W skrócie
- Badge engineering polega na sprzedaży tego samego samochodu pod różnymi markami, co pozwala producentom zaoszczędzić setki milionów euro na kosztach projektowania.
- Metoda ta różni się od wspólnej platformy tym, że auta pozostają niemal identyczne, a zmiany ograniczają się zazwyczaj do logo, wyposażenia czy detali przedniego pasa.
- Przykładami takich działań była współpraca Hondy z Land Roverem przy modelu Crossroad lub oferowanie europejskiego Fiata Doblo w USA jako Ram ProMaster City.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Współczesna motoryzacja coraz częściej opiera się na współpracy między producentami. Rosnące koszty projektowania nowych samochodów, zaostrzające się normy emisji spalin i konieczność opracowywania nowych technologii sprawiają, że tworzenie zupełnie nowych konstrukcji od podstaw staje się coraz mniej opłacalne i trwa zbyt długo. Z tego powodu wiele modeli różni się od siebie w rzeczywistości jedynie logo na masce i kilkoma detalami.
Czym jest badge engineering?
Badge engineering - nazywane również inżynierią emblematową - polega na sprzedaży tego samego samochodu pod różnymi markami. Zazwyczaj zmieniają się jedynie znaczki, elementy pasa przedniego, wzór felg czy wyposażenie. Konstrukcja nadwozia, platforma, silniki oraz większość podzespołów pozostają jednak identyczne.
Dzięki temu jeden stworzony projekt może funkcjonować jednocześnie w kilku markach należących do tego samego koncernu lub współpracujących ze sobą producentów. Takie rozwiązanie nie jest niczym nowym i od lat korzystają z niego praktycznie wszyscy najwięksi producenci samochodów.

Dlaczego producenci tak chętnie stosują badge engineering?
Powód wykorzystywania badge engineering jest bardzo prosty - ogromne oszczędności. Opracowanie nowego samochodu to dziś jedno z najdroższych przedsięwzięć w całym przemyśle motoryzacyjnym. Sam proces projektowania, budowy prototypów, testów zderzeniowych, homologacji oraz przygotowania produkcji pochłania często setki milionów euro.
Wykorzystanie już gotowej konstrukcji pozwala znacząco ograniczyć wydatki. Producent może szybciej wprowadzić nowy model na rynek, lepiej wykorzystać istniejące fabryki i dotrzeć do klientów, którzy z różnych powodów preferują inną markę. Co więcej, na takim rozwiązaniu korzystają również kierowcy, bo mogą kupić samochody bazujące na sprawdzonych konstrukcjach, których ewentualne problemy techniczne zostały już wcześniej wyeliminowane.
Nie chodzi tylko o zmianę znaczka. Badge engineering to nie jest wspólna platforma podłogowa
Badge engineering bardzo często mylony jest ze wspólną platformą podłogową. To jednak dwa różne rozwiązania - w przypadku wspólnej platformy producenci budują zupełnie inne modele na tej samej bazie technicznej. Natomiast w przypadku badge engineering samochody pozostają niemal identyczne, a różnice ograniczają się zwykle do znaczka i kilku zmian wizualnych.
Te modele to przykład badge engineering. Znasz je na pewno
Jednym z najlepszych przykładów była współpraca Hondy z Land Roverem w latach 90., a jej efektem był model Honda Crossroad, który w rzeczywistości był niemal kopią pierwszej generacji Land Rovera Discovery. Samochód oferowano wyłącznie w Japonii w latach 1993-1998, a pod maską pracował silnik 3.9 V8 współpracujący z 4-biegowym automatem.

Niewielu europejskich kierowców wie, że w Chinach funkcjonuje marka Jetta utworzona przez Volkswagena i FAW Group. Model Jetta VS5 jest w praktyce Seatem Atecą ze znanym również w Europie silnikiem 1.4 TSI. W ofercie tej marki znajdują się także modele bazujące na Volkswagenie Jetta oraz Seacie Tarraco.
Z kolei Francuska armia przez lata wykorzystywała samochód, który z zewnątrz przypominał Mercedesa Klasy G. Był to Peugeot P4, który powstały dzięki współpracy francuskiego producenta z Mercedesem.
Dobrze znany w Polsce Daewoo Matiz - później sprzedawany również jako Chevrolet Spark - miał jeszcze jedną ciekawą odmianę. W Meksyku samochód oferowano jako Pontiac Matiz, a druga generacja występowała pod nazwą Pontiac Matiz G2.

Na rynku amerykańskim Ram ProMaster City był niczym innym jak drugą generacją Fiata Doblo. Największą różnicą był silnik - w USA klienci mogli zamówić auto z benzynową jednostką 2.4 Tigershark o mocy 179 KM, która nie była oferowana w europejskim odpowiedniku.











