Szef Mercedesa alarmuje. Regulacje UE mogą zdestabilizować rynek nowych aut
Nawet złagodzenie przepisów przez Unię Europejską w kwestii emisji spalin generowanych przez samochody może doprowadzić do zdestabilizowania rynku motoryzacyjnego w Europie. Szef koncernu Mercedesa ostrzega, że proponowane regulacje w praktyce nadal mogą oznaczać pełne odejście od silników spalinowych w 2035 roku.

W skrócie
- Szef Mercedesa ostrzega, że regulacje UE dotyczące emisji mogą w praktyce oznaczać pełne odejście od silników spalinowych do 2035 roku, co grozi destabilizacją rynku.
- Källenius wskazuje, że zbyt szybka elektryfikacja może doprowadzić do efektu Hawany i spadku popytu na nowe auta, a rozwiązaniem powinno być technologicznie neutralne podejście obejmujące hybrydy plug-in i paliwa syntetyczne.
- Komisja Europejska wydłużyła okres rozliczania limitów emisji do średniej z lat 2025–2027, ale według szefa Mercedesa to za krótko i projekt "Made in Europe" wymaga dalszej analizy.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Podczas rozmów w Brukseli Ola Källenius - prezes Mercedes-Benz oraz prezes organizacji ACEA zrzeszającej europejskich producentów samochodów - odniósł się do nowych propozycji Komisji Europejskiej o nazwie Automotive Package, które dotyczą emisji CO2. Według nich od 2035 r. 90 proc. nowych samochodów sprzedawanych w UE ma być pojazdami zeroemisyjnymi. Pozostałe emisje miałyby być kompensowane m.in. poprzez wykorzystanie niskoemisyjnej stali czy paliw syntetycznych.
90 proc. to ukryte 100 proc. Nowe regulacje UE mogą zdestabilizować rynek
Zdaniem Källeniusa takie rozwiązanie w praktyce niewiele zmienia. Według niego system kompensacji emisji sprawia, że cel 90 proc. w rzeczywistości oznacza niemal pełne przejście na samochody elektryczne. "90 procent nie może zamienić się w ukryte 100 procent" - powiedział.
Källenius zwrócił uwagę, że tempo elektryfikacji rynku nie nadąża za politycznymi ambicjami. Mimo rosnącej liczby modeli elektrycznych udział takich aut w sprzedaży nowych samochodów w Europie wciąż jest znacznie niższy od wcześniejszych prognoz. Zbyt wygórowane regulacje mogą realnie doprowadzić do destabilizacji rynku nowych aut na Starym Kontynencie.
"Efekt Hawany". Zamiast nowymi elektrykami będą jeździć starymi autami
Potężny nacisk na elektryfikację może przynieść odwrotny efekt od zamierzonego. Mowa o sytuacji nazywanej tzw. efektem Hawany - klienci celowo będą wstrzymywać się z zakupem nowych pojazdów elektrycznych i dłużej korzystać z leciwych, znacznie starszych samochodów spalinowych. W wielu największych miastach może to jednak nie być łatwe do wykonania ze względu na coraz większą liczbę Stref Czystego Transportu w Europie.
Källenius podkreślił, że branża motoryzacyjna nie kwestionuje samego celu dekarbonizacji transportu, jednakże jego zdaniem problemem jest sposób, w jaki Unia Europejska chce go osiągnąć. Politycy powinni zatem uwzględnić także ogromną liczbę samochodów, które już jeżdżą po europejskich drogach. W samej UE jest ich około 250 mln, a działania ograniczające emisje powinny również je obejmować.
Jednym z rozwiązań mogłoby być większe wykorzystanie paliw syntetycznych. Nawet niewielkie zwiększenie ich udziału mogłoby - zdaniem szefa koncernu Mercedes-Benz - przynieść zauważalne korzyści klimatyczne.

Zamiast aut elektrycznych hybrydy plug-in i paliwa syntetyczne
Transformacja motoryzacji powinna być technologicznie neutralna i uwzględniać różne rozwiązania, w tym hybrydy plug-in czy paliwa syntetyczne. Tylko takie podejście pozwoli jednocześnie ograniczać emisje i utrzymać konkurencyjność europejskiego przemysłu motoryzacyjnego. Według Källeniusa zbyt sztywne regulacje mogą doprowadzić do spadku popytu na nowe samochody oraz osłabić cały przemysł związany z produkcją aut w Europie.
Nie dyskutujemy o tym, czy dążyć do dekarbonizacji i elektryfikacji. Dyskusja dotyczy tego, jak to osiągnąć
Producenci samochodów apelują o więcej czasu na spełnienie norm CO2
Komisja Europejska niedawno zdecydowała się wydłużyć okres rozliczania nowych limitów emisji flotowych. Producenci będą mogli spełnić wymagania na podstawie średniej emisji z lat 2025-2027, a nie wyłącznie do końca 2025 r. Zdaniem szefa Mercedesa to wciąż zbyt krótki okres, który z trzech lat powinien zostać wydłużony do pięciu.
Wątpliwości budzą również założenia KE dotyczące rekompensowania części emisji - według projektu około 7 proc. redukcji miałoby zostać osiągnięte dzięki wykorzystaniu niskoemisyjnej stali, a 3 proc. dzięki paliwom syntetycznym. "Znam rynek zielonej stali i wiem, jak nierealistyczne są te oczekiwania" - powiedział Källenius.
Plan "Made in Europe" ratunkiem dla motoryzacji?
Unijna inicjatywa "Made in Europe" ma wzmocnić europejski przemysł motoryzacyjny i ograniczyć zależność od importu z Chin. Plan zakłada m.in. wprowadzenie wymogów dotyczących udziału lokalnych komponentów w produkcji samochodów - nawet 70 proc. wartości samochodu elektrycznego musi powstawać w UE, aby pojazd kwalifikował się do wsparcia.
Källenius podkreśla jednak, że projekt w obecnym kształcie wymaga dalszej analizy przez branżę oraz dostosowania do realiów rynku. Tylko w ten sposób możliwe będzie jednoczesne ograniczanie emisji i utrzymanie konkurencyjności europejskiego sektora motoryzacyjnego.










