W skrócie
- W pierwszym kwartale 2026 roku z polskiego rynku zniknęły 1234 firmy transportowe, co potwierdzają dane Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych.
- Przedstawiciele branży wskazują na rosnące koszty paliw, problemy kadrowe, wpływ regulacji europejskich oraz niepewną sytuację geopolityczną jako przyczyny kryzysu.
- Eksperci ostrzegają, że bez systemowego wsparcia rządowego i unijnego, polski transport może zmagać się z dalszą falą bankructw i spadkiem rentowności działalności.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Polską branżą transportu drogowego targają silne turbulencje wynikające z niezwykle dynamicznej sytuacji geopolitycznej. Jak zauważają członkowie Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie - pierwsze półrocze 2026 roku upłynęło pod znakiem niepokoju i "drastycznego wzrostu cen paliwa".
Polskie firmy bankrutują jedna za drugą. Zmierzch potęgi
Sygnały płynące bezpośrednio z branży są o tyle niepokojące, że już w pierwszym kwartale zanotowano rekordową liczbę bankructw polskich firm transportowych. Dane Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych wskazują, że w pierwszym kwartale 2026 roku z polskiego rynku zniknęły 1234 firmy transportowe.
Odbieramy wiele sygnałów od firm TSL, że ich sytuacja wskutek zdarzeń geopolitycznych, ale i regulacji europejskich i rosnących kosztów jest obecnie bardzo trudna
Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych dodaje, że sytuacja w transporcie "jest daleka od spokojnej", a "nieprzewidywalna sytuacja geopolityczna" utrudnia planowanie jakichkolwiek działań.
Przykładowo - 13 sierpnia w wywiadzie dla Fox News prezydent USA Donald Trump zapowiedział chęć przejęcia kontroli nad cieśniną Ormuz i zasugerował dalsze ataki na Iran. Jeśli taki scenariusz dojdzie do skutku, ceny paliw - kluczowe dla branży transportowej - po raz kolejny mogą wymknąć się wszelkim prognozom.
Matulewicz nie ukrywa, że sytuacja polskich przewoźników byłaby jeszcze gorsza, gdyby nie to, że "siła naszych firm transportowych w Europie budowana była przez wiele lat".
Większość firm transportowych na minusie. Czeka nas kolejna fala zwolnień?
Prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych mówi o "wręcz bezprecedensowym kryzysem rentowności transportu w Europie" i wskazuje na szereg problemów trapiących polskie firmy transportowe. Oprócz rosnących kosztów paliwa, wymienia też m.in.: wracające kontrole graniczne wydłużające czas transportu, problemy związane z systemem SENT czy brak kierowców.
"Wzrost cen paliw i sytuacja na Bliskim Wschodzie zapędziła w kozi róg wiele firm, a presja cenowa w transporcie jest gigantyczna. Ciężko jest mówić o szansach na rozwój, gdy marże są nieproporcjonalnie niskie do wahań cen paliwa, kosztów pracowniczych i ryzyka prowadzenia działalności. Wahania cen w marcu i w maju sprawiły, że większość firm generowała potężne straty" - przyznaje Krzysztof Tas, wiceprezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.
W transporcie wciąż brakuje kierowców. Ratunkiem cudzoziemcy?
Przedstawiciele branży nie ukrywają, że liczą na większe wsparcie ze strony rządzących. Chodzi m.in. o nowe przepisy ułatwiające zatrudnianie w roli kierowców ciężarówek cudzoziemców. IRU szacuje, że w całej Europie brakować może obecnie ponad 230 tys. kierowców samochodów ciężarowych. Szacunki dotyczące Polski mówią o wakatach na poziomie ponad 29 tys. pracowników.
"Chociaż stabilizacja cen jest zauważalna, a zleceń przewozowych jest więcej to polski transport drogowy potrzebuje oczekiwanych i od dawna sygnalizowanych działań go wspierających. Niestety zamiast wsparcia dostajemy od rządu i Komisji Europejskiej kolejne przeszkody i utrudnienia. To z kolei doprowadzi tylko do tego nadal będziemy w negatywnym trendzie i w najbliższym czasie z rynku znikną kolejne polskie firmy transportowe. Pamiętajmy, że można zniszczyć firmy transportowe jednak ich miejsce zajmą inne. Pozostaje tylko pytanie gdzie będą płaciły podatki?" - podsumowuje Dariusz Matulewicz.












