Spis treści:
- Odszkodowania wciąż są możliwe. Jesienią ruszy kolejny proces
- Pozew objął 1,6 mln kierowców i 14 producentów
- Czego dotyczy tzw. afera spalinowa?
- Mercedes, Ford i Renault komentują wyrok
- Dieselgate trwa już niemal 11 lat
Sąd Najwyższy w Londynie ogłosił wyrok dotyczący Mercedesa, Forda, Peugeota, Citroena, Renault i Nissana. Wszystkie te firmy były oskarżane o montowanie systemów, które miały omijać przepisy dotyczące emisji tlenków azotu.
Sędzia Sara Cockerill podkreśliła, że "sąd odrzucił większość głównych zarzutów przedstawionych wobec producentów, których pojazdy zostały zbadane". Wszystkie wymienione koncerny od początku utrzymywały, że ich rozwiązania nie służyły do fałszowania wyników testów emisji spalin.
Odszkodowania wciąż są możliwe. Jesienią ruszy kolejny proces
Choć producenci odnieśli ważne zwycięstwo, sprawa nie została definitywnie zakończona. W październiku ma rozpocząć się kolejny proces, podczas którego sąd zajmie się ewentualnymi odszkodowaniami.
Sędzia wskazała jednocześnie, że w przypadku części rozwiązań zastosowanych przez producentów samochodów pojawiły się niekorzystne ustalenia. Dotyczy to między innymi urządzenia związanego z układem chłodzenia w samochodach Mercedesa oraz jednej ze strategii stosowanej w wybranych modelach Peugeota i Citroena.
Pozew objął 1,6 mln kierowców i 14 producentów
Pierwszy proces został wszczęty w imieniu około 1,6 mln kierowców przeciwko 14 producentom samochodów. Oprócz marek, których dotyczył najnowszy wyrok, na liście znalazły się również m.in. Jaguar Land Rover, Toyota, Vauxhall, Opel i BMW.
Prawnicy reprezentujący kierowców jeszcze przed ogłoszeniem wyroku przekonywali, że producenci mogą zostać zobowiązani do wypłaty odszkodowań liczonych w miliardach funtów.
Martyn Day z kancelarii Leigh Day, reprezentującej powodów, stwierdził po ogłoszeniu wyroku, że Wielka Brytania jest obecnie "jedynym znaczącym miejscem w Europie, gdzie producenci mogą swobodnie budować i sprzedawać samochody wyposażone w tego typu urządzenia". Dodał również, że prawnicy analizują możliwość złożenia odwołania.
Czego dotyczy tzw. afera spalinowa?
Afera spalinowa wybuchła w 2011, gdy wyszło na jaw, że Volkswagen montował w swoich samochodach system, który wykrywał, kiedy auto znajduje się na stanowisku badawczym (samochód się nie porusza, ale koła się kręcą) i aktywował wówczas wymagane prawem, restrykcyjne systemy oczyszczania spalin. Gdy auto wracało do normalnego ruchu, systemy przełączały się w tryb drogowy, emisja spalin była wyższa, ale silnik pracował lepiej, a samochód jechał szybciej.
Szybko okazało się również, że Volkswagen był tylko jednym z producentów, którzy działali w ten sposób.
Sąd Najwyższy w Londynie miał ustalić czy 20 wybranych samochodów wsopmnianych sześciu marek wyposażono w to rozwiązanie. Według powodów miało to prowadzić do wyższej emisji tlenków azotu podczas codziennej eksploatacji pojazdów.
Sędzia Sara Cockerill zaznaczyła jednak, że samo wykazanie niższej skuteczności systemów w normalnej jeździe (poza testami) nie wystarczało do uznania producentów za winnych. Jak dodała, nawet przy alternatywnej interpretacji pojęcia "defeat device" większość zarzutów również nie zostałaby potwierdzona.
Mercedes, Ford i Renault komentują wyrok
Mercedes z zadowoleniem przyjął rozstrzygnięcie sądu. Producent poinformował, że spośród czterech analizowanych pojazdów tylko jeden został uznany za niespełniający wymagań w jednym z elementów działania systemu, a problem usunięto później poprzez aktualizację oprogramowania.
Ford również pozytywnie ocenił wyrok, podkreślając, że potwierdził on brak stosowania niedozwolonych urządzeń w samochodach marki.
Renault zapowiedziało natomiast działania mające na celu odzyskanie kosztów postępowania od instytucjonalnych ubezpieczycieli i funduszy hedgingowych, które finansowały pozew, licząc na zysk.
Dieselgate trwa już niemal 11 lat
Afera dieselgate wybuchła we wrześniu 2015 roku, gdy Volkswagen przyznał, że montował w milionach samochodów oprogramowanie obniżające wyniki emisji spalin podczas badań homologacyjnych. W normalnym ruchu auta emitowały znacznie więcej zanieczyszczeń.
Skandal szybko objął kolejne koncerny motoryzacyjne i doprowadził do postępowań sądowych między innymi we Francji, Korei Południowej i Stanach Zjednoczonych. Sam Volkswagen zapłacił dotychczas ponad 32 mld euro kar i odszkodowań, z czego większość przypadła na rynek amerykański.












