Te usterki podnoszą spalanie nawet o 20 proc. Ekspertka ostrzega
W ostatnich tygodniach wielu kierowców zaczęło uważniej kontrolować zużycie paliwa w swoich samochodach. To naturalna reakcja na rosnące ceny na stacjach, które ponownie znalazły się pod presją sytuacji geopolitycznej na Bliskim Wschodzie. W praktyce jednak nie tylko cena paliwa decyduje o tym, ile wydajemy na jazdę. Równie istotny jest stan techniczny samochodu - a niektóre usterki mogą wyraźnie podnosić średnie spalanie.

W skrócie
- Częste usterki techniczne samochodu, takie jak problemy z sondą lambda lub układem EGR, mogą podnosić średnie spalanie paliwa nawet o ponad 20 procent.
- Wiele z tych usterek jest ignorowanych przez kierowców, ponieważ nie unieruchamiają pojazdu i często nie powodują wyraźnych objawów.
- Regularna diagnostyka i serwisowanie pojazdu pomagają wykrywać przyczyny podwyższonego spalania, ograniczać koszty eksploatacji oraz zwiększać bezpieczeństwo jazdy.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Chociaż na rynku paliwowym nastąpiła chwilowa stabilizacja to trudno jednoznacznie stwierdzić, czy w nadchodzących tygodniach nie pojawią się kolejne podwyżki. Część kierowców maksymalnie ogranicza korzystanie z samochodu na rzecz komunikacji miejskiej czy roweru, a inni zaczynają szukać oszczędności w zużyciu paliwa. Z danych Carly - firmy zajmującej się analizą danych diagnostycznych pojazdów opartych na ponad 100 tys. kierowców w Polsce i przeszło 300 tys. sesji diagnostycznych wynika, że ponad 40 proc. pojazdów posiada usterki, które realnie wpływają na zwiększenie zużycia paliwa.
Rośnie spalanie, a kierowcy skupiają się na cenach paliw. Problem leży gdzie indziej
Największy wpływ na zużycie paliwa mają usterki związane bezpośrednio z procesem spalania. To właśnie one potrafią podnieść spalanie nawet o kilkanaście, a w skrajnych przypadkach o ponad 20 proc.
Do najczęstszych należą problemy z sondą lambda (11,6 proc. pojazdów), która odpowiada za dobór odpowiedniej mieszanki paliwowo-powietrznej. Jeśli działa nieprawidłowo, silnik zaczyna pracować mniej efektywnie i zużywa więcej paliwa. Podobny efekt dają usterki układu wtryskowego (5,61 proc.) czy problemy z zapłonem (5,33 proc.).

Nie bez znaczenia są także błędne odczyty czujników MAF lub MAP, które odpowiadają za pomiar ilości powietrza trafiającego do silnika. Jeśli dane są nieprecyzyjne, komputer sterujący pracą jednostki dobiera niewłaściwe parametry. Z takimi problemami boryka się około 1,2 proc. samochodów.
Usterki, które nie unieruchamiają auta, ale opróżniają portfel. Kierowcy je pomijają
Największym problemem jest jednak to, że zdecydowana większość tych awarii nie unieruchamia samochodu, dlatego są one bagatelizowane przez kierowców. Nawet jeśli zapali się kontrolka na desce rozdzielczej, to często jest ona ignorowana, ponieważ auto nadal jeździ.
Dobrym przykładem jest układ EGR, który odpowiada za recyrkulację spalin. To jedna z najczęściej diagnozowanych usterek (11,94 proc.), która realnie wpływa na wzrost spalania o 5-15 proc. Podobnie wygląda sytuacja w przypadku problemów z układem zmiennych faz rozrządu (3,26 proc.) czy spalaniem stukowym, które może zwiększać zużycie paliwa o kilka procent.
Nie serwisujesz auta? Awarie mają wpływ na większe spalanie
Nie wszystkie przyczyny rosnącego spalania wynikają z typowych usterek. Część z nich to efekt zużycia elementów lub braku regularnego serwisowania. Problemy z układem doładowania, czyli turbosprężarką, mogą obniżyć sprawność silnika i zwiększyć zużycie paliwa nawet o 5-10 proc. Podobnie działa zapchany filtr DPF lub nieprawidłowe ciśnienie w układzie wydechowym.
Nawet niesprawny termostat może mieć wpływ na spalanie. Jeśli silnik nie osiąga optymalnej temperatury pracy to jego efektywność spada, a zużycie paliwa rośnie o 3-8 proc.

