Pierwszy rok Kucharczyka w Stanach Zjednoczonych zakończył się dwoma zwycięstwami, ośmioma podiami i trzecim miejscem w klasyfikacji generalnej. W 17 wyścigach zgromadził 551 punktów. Do drugiego Enzo Fittipaldiego zabrakło mu pięciu, do mistrza Nikity Johnsona - 34.
Przed finałem różnice były mniejsze. Kucharczyk przyjechał na Laguna Seca ze stratą 29 punktów do Johnsona i wciąż miał szansę na tytuł. W kwalifikacjach zdobył drugie pole startowe do pierwszego wyścigu oraz pole position do drugiego.
Myles Rowe przeprosił Tymka Kucharczyka
Walka o mistrzostwo skończyła się na pierwszym okrążeniu sobotniego wyścigu. Jadący za Polakiem Myles Rowe uderzył w jego samochód i doprowadził do obrotu. Kucharczyk spadł na koniec stawki. Wrócił na dziesiąte miejsce, ale stracił matematyczne szanse na tytuł. Rowe otrzymał karę przejazdu przez aleję serwisową.
- Rozmawialiśmy, przeprosił mnie. Nadal uważam, że to była sytuacja, której można było uniknąć. Byliśmy na pierwszym okrążeniu, cały wyścig był przed nami i walczyłem wtedy o mistrzostwo. Myles dostał za ten kontakt karę, więc stewardzi też uznali, że odpowiedzialność była po jego stronie - powiedział Kucharczyk w rozmowie z Interią.
W kilka sekund straciliśmy coś, na co pracowaliśmy cały sezon.
- Oczywiście byłem bardzo rozczarowany, bo w kilka sekund straciliśmy coś, na co pracowaliśmy cały sezon. Jedyne, co mogłem zrobić, to wrócić do walki i tak z końca stawki wróciliśmy do czołowej dziesiątki. Możemy tylko się zastanawiać, co by było, gdybym wyjechał z tego zakrętu na drugiej pozycji.
Po kolizji część internautów deklarujących wsparcie dla Kucharczyka zaczęła publikować rasistowskie komentarze i groźby pod adresem Rowe'a. Polak stanowczo się od nich odciął. Napisał, że emocje są częścią sportu, ale rasizm, groźby i jakakolwiek forma przemocy wobec innych kierowców są niedopuszczalne.
Dzień po kolizji Kucharczyk wystartował z pole position, prowadził przez wszystkie 30 okrążeń i wygrał z przewagą 6,5765 s.

- Łatwo byłoby przyjechać w niedzielę ze spuszczoną głową, a my wystartowaliśmy z pole position i po prostu zdominowaliśmy wyścig. To najlepiej pokazało nie tylko nasze tempo, ale też to, że potrafię się pozbierać po bardzo trudnym momencie i następnego dnia pojechać na maksimum - ocenił.
Kucharczyk patrzy w kierunku IndyCar
Zwycięstwo na Laguna Seca było drugim triumfem Kucharczyka w sezonie. Pierwszy odniósł w maju na drogowej konfiguracji Indianapolis Motor Speedway. Startował wtedy z piątego miejsca, na początku wyścigu objął prowadzenie i utrzymał je przez wszystkie 30 okrążeń.
Wyniki nie dają mu jednak automatycznej przepustki do IndyCar. Pakiet o wartości 850 tys. dolarów na testy i dwa starty w wyższej serii, w tym w Indianapolis 500, otrzymał mistrz Indy NXT. Kucharczyk nie ma jeszcze podpisanej umowy na kolejny sezon. Przyznaje jednak, że prowadzi rozmowy i chce wykonać następny krok.
- Trzecie miejsce w pierwszym roku, dwa zwycięstwa, walka o mistrzostwo do finału. Myślę, że sportowo daliśmy sobie bardzo mocne argumenty - powiedział.
- Oczywiście celem jest zrobienie kolejnego kroku i cały czas patrzę w kierunku IndyCar, ale w motorsporcie sam wynik nie wystarcza. Musi się zgadzać zespół, możliwości sportowe i budżet. Rozmowy trwają i chciałbym, żebyśmy wiedzieli jak najwcześniej, co robimy w przyszłym roku, ale nie chcę dzisiaj deklarować konkretnego terminu, dopóki nic nie jest podpisane.
Jak mówi, nie chodzi o to, żeby za wszelką cenę znaleźć się gdzieś na starcie.
Najważniejsze jest dla mnie to, żeby kolejna decyzja miała sens sportowy. Konkurencyjna seria to cel, jaki sobie stawiamy.
Owale były największym wyzwaniem
Przed sezonem Kucharczyk nie miał doświadczenia na owalach. W trzech takich wyścigach Indy NXT zajął dziewiąte, 18. i 11. miejsce. To właśnie tam stracił najwięcej punktów do rywali.
- Najtrudniejsze było chyba to, że praktycznie cały sezon zaczynałem od zera. Przeprowadzka za ocean, nowy samochód, nowe tory, inny sposób ścigania i rywale, którzy często znali te obiekty od lat. W Europie przyjeżdżasz na tor i mniej więcej wiesz, czego się spodziewać. Tutaj prawie każdy weekend oznaczał uczenie się czegoś nowego.

