W skrócie
- Organizacja Transport & Environment postuluje nałożenie 20-procentowego cła na akumulatory z Chin, co ma wesprzeć europejskich producentów w obliczu rosnącej konkurencji.
- Polska, dzięki dużym inwestycjom w produkcję baterii pod Wrocławiem, może zyskać na ograniczeniu importu ogniw z Chin oraz wzmocnieniu pozycji europejskiego przemysłu.
- Wprowadzenie proponowanych ceł może negatywnie wpłynąć na ceny nowych samochodów elektrycznych, szczególnie w segmencie aut budżetowych, ograniczając dostępność tanich modeli.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Transport & Environment (T&E) - organizacja ekologiczna lobbująca w Brukseli za szybką elektryfikacją branży motoryzacyjnej - domaga się od Komisji Europejskiej obłożenia 20-proc. cłem produkowanych w Chinach baterii do samochodów elektrycznych. Wcześniej T&E postulowało również do nałożenie dodatkowych ceł na importowane z Chin hybrydy plug-in. O takim pomyśle informowały niedawno źródła zbliżone do Komisji Europejskiej.
W opinii organizacji wprowadzone z końcem października 2024 roku karne cła na chińskie samochody elektryczne przynoszą dobry efekt. UE musi jednak szybciej reagować na zmieniającą się sytuację.
Cła na chińskie samochody zahamowały import. Ale ucierpieli też europejscy producenci
Jak zauważa T&E w pierwszym kwartale 2026 roku samochody elektryczne wyprodukowane w Chinach odpowiadały za 17 proc. rynku bateryjnych samochodów elektrycznych (BEV) w UE. Dla porównania, w 2024 roku, czyli przed wprowadzeniem karnych ceł na chińskie samochody elektryczne (obwiązują do 30 października 2024 roku), było to 22 proc. Oznacza to, że cła nakładane przez Komisję Europejską przyniosły spodziewany efekt i zatrzymały potok chińskich samochodów elektrycznych.
Problem w tym, że oprócz w Chińczyków, cła uderzyły też w europejskie marki, jak BMW czy Volvo, produkujące swoje elektryczne modele właśnie w Kraju Środka. Ich udział w imporcie chińskich samochodów elektrycznych spadł z 38 proc. w 2024 roku do 23 proc. w pierwszym kwartale 2026 roku.
Chińskie baterie zalewają Europę. Szykuje się nowe cło?
Chińczycy całkiem skutecznie radzą sobie z obchodzeniem europejskich zakazów. Do Europy szerokim strumieniem wlewają się dziś np. chińskie hybrydy PHEV, które nie zostały objęte karnym cłem. Ich udział w ogóle importu chińskich samochodów na Stary Kontynent wzrósł z 37 proc. w 2024 roku do 60 proc. w pierwszym kwartale 2026 roku.
Na przestrzeni ostatnich pięciu lat aż siedmiokrotnie zwiększył się też import do UE baterii akumulatorów. Z danych T&E wynika, że przed pięcioma laty wartość importu baterii trakcyjnych z Chin wynosiła około 4 mld dolarów. Dla porównania w 2025 roku było to już prawie 30 mld dolarów.
By przeciwdziałać takiemu zjawisku T&E postuluje objęcie 20-procentowym cłem akumulatorów produkowanych w Chinach, co miałoby wzmocnić konkurencyjność Unii Europejskiej i nakłonić producentów samochodów do budowania akumulatorów w Europie.
Cła na akumulatory z Chin dobre dla Polski?
Organizacja przekonuje, że cła na baterie importowane z Chin pozostają dziś na "wyjątkowo niskim poziomie" - od 1 do 3 proc. - mimo dochodzenia antysubsydyjnego EU potwierdzającego, że chińska produkcja baterii jest w dużym stopniu subsydiowana.
T&E przekonuje, że bez natychmiastowych działań na rzecz wsparcia producentów z UE, europejski przemysł akumulatorowy może nie przetrwać. Przygotowane przez organizację zestawienie wskazuje, że europejscy producenci odpowiadają obecnie za mniej niż jedną czwartą baterii wytwarzanych w UE.
Proponowane rozwiązanie w postaci większych ceł mogłoby przynieść korzyści polskiej gospodarce.
Polska już teraz jest bardzo dużym producentem baterii - dzięki fabryce LG pod Wrocławiem, a realizacja ogłoszonych planów inwestycyjnych sprawi, że 45 proc. europejskiej produkcji katod i prekursorów będzie ulokowane właśnie u nas. Dlatego lepsza ochrona europejskiego rynku przez ekspansją eksportową Chin jest w polskim interesie. Warto o to aktywnie zabiegać
Samochody elektryczne będą jeszcze droższe?
Z drugiej strony, zatrzymanie importu baterii z Chin na pewno nie pozostałoby bez wpływu na ceny nowych samochodów w UE.
Wprowadzenie 20-procentowego cła na chińskie baterie zwiększyłoby średnią cenę samochodów elektrycznych produkowanych w Europie jedynie o 2,8 proc.
Wyliczenia organizacji wydają się jednak mało wiarygodne, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że to właśnie akumulator trakcyjny odpowiadać może za nawet 40 proc. finalnego kosztu produkcji pojazdu. Co więcej, udział ceny baterii jest najwyższy w przypadku tańszych samochodów o niewielkich rozmiarach.
Z perspektywy branży motoryzacyjnej odcięcie europejskich fabryk od tanich akumulatorów z Chin mogłoby wręcz zahamować tempo transformacji sprawiając, że auta elektryczne - zwłaszcza niższych segmentów - stałyby się jeszcze droższe.
T&E apeluje ponadto do KE o szybkie przyjęcie Industrial Accelerator Act, przepisów dotyczących flot korporacyjnych i utrzymanie norm emisji CO2 dla samochodów na lata 2030 i 2035 (zakaz rejestracji samochodów spalinowych).