Każdy litr zaczyna mieć znaczenie. Kierowcy szukają oszczędności
W obecnych realiach nawet niewielkie odchylenia spalania stają się zauważalne. Przy rocznym przebiegu na poziomie 20 tys. km każdy dodatkowy litr na 100 km oznacza około 200 litrów paliwa więcej. To koszt, który powtarza się niezależnie od tego, czy ceny chwilowo spadają, czy rosną.
Właśnie dlatego coraz więcej kierowców zaczyna dokładnie liczyć średnie spalanie i szukać przyczyn jego wzrostu. Problem w tym, że bardzo często winą obarczają styl jazdy lub jakość paliwa, podczas gdy rzeczywistą przyczyną są drobne, niewidoczne na pierwszy rzut oka usterki.
Do tej pory wiele usterek było ignorowanych, bo ich wpływ finansowy był rozłożony w czasie i trudny do zauważenia. Dziś, przy wyższych i zmiennych cenach paliw, każde dodatkowe spalanie szybciej przekłada się na realne wydatki. To powoduje, że kierowcy zaczynają bardziej świadomie patrzeć na to, ile ich samochód faktycznie zużywa paliwa i z czego to wynika
Kierowcy mają większy wpływ na spalanie, niż im się wydaje
Sytuacja na globalnym rynku paliw jest oczywiście poza kontrolą kierowców, ale stan techniczny samochodu już nie.
Dane jasno pokazują, że problem kosztów jazdy nie kończy się na cenach paliw. Kierowcy nie mają wpływu na globalne ceny ropy, ale mają wpływ na to, czy ich samochód działa efektywnie. Dostęp do danych diagnostycznych pozwala wykrywać problemy wcześniej i ograniczać niepotrzebne koszty
Regularny serwis olejowo-filtrowy to podstawa, jednakże kierowcy nie powinni zapominać także o innych podzespołach. Poza wspomnianymi wcześniej usterkami warto regularnie kontrolować ciśnienie w oponach, a podczas wizyty u wulkanizatora poprosić o sprawdzenie łożysk. Dbanie o stan techniczny pojazdu nie tylko zwiększa bezpieczeństwo jazdy, ale również pozwala uniknąć niepotrzebnego wzrostu zużycia paliwa wynikającego z zaniedbań serwisowych.
Boją się dodatkowych kosztów. Kierowcy naprawiają to, co jest niezbędne
Od dekad zauważalny jest jednak mechanizm, w którym kierowcy bardzo często ignorują błahe usterki ze względu na obawy przed wysokimi kosztami naprawy. Mowa szczególnie o takich awariach, które nie wpływają bezpośrednio na możliwość jazdy.
Natomiast warto zwrócić uwagę na zmianę perspektywy, jaką daje dostęp do danych. W momencie, gdy kierowca widzi konkretną usterkę i rozumie jej konsekwencje np. zwiększone spalanie, to przestaje ona być "teoretyczna", a zaczyna być realnym kosztem, który ponosi tu i teraz
Możliwość przeprowadzenia diagnostyki nie jest zatem sposobem na wyeliminowanie kosztów napraw, ale w dużej mierze pomaga lepiej nimi zarządzać. Dzięki takim informacjom kierowcy mają możliwość przeprowadzenia prioretyzacji, czyli ustalenia, które problemy mają realny wpływ na wzrost kosztów eksploatacji i możliwe szybko powinny zostać naprawione. "Z naszej perspektywy dostęp do danych nie zwiększa liczby niepotrzebnych napraw. Przeciwnie, pomaga ograniczyć zarówno zbędne wydatki, jak i koszty wynikające z długotrwałego ignorowania problemów" - podsumowuje Chrobrowska.










