Unijni komisarze mają dość swoich elektryków. Tracą czas na ładowarkach
W unijnych komisarzach rośnie frustracja związana z flotą służbowych samochodów elektrycznych. Elektryki szczególnie mocno dają się we znaki urzędnikom w czasie służbowych podróży między Brukselą a Strasburgiem. Auta nie są w stanie pokonać 440-kilometrowej trasy bez przymusowego postoju na ładowarce, który wydłuża długą podróż o przynajmniej pół godziny.

W skrócie
- Unijni urzędnicy doświadczają narastającej frustracji z powodu konieczności długich postojów na ładowanie samochodów elektrycznych podczas podróży służbowych między Brukselą a Strasburgiem.
- Auta elektryczne komisarzy nie są w stanie pokonać dystansu 440 km na jednym ładowaniu, co wymusza przystanki w Luksemburgu i wydłuża czas podróży nawet do siedmiu godzin.
- Niektórzy komisarze decydują się na podróż busem zamiast samochodem elektrycznym, a problem przymusowych postojów na ładowarkach był omawiany podczas spotkania kolegium komisarzy.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Elektryczna rewolucja na europejskich drogach coraz mocniej daje się we znaki unijnym urzędnikom. Służbowe elektryki unijnych komisarzy nie są w stanie pokonać na jednym ładowaniu dystansu 440 km dzielącego Brukselę od Strasburga.
W efekcie urzędnicy muszą tracić po pół godziny na ładowarkach w Luksemburgu, co wydłuża podróży nawet do ponad sześciu godzin. Co ciekawe, problem nie dotyka szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. Ze względów bezpieczeństwa korzysta ona z opancerzonej limuzyny, która nie ma jeszcze swojego elektrycznego odpowiednika.
Elektryki koszmarem unijnych komisarzy. Tracą czas na ładowarkach
Już w 2022 roku, w czasie pierwszej kadencji von der Leyen Komisja Europejska zadeklarowała, że do 2027 roku wszystkie z jej służbowych pojazdów mają być w 100 proc. zeroemisyjne. Jak przekonuje rzecznik KE, aktualnie około 80 proc. ze 128 wykorzystywanych przez KE samochodów to samochody elektryczne.
O rosnącej frustracji unijnych komisarzy korzystających z samochodów elektrycznych donosi Politico. Na służbowe samochody elektryczne skarżyć się mają urzędnicy z przynajmniej ośmiu gabinetów.
Ich służbowe BMW - w przeważającej większości i4 - nie są w stanie pokonać na jednym ładowaniu 440 km dzielących Brukselę od Strasburga. Alternatywą dla 20-30 minutowego przymusowego postoju na ładowarce w Luksemburgu jest - tu cytat - "pełzanie autostradą", co również mija się z celem, bo wydłuża czas podróży.
W anonimowych rozmowach z Politico część z unijnych komisarzy skarżących się na problemy z zasięgiem przyznała, że w skrajnych przypadkach podróż wydłuża się nawet do siedmiu godzin.
Pociągi są dla Kowalskich. Unijni komisarze wolą jeździć autami
Pikanterii sprawie dodaje fakt, że chociaż unijni urzędnicy na wszystkie sposoby starają się promować transport publiczny, sami bardzo niechętnie podróżują między Brukselą a Strasburgiem koleją. W ich opinii samochody sprawdzają się lepiej, bo w czasie podróży często toczą ważne rozmowy telefoniczne, których treść nie powinna trafiać do osób postronnych.
W prywatnych rozmowach komisarze podnosić też mają kwestie bezpieczeństwa. Wiele ze służbowych podróży odbywa się nocą, po długich debatach czy sesjach plenarnych w siedzibie Parlamentu Europejskiego w Strasburgu. Konieczność spędzenia w aucie dodatkowego czasu nocą na ładowarce wprawdzie pozwala nieco zregenerować siły, ale na pewno stanowi dla unijnych urzędników źródło dodatkowej frustracji.
Wolą busa niż służbowe BMW. Unijni komisarze mają dość elektryków
Z informacji Politico wynika, że kwestia przymusowego postoju na ładowarkach urosła do rangi poważnego problemu. Miała być podniesiona m.in. na spotkaniu kolegium komisarzy, a do rozwiązania problemu oddelegowano ponoć Piotra Serafina - unijnego komisarza ds. budżetu i administracji publicznej oraz zwalczania nadużyć finansowych. Niektórzy, jak np. węgierski komisarz Olivér Várhelyi, wolą nawet zrezygnować z podróży własną służbówką i - wraz ze swoim zespołem - pojechać do Strasburga należącym do KE busem, bo taka podróż jest dla nich mniej wyczerpująca.
Co symptomatyczne, narzekania ze strony czołowych urzędników Komisji Europejskiej wpisują się w trwającą właśnie w UE debatę dotyczącą tempa elektryfikacji transportu i zielonej transformacji. Jeszcze w lipcu poznać mamy plan odejścia od paliw kopalnych, który ma być odpowiedzią na kryzys paliwowy na Bliskim Wschodzie i próbą szybszego uniezależnienia się energetycznego m.in. od węglowodorów z Rosji.









