Tysiące mandatów do kosza? Szef CANARD wyjaśnia wpadkę z OPP na A6
Około 2 tys. kierowców otrzymać mogło nieprawdziwą informację o ewentualnym wykroczeniu w wyniku błędnie działającego odcinkowego pomiaru prędkości na autostradzie A6 nieopodal Szczecina. Szef CANARD - Marek Konkolewski - wyjaśnia, że żaden z nich nie został, ani nie zostanie ukarany mandatem. Rzuca też nowe światło na kulisy głośnej wpadki.

W skrócie
- Około 2 tysiące kierowców mogło otrzymać błędną informację o możliwym wykroczeniu z powodu nieprawidłowego działania odcinkowego pomiaru prędkości na autostradzie A6 pod Szczecinem.
- Szef CANARD poinformował, że żaden z kierowców nie został i nie zostanie z tego tytułu ukarany mandatem, a błąd wynikał z niewłaściwej konfiguracji urządzenia przez pracownika firmy Sprint S.A.
- Wszystkie nieprawidłowo zarejestrowane przypadki zostały zamknięte w systemie, a osoby, które otrzymały wezwania, poinformowano o zakończeniu sprawy.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Chodzi o domniemane wykroczenia zarejestrowane przez odcinkowy pomiar prędkości na autostradzie A6 "Szczecin - Rzęśnica", który w okresie od godziny 12:00 dnia 29 kwietnia 2026 do godziny 9:27 dnia 4 maja 2026 roku zawyżał prędkość pojazdów.
Chciałbym zdementować nieprawdziwe i krzywdzące informacje, że kilkaset osób zapłaciło mandat karny. Mówię to z całą odpowiedzialnością - żaden z kierowców nie zapłacił i nie zapłaci mandatu karnego z tytułu przekroczenia prędkości na tym odcinkowym pomiarze prędkości, który w danym czasie działał niewłaściwie
Szef CANARD: "chcę po ludzku przeprosić"
Konkolewski wyjaśnia, że może jedynie "po ludzku przeprosić" kierowców za zaistniałą sytuację, chociaż przyznaje, że wina nie leżała po stronie państwowych instytucji.
- Został popełniony błąd przez pracownika firmy wykonawcy, który nieprawidłowo skonfigurował urządzenie, wprowadził błędne dane. Stąd były nieprawidłowości przy liczeniu średniej prędkości - wyjaśnia szef CANARD.
Chodzi o firmę Sprint S.A. odpowiedzialną za dobiegającą właśnie końca modernizację i rozbudowę o 43 nowe odcinkowe pomiary prędkości instalowane na autostradach i drogach ekspresowych.
- Informujemy, iż podczas realizacji kontraktu pn. "Dostawa i instalację 43 systemów stacjonarnych urządzeń rejestrujących średnią prędkość na określonym odcinku drogi" na rzecz Zamawiającego - CITD, na odcinku Szczecin Dąbie-Rzęśnica, w trakcie procesu legalizacji jednego z dwóch systemów doszło do błędnego wprowadzenia długości odcinka do jednego z nich. Skutkowało to nieprawidłowym pomiarem średniej prędkości pojazdów poruszających się w jednym kierunku ruchu - czytamy w opublikowanym przez Sprint S.A oświadczeniu.
Odcinkowy pomiar prędkości zawyżał wynik. Setki wezwań do kosza
Szef CANARD uspokaja, że w momencie otrzymania informacji o nieprawidłowościach. "wszystkie zarejestrowane w tym czasie naruszenia zostały zamknięte w systemie".
- Do wszystkich osób, do których trafiły wezwania, że mogły popełnić wykroczenie, wysłaliśmy informacje z przeprosinami i informacją, że ta sprawa jest już zamknięta w naszym systemie" - precyzuje Konkolewski.
Zastępca Głównego Inspektora Transportu drogowego precyzuje ponadto, że ze strony CANARD zawiadomienia o bezzasadności konkretnych wezwań trafiło też do 30 największych współpracujących z CANARD podmiotów leasingowych. Dodaje też, że gdyby - hipotetycznie - ktoś poniósł z tego tytułu jakiekolwiek straty finansowe, zostaną one pokryte przez wykonawcę - firmę, której Sprint S.A, której pracownik źle skonfigurował urządzenia.
- Mogę tylko po ludzku przeprosić tych, którzy mieli z tego tytułu jakiekolwiek problemy, lub niepotrzebnie się zdenerwowali. Chciałbym też uspokoić - po incydencie podjąłem decyzję, żeby sprawdzić wszystkie odcinkowe pomiary prędkości w Polsce i jestem absolutnie pewien, że wszystkie odcinkowe pomiary prędkości w Polsce działają w stu procentach poprawnie - kwituje Konkolewski.