Mimo słabszych wyników na owalach ten rodzaj rywalizacji przypadł mu do gustu.
- Paradoksalnie bardzo mi się spodobały, szczególnie jazda koło w koło, ale ściganie się na owalu to coś zupełnie innego. Musisz rozumieć brudne powietrze, jadąc za rywalem, wiedzieć, kiedy zmienić linię, jak ustawić sobie samochód przed wyprzedzaniem, jak zachować się w tłoku i słuchać, co komunikuje spotter, który jest drugą parą oczu. Trochę jak gra w szachy przy bardzo dużej prędkości.
Kucharczyk przyznaje, że przed sezonem taki wynik przyjąłby bez wahania.
- Myślę, że przed sezonem trzecie miejsce w generalce, dwa zwycięstwa i osiem podiów wziąłbym w ciemno. Przychodziłem tutaj jako rookie, praktycznie wszystkie tory były dla mnie nowe, pierwszy raz ścigałem się na owalach, więc na początku traktowałem ten sezon przede wszystkim jako ogromną naukę. A finalnie do ostatniego weekendu byliśmy w grze o mistrzostwo.

Czy wyjazd do USA był dobrą decyzją?
Kiedy rozmawiałem z Tymkiem 1 marca, otwiera się w nowym oknie, przed jego pierwszym wyścigiem Indy NXT, przyznawał, że pierwotnym celem był awans do Formuły 2. Na przeszkodzie stanął budżet. Zamiast ryzykować starty w słabszym zespole, wybrał wyjazd do Stanów Zjednoczonych.
Po testach w Indianapolis mówił, że zakochał się w samochodzie Indy NXT, ale nie wiedział jeszcze, czy już w pierwszym sezonie będzie w stanie walczyć w czołówce. Umówiliśmy się wtedy, że po zakończeniu rywalizacji wrócimy do pytania, czy była to dobra decyzja.
- Zdecydowanie tak. I chyba dzisiaj mogę odpowiedzieć na to dużo pewniej niż 1 marca. Wtedy wiedziałem tylko, że bardzo podoba mi się samochód, że dobrze czuję się z zespołem i że chcę spróbować czegoś zupełnie nowego. Nie wiedziałem, czy od razu będziemy w stanie walczyć z przodu.
Dwa zwycięstwa, osiem podiów i walka o mistrzostwo to jedna część odpowiedzi. Drugą jest doświadczenie zdobyte w Stanach Zjednoczonych.
- Nauczyłem się ścigania na owalach, poznałem kompletnie inny świat motorsportu i mam poczucie, że jako kierowca zrobiłem w tym roku ogromny krok w rozwoju. Przed sezonem mówiłem, że idę trochę swoją drogą. Dzisiaj wiem, że to była właściwa droga. Gdybym jeszcze raz miał podjąć tę decyzję, zrobiłbym dokładnie to samo.











