Sezon dopiero się rozpoczął, a elektryczny bus do Morskiego Oka już się zepsuł
Elektryczne busy do Morskiego Oka 30 kwietnia wróciły na trasę, ale inauguracja sezonu nie przebiegła bez problemów. Jeden z pojazdów odmówił posłuszeństwa i utknął na Włosienicy, tuż przed Morskim Okiem.

W skrócie
- Elektryczny bus do Morskiego Oka zepsuł się na Włosienicy i musiał pozostać na noc w górach, pozostałe trzy pojazdy kursują bez zmian.
- Ministerstwo Klimatu i Środowiska zapowiedziało dofinansowanie zakupu 16 nowych elektrycznych busów oraz budowę infrastruktury ładowania dla Tatrzańskiego Parku Narodowego.
- Miejscowi przewoźnicy i wozacy mają zastrzeżenia wobec warunków przetargów i planów dotyczących przewozów na trasie, a organizacje prozwierzęce regularnie apelują o likwidację transportu konnego.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Awaria wydarzyła się w piątek 1 maja, po tym gdy bus dowiózł turystów na miejsce. Jak przekazał Tatrzański Park Narodowy, pojazdu nie udało się ponownie uruchomić, dlatego został na noc w górach. Dopiero następnego dnia ma zostać przetransportowany na lawecie w dół, gdzie specjaliści sprawdzą, co było przyczyną usterki. Mimo tego incydentu pozostałe trzy elektryczne busy kursują zgodnie z planem i obsługują turystów bez zmian.
Elektryczne busy do Morskiego Oka wróciły na trasę
Cztery elektryczne pojazdy, które dziś wożą turystów na popularnej trasie, trafiły do Tatrzańskiego Parku Narodowego pod koniec 2024 roku. Regularne kursy rozpoczęły się w maju ubiegłego roku jako element projektu o charakterze edukacyjnym. Początkowo zakładano, że z tej formy transportu będą korzystać głównie osoby z niepełnosprawnościami, jednak ostatecznie busy udostępniono wszystkim odwiedzającym.
Zakup pojazdów został sfinansowany przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska, które przeznaczyło na ten cel 3,2 mln zł. Samą obsługą przewozów zajmuje się prywatna firma. Wprowadzenie elektrycznych busów było jednym z elementów większych zmian w organizacji transportu na drodze do Morskiego Oka.
Nowe elektryki mają zastąpić konie na stromym odcinku do Morskiego Oka
Tuż przed majówką pojawiły się kolejne informacje dotyczące rozwoju tego systemu. Minister klimatu i środowiska zapowiedziała dofinansowanie zakupu aż 16 nowych elektrycznych pojazdów dla TPN. W planach jest także budowa infrastruktury, w tym sześciu podwójnych stacji szybkiego ładowania oraz dwóch stacji transformatorowych.
Nowe busy mają docelowo przejąć ruch na najbardziej wymagającym fragmencie trasy, czyli pomiędzy Wodogrzmotami Mickiewicza a Włosienicą. To właśnie tam obecnie kursują zaprzęgi konne. Realizacja inwestycji będzie jednak rozłożona w czasie, bo najpierw konieczne jest uzyskanie formalnej decyzji Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Dopiero potem możliwe będzie ogłoszenie przetargu i ustalenie harmonogramu dostaw.
Spór o transport do Morskiego Oka wciąż trwa
Rozwój transportu elektrycznego na tej trasie budzi sporo emocji. Część lokalnych przewoźników obawia się, że nowe rozwiązania wykluczą ich z obsługi popularnej drogi. Wozacy przypominają, że wcześniejsze ustalenia zakładały model mieszany: konie miały dowozić turystów do Wodogrzmotów Mickiewicza, a dalej transport miał być realizowany busami.
Ich zdaniem problemem są także warunki przetargów. W przypadku pierwszych elektrycznych pojazdów wymagano między innymi kilkuletniego doświadczenia w przewozach samochodowych, co wykluczyło część dotychczasowych operatorów. Wozacy wskazują też, że według wcześniejszych założeń to oni mieli obsługiwać elektryczne busy, a system miał opierać się na wspólnym bilecie.
Nie brakuje również głosów podważających ekologiczny charakter całego przedsięwzięcia. Krytycy zwracają uwagę na ingerencję w obszary chronione przy budowie infrastruktury oraz ślad węglowy związany z produkcją i utylizacją baterii.
Z kolei organizacje prozwierzęce regularnie apelują o likwidację przewozów konnych, argumentując to przeciążeniem zwierząt. Służby weterynaryjne podkreślają jednak, że przeprowadzane co roku kontrole nie potwierdzają tych zarzutów, a transport jest legalny, jeśli spełnione są odpowiednie normy. Obecnie na trasie pracuje około 300 koni.









