski system paliwowy działa według innej logiki. Funkcjonują obowiązkowe zapasy paliw, a infrastruktura logistyczna jest mniej podatna na regionalne szoki tego typu. To nie oznacza jednak pełnej odporności na zawirowania. Jeśli ropa na świecie będzie dalej drożeć, polscy kierowcy również to odczują - przede wszystkim w cenach. Inny scenariusz mógłby pojawić się wtedy, gdyby sam popyt został gwałtownie zaburzony, np. przez masowe tankowanie wywołane obawami kierowców. Taki mechanizm Polska już widziała pod koniec 2022 r., gdy wokół zmian cen paliw i końca rządowych działań osłonowych część kierowców ruszyła na stacje wcześniej, co lokalnie zwiększało presję na system dostaw.









