UE zabiła tanie auta. Z rynku zniknęło 84 proc. modeli. Teraz wrócą?
Europejski rynek małych aut miejskich przeżył prawdziwy kryzys, wywołany przez wysokie koszty dostosowania pojazdów do unijnych norm środowiskowych i bezpieczeństwa. Wiele kultowych i tanich modeli zostało wycofanych z oferty, ponieważ ich produkcja przestała być opłacalna. Branża motoryzacyjna przygotowuje się jednak do wielkiego powrotu segmentu A, stawiając na przystępne cenowo, małe samochody z napędem elektrycznym.

W skrócie
- Wprowadzenie nowych przepisów homologacyjnych dotyczących bezpieczeństwa pojazdów oraz limitów emisji spalin doprowadziło do drastycznego skurczenia się oferty małych samochodów z segmentu A w Europie.
- Na kluczowym rynku we Włoszech liczba dostępnych modeli z tego segmentu zmniejszyła się w ciągu siedmiu lat z 25 do zaledwie 4 aut, co stanowi spadek o 84 procent.
- Szansą na odrodzenie segmentu A są tanie samochody elektryczne produkowane lokalnie w Europie, wspierane przez unijną inicjatywę Small Affordable Cars oraz nowe premiery poszczególnych producentów.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Felipe Munoz - analityk motoryzacyjny i właściciel branżowego serwisu CarIndustryAnalisys - sprawdził, jak zmieniała się w ostatnich latach oferta samochodów segmentu A na jednym z kluczowych rynków UE - we Włoszech. Wnioski są jednoznaczne - w zaledwie siedem lat oferta rynkowa skurczyła się z 25 do zaledwie 4 modeli.
Nie przez przypadek uwaga jednego z czołowych analityków europejskiego rynku motoryzacyjnego skupiła się na Włoszech. To właśnie z Włoch wywodzi się jeden z prekursorów tego segmentu - Fiat 500. Auta segmentu A przez dziesięciolecia cieszyły się ogromną popularnością w krajach śródziemnomorskich, z uwagi na m.in. na charakterystyczną wąską zabudową.
Kluczem do sukcesu od zawsze była jednak niska cena. A ta, wraz z nowymi wymogami z zakresu ochrony środowiska i bezpieczeństwa pojazdów - w ostatnich latach przekroczyła granice zdrowego rozsądku.
Hekatomba tanich samochodów w UE. Spadek o 84 proc.
Z analizy Felipe Munoza wynika, że jeszcze w 2018 roku na włoskim rynku w segmencie A oferowanych było aż 25 modeli. Lista obejmowała m.in. takie auta, jak:
- Citroen C1 (wycofany z oferty w 2021 roku),
- Ford Ka+ (wycofany z oferty w 2019 roku),
- Opel Karl (wycofany z oferty w 2019 roku),
- Peugeot 108 (wycofany z oferty w 2021 roku)
- Seat Mii (wycofany z oferty w 2020 roku),
- Skoda Citigo (wycofana z oferty na przełomie 2020/2021), Volkswagen Up! (wycofany z oferty w 2023 roku).
Dla porównania, obecnie we włoskich salonach kupić można zaledwie cztery nowe modele segmentu A. Są to: Fiat 500, Fiat Panda, Kia Picanto i Toyota Aygo X. Oznacza to, że na przestrzeni zaledwie siedmiu lat oferta rynkowa w tym segmencie skurczyła się aż o 84 proc.
Dane z Włoch nie są wcale odosobnione i doskonale wpisują się w szerszy europejski obraz. Jeszcze w 2018 roku segment A odpowiadał za około 8-9 proc. rejestracji nowych aut w Europie. W 2024 roku było to już zaledwie 4,2 proc, a rok 2025 przyniósł kolejne spadki rejestracji.
Cena czyni cuda, czyli jak przepisy zabiły tanie auta w UE
Winnymi hekatomby jaka przetoczyła się przez segment A są przepisy homologacyjne - nowe wymogi dotyczące bezpieczeństwa pojazdów i emisji spalin.
Z analizy Felipe Munoza wynika, że w 2018 średnia cena nowego auta segmentu A we Włoszech wynosiła 16 702 euro (około 71,150 zł przy ówczesnym kursie). Trzy lata później - w 2021 roku - średnia cena nowego auta segmentu A we Włoszech wynosiła już 19 161 euro (około 87 950 zł przy ówczesnym kursie). W 2023 roku średnia cena nowego auta w segmencie A we Włoszech osiągnęła rekordowe 26 097 euro (117 750 zł). Od tego czasu cenniki wyraźnie stopniały, ale i tak średnia cena auta segmentu A w 2025 roku we Włoszech osiągnęła 20 933 euro (88 965 zł).

