Tandeta w salonach zabija motoryzację. Prezes Geely chce to zmienić
Samochody typu fast foot to zagrożenie dla przyszłości producentów pojazdów ostrzega szef koncernu Geely. Li Shufu - prezes Geely - zauważa, że nastawienie na szybki zysk i obniżenie kosztów to śmiertelne niebezpieczeństwo wielu marek. Czyżby była to zapowiedź końca samochodowej tandety i oferowania nabywcom identycznych technicznie aut z innymi znaczkami?

W skrócie
- Szef Geely ostrzega, że nastawienie na szybkie zyski i obniżanie kosztów może stanowić poważne zagrożenie dla przyszłości producentów samochodów.
- Ekspresowe tempo wprowadzania nowych modeli na rynek wiąże się z ryzykiem obniżenia jakości i szybszą utratą wartości pojazdów, szczególnie w przypadku chińskich marek.
- Li Shufu oraz przedstawiciele Renault podkreślają potrzebę zwiększenia kontroli jakości, dłuższych testów i zróżnicowania technologicznego, aby nowe samochody ponownie stały się trwałymi produktami.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Słowa krytyki wymierzone w szybkie cykle wdrożeniowe nowych samochodów padły przy okazji China Automotive Chongqing Forum (CACS 2026) - jednego z wydarzeń towarzyszących "tygodniowi motoryzacyjnemu" w Chongqing.
Koniec samochodów typu fast food?
Przyjęcie filozofii produktów typu fast food wprowadza nieodwracalne ryzyko operacyjne - stwierdził Li Shufu. Szef Geely, właściciela m.in. Volvo, argumentował, że bezpieczeństwo w motoryzacji bezpośrednio wpływa na ludzkie życie, więc "chodzenie na skróty" wiąże się z ogromnym ryzykiem.
Procesy inżynieryjne muszą pozostać przejrzyste i możliwe do zweryfikowania, podobnie jak w przypadku formuł matematycznych
Nowe samochody to tandeta? Prezes Geely chce to zmienić
Słowa krytyki dotyczące obniżania kosztów i nastawienia na szybki zysk skierowane są głównie do chińskiej konkurencji i słynnego "china speed", czyli ekspresowego tempa wprowadzania na rynek innowacji i nowych generacji pojazdów. Ostra konkurencja na największym motoryzacyjnym rynku świata sprawia, że chińscy producenci są obecnie w stanie wprowadzać na rynek nowe modele (tzw. "time to market") w czasie 18-24 miesięcy. Dla porównania, w Europie to obecnie około 36 miesięcy, chociaż - jeszcze do niedawna - wynik był raczej bliższy 60 miesiącom.
Mówiąc prościej - średni czas opracowania nowego pojazdu spadł z około 5 do nawet poniżej 2 lat, co w szerszej perspektywie musi przełożyć się na spadek szeroko pojętej jakości.
Wprawdzie wiele chorób wieku dziecięcego w nowych pojazdach skutecznie usuwać można dziś za pośrednictwem zdalnych aktualizacji, ale traktowanie nabywców w kategorii królików doświadczalnych w dłuższej perspektywie skutkować będzie odwracaniem się klientów od danej marki.
Co to jest samochód typu fast foot?
Standaryzacja platform, obniżanie kosztów R&D i skracanie do minimum fasy testów sprawiło, że w odniesieniu do projektowanych w taki sposób pojazdów zaczęto używać określenia samochodów typu fast food (fast food vehicles).
W opinii prezesa Geely, chociaż takie pojazdy zapewniają wysoką sprzedaż i - co za tym idzie - wykorzystanie mocy produkcyjnych, w długoterminowej perspektywie mogą być bardzo groźne dla wielu marek. Dążenie do obniżania kosztów poprzez wykorzystywanie wspólnych platform i ograniczanie inwestycji w rozwój powoduje, że samochody coraz bardziej się do siebie upodabniają, a producenci tracą własną tożsamość i przewagi konkurencyjne.
Koniec samochodowej tandety? Nowe auta znów będą trwałe
W opinii Li Shufu przemysł motoryzacyjny powinien "stanowczo odrzucić" przyspieszone cykle życia produktu, które coraz bardziej upodabniają samochody do - starzejącego się w ekspresowym tempie - sprzętu elektronicznego.
Li Shufu przekonuje, że jedyną realną ścieżką jest "autentyczne zróżnicowanie technologiczne" i traktowanie pojazdów w kategorii "wysokowartościowych dóbr trwałych", co wymaga "rygorystycznych testów cyklu życia".
Zmiana nie tylko w Chinach. W Europie mają podobne wnioski
Co ciekawe, do podobnych wniosków też np. zarząd Renault. W czasie mojej niedawnej wizyty w miejscowości Nove Mesto w Słowenii, gdzie budowane są m.in. Renault Clio i nowe Twingo, Francuzi chwalili się nowym - opartym na AI - systemem monitorowania jakości.

Chierry Charvet - wiceprezes Renault do spraw jakości - przekonywał dziennikarzy, że dzięki setkom robotów fotografujących każdy etap produkcji, "po pięciu latach eksploatacji samochody Renault wciąż mają być jak nowe".
W założeniu chodzi m.in. o to, by samochody francuskiej marki osiągały jak najwyższe wartości rezydualne, kluczowe z punktu widzenia instytucji finansowych. Nie można zapominać, że na najważniejszych rynkach europejskich nawet 70 proc. nowych aut kupowanych jest przez klientów biznesowych, najczęściej z finansowaniem. Ich późniejsza odsprzedaż na rynku wtórnym po wysokich i łatwych do prognozowania cenach to jeden z filarów działalności banków czy firm leasingowych.
Szybka utrata wartości to dziś jedna z głównych przeszkód jakie stoją na drodze ekspansji chińskich marek w Europie. Wynika ona nie tylko z obawy o przyszłość i dostępność serwisu, ale też - właśnie - ze słynnego "china speed". Tempa wprowadzania na rynek nowych aut, którego efektem jest właśnie szybka utrata wartości chińskich pojazdów.









