Skandal nad Morskim Okiem. Ukraiński influencer pierwszy raz zabrał głos
Ukraiński influencer, który wjechał Corvettą nad Morskie Oko, zrobił sobie tam zdjęcia, a potem opublikował je w internecie, wyjechał już z Polski. Andrij Hawryliw opublikował nagranie z Lwowa, w którym przeprosił Polaków za swój wyczyn i powiedział, że nie zgadza się z nałożoną na niego karą 5-letniego zakazu wjazdu do Polski.

Spis treści:
- Wjechał Corvettą nad Morskie Oko. Dostał 100 zł mandatu
- Deportacja za wjazd nad Morskie Oko?
- Andrij Hawryliw zabrał głos. Przeprasza, wyjaśnia i ma zarzuty
- Ukraiński influencer nie zgadza się z zakazem wjazdu do Polski
Przypomnijmy, do zdarzenie doszło w ubiegłym tygodniu. Ukraiński influencer Andrij Hawryliw podczas swojej wycieczki po Polsce dotarł do Zakopanego, a następnie wjechał Chevroletem Corvette nad Morskie Oko. Aby to zrobić, musiał pokonać ponad 8 km trasy objętej zakazem ruchu w Tatrzańskim Parku Narodowym. Całość relacjonował na swoich mediach społecznościowych.
Wjechał Corvettą nad Morskie Oko. Dostał 100 zł mandatu
Podczas drogi powrotnej mężczyzna został zatrzymany przez policję i otrzymał mandat na 100 zł oraz 8 punktów karnych. Jak podała policja, kontrola miała miejsce poza terenem Tatrzańskiego Parku Narodowego, a mężczyzna miał wprowadzić funkcjonariuszy w błąd, twierdząc, że jedynie wjechał za szlaban i zawrócił. Z tego względu policjanci mieli ukarać tak niskim mandatem, choć według taryfikatora mogli wystawić mu grzywnę nawet na 5000 zł.
Sprawa stała się szybko medialna. Morskie Oko to mekka polskich turystów, jedno z najchętniej odwiedzanych miejsc w Tatrach, więc sprawę szybko okrzyknięto skandalem, a głos zabrał dyrektor TPN, minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński, a nawet premier Donald Tusk.
Minister Kierwiński natychmiast ogłosił, że młody Ukrainiec, "w związku z naruszeniem porządku publicznego na wniosek policji trafi na listę osób niepożądanych z zakazem wjazdu na teren RP na pięć lat".
Deportacja za wjazd nad Morskie Oko?
Czy Andrij Hawryliw zasłużył na tak dotkliwą karę, za swój, niewątpliwie głupi (inaczej tego nie da się nazwać), występek? Rzecznik Karpackiego Oddziału Straży Granicznej mjr Bogumił Strojny wyjaśnił, że możliwe jest skierowanie wniosku o zobowiązanie do opuszczenia kraju lub wydalenie z Polski cudzoziemców naruszających prawo.
- Na ogół odbywa się to w ten sposób, że jeżeli policja ujawni cudzoziemca, który notorycznie narusza prawo, występuje z wnioskiem do Straży Granicznej o zobowiązaniu do opuszczenia kraju albo o wydaleniu go z kraju - dobrowolnym lub pod konwojem. Wszystko zależy od okoliczności i tego, czy cudzoziemiec daje rękojmię, że sam opuści kraj. Jeżeli nie ma takiej pewności, jest odstawiany pod konwojem do granicy - wyjaśnił mjr Strojny.
Andrij Hawryliw zabrał głos. Przeprasza, wyjaśnia i ma zarzuty
Gdy sprawa zaczęła się robić medialna Hawryliw najpierw zmienił status konta w mediach społecznościowych na prywatny, a następnie wyjechał z Polski. W niedzielę opublikował nagranie, w który pierwszy raz odniósł się do afery, którą wywołał.
- Przepraszam, jeśli uraziłem czyjeś uczucia - mówi Hawryliw na nagraniu. Następnie dość naiwnie próbuje tłumaczyć, że dojechał nad Morskie Oko nieświadomie, a jedynym jego przewinieniem miało być przegapienie szlabanu (ze względu na remont drogi do Morskiego Oka jest podniesiony) i przeoczenie znaku zakazu ruchu.
- Wyjeżdżając z Krakowa, wyznaczyłem trasę do Morskiego Oka i jechałem według nawigacji, która doprowadziła mnie na miejsce. Jak się później okazało, przy wjeździe na teren rezerwatu znajdował się szlaban, który powinien zatrzymać mój przejazd, jednak go nie zauważyłem, ponieważ był podniesiony - mówi na nagraniu influencer.
- Również po drodze do Morskiego Oka nie spotkałem żadnych przedstawicieli parku, służb ochrony, ani policji, nie zauważyłem też znaku "zakaz ruchu" i biorę za to odpowiedzialność, to moja wina. Jestem człowiekiem i mogę popełniać błędy, mimo wszystko niczego nie ukradłem, niczego nie uszkodziłem i nikomu nie zrobiłem krzywdy. Przepraszam, jeśli uraziłem czyjeś uczucia - dodał.
To tłumaczenie kłóci się z tym, że co Hawryliw mówił w pierwszym nagraniu. Stwierdził w nim, że razem z partnerką są "pierwszymi ludźmi w historii, którzy dojechali samochodem do Morskiego Oka". Podkreślał też, że udało im się to, choć "wszyscy znajomi mówili, że do Morskiego Oka nie da się dojechać autem". Trudno więc tłumaczyć, że nie miał pojęcia, iż droga do tatrzańskiego jeziora jest niedostępna dla prywatnych pojazdów, skoro doskonale wiedział, że turyści z niej nie korzystają.
Ukraiński influencer nie zgadza się z zakazem wjazdu do Polski
Ukrainiec odniósł się również do ewentualnej deportacji i zakazu wjazdu do Polski.
- Jeśli chodzi o moją deportację, to wróciłem już na Ukrainę, więc nie można mnie deportować, ponieważ opuściłem Polskę dobrowolnie. A jeśli chodzi o ewentualne ograniczenie możliwości poruszania się po terytorium Polski przez następne pięć lat, uważam takie stwierdzenia za bezpodstawne, ponieważ wjazd do strefy objętej zakazem bez popełnienia przestępstwa sam w sobie nie stanowi podstawy do nałożenia takiego ograniczenia - powiedział.
Na zakończenie influencer poinformował, że przebywa obecnie w "ukraińskim Lwowie" i że zamierza nadal wspierać "obrońców i obrończynie" Ukrainy. Materiał został nagrany na tle Opery Lwowskiej.