Lata 2020-2021 to czas wprowadzania normy Euro6d. Pik cenowy w roku 2023 to z kolei efekt wprowadzania (od 7 lipca 2024 dla wszystkich samochodów) przepisów dotyczących wyposażenia obowiązkowego z zakresu bezpieczeństwa (GSR2).
Klienci już nie kochają małych samochodów? Ekspert - to skomplikowane
Jakub Faryś - prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego zauważa, że na skokowe załamanie oferty segmentu A złożyło się kilka czynników. Ekspert zwraca uwagę, że spadek popularności najmniejszych aut postępował wraz z rozwojem cywilizacyjnym, gdy auta nieustannie rosły, a klienci wymagali od nich coraz lepszych osiągów i wyposażenia.
Zmieniły się oczekiwania w rozumieniu posiadania takiego małego samochodu do jeżdżenia na krótkie dystanse
Z drugiej strony, faktem jest, że nowe regulacje dotyczące bezpieczeństwa i emisji spalin najmocniej uderzyły w segment pojazdów najtańszych.
Wymagania homologacyjne i wymagania dotyczące bezpieczeństwa – dodanie tych systemów spowodowało wzrost ceny samochodów, który procentowo w największym stopniu uderzył właśnie w najmniejsze, a co za tym idzie – najtańsze – samochody
W droższych pojazdach podwyżki procentowe były więc mniejsze, a różnica między małym samochodem segmentu A, a autami segmentów B i C znacznie się zmniejszyła.
Kary za emisję zabiły tanie samochody. Nowe mają być na baterie
Na czystkę w cennikach w znacznym stopniu wpłynęły również zmiany dotyczące limitów emisji spalin, za których przekroczenie producenci płacą dziś potężne kary. Proste, archaiczne jednostki napędowe oferowane w małych autach miały stosunkowo duży - w przeliczeniu na masę - apetyt na benzynę, więc utrzymywanie ich w ofercie zwiększało bilans emisji konkretnego producenta.
Z kolei zastosowanie oszczędniejszych układów hybrydowych windowało cenę samochodu poza granicę zdrowego rozsądku lub wymagały przeprojektowania platformy pojazdu, co przy niskich marżach i słabnącym popycie nie znajdowało już uzasadnienia ekonomicznego. Na taki krok zdecydowała się w zasadzie jedynie Toyota. Japończycy zaadaptowali do Toyoty Aygo X układ hybrydowy z większego Yarisa, co wymagało gruntownego przekonstruowania przodu pojazdu.

"Aby zamiast litrowego silnika zmieścić pod maską 1,5-litrową jednostkę, a także silnik elektryczny i inne komponenty hybrydowego układu, konieczne było wydłużenie przedniego zwisu o 76 mm. Niezbędne były także zmodyfikowanie baterii trakcyjnej, aby zmieściła się pod tylną kanapą. Jej układ chłodzenia umieszczono natomiast w konsoli dzielącej na pół przestrzeń na nogi dla pasażerów z tyłu, zaś 12-voltowy akumulator trafił pod podłogę bagażnika" - tłumaczy nasz redakcyjny kolega Michał Domański, który jako jeden z pierwszych polskich dziennikarzy miał okazję zapoznać się z modelem Aygo X Hybrid.
Wielki powrót segmentu A. Nowe tanie auta muszą być elektryczne
W nadchodzących latach możemy być jednak świadkami odrodzenia segmentu. We wrześniu 2025 roku w swoim orędziu o stanie Unii przewodnicząca KE Ursula von der Leyen ogłosiła uruchomienie inicjatywy dotyczącej małych, przystępnych cenowo samochodów budowanych lokalnie w europejskich fabrykach.
Inicjatywa o nazwie Small Affordable Cars zakłada premiowanie elektrycznych samochodów o długości do 4,2 metra budowanych w lokalnych, europejskich fabrykach. Auta miałyby być homologowane w ramach nowej kategorii M1E.

Pierwotna, dyskutowana wciąż, propozycja zakłada przypisanie im współczynnika 1,3 przy obliczaniu celów emisyjnych. Mówiąc prościej - trzy sprzedane w na rynkach UE elektryki nowej kategorii w ostatecznym bilansie emisji liczono by jako niemal cztery samochody elektryczne. W efekcie pozwoliłoby to wprowadzić na rynek kilka aut hybrydowych lub np. samochód o napędzie czysto spalinowym.
Zwrot w tym kierunku widać już w ofercie poszczególnych producentów. Renault wprowadza właśnie na rynek elektryczne Twingo E-Tech. W ostatnich miesiącach na kilku europejskich rynkach debiutowały też m.in. elektryczne Hyundai Inster czy Leapmotor T03.
Kierunek na tanie samochody dla ludu zapowiada też - zachęcony sukcesem nowej Pandy - Stellantis. Najprawdopodobniej jeszcze w tym roku Citroen zaprezentuje nowe wcielenie legendarnego modelu 2CV, który zapowiadany jest właśnie jako budżetowe auto miejskie o cenie poniżej 15 tys. euro.








