W skrócie
- W amerykańskim mieście Roseville kamery systemu Flock błędnie odczytały tablice rejestracyjne w 71 procentach przypadków, co wywołało falę krytyki wśród mieszkańców.
- Automatyczne czytniki tablic pozwalają służbom na śledzenie tras przejazdu obywateli, co w USA doprowadziło do protestów i rezygnacji niektórych miast z tego systemu.
- Podobne systemy automatycznego rozpoznawania tablic działają także w Polsce, gdzie wykorzystuje je policja do poszukiwań oraz skarbówka do kontroli podatników.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Skalę problemu ujawnił Business Insider, który zdobył setki stron dokumentów policji w Roseville: analizy, korespondencję z producentem, notatki ze spotkań i umowy. Wynika z nich, że w ciągu dwóch lat system wysłał funkcjonariuszom 1427 alertów dotyczących samochodów uznanych za skradzione lub powiązane z poważnymi przestępstwami. W 71 proc. z nich oprogramowanie nieprawidłowo odczytało tablicę.
Nie oznacza to, że błędnych było 71 proc. wszystkich zdjęć wykonanych przez kamery. Wskaźnik dotyczy alertów wysłanych policji, czyli sytuacji, w których pomyłka algorytmu mogła sprowadzić funkcjonariuszy do niewinnego kierowcy.
Kamera sześć razy wskazała ten sam niewinny samochód
Flock Safety produkuje automatyczne czytniki tablic rejestracyjnych. Kamera fotografuje przejeżdżający samochód, zapisuje miejsce i czas, a oprogramowanie rozpoznaje numer rejestracyjny, kolor, markę i model pojazdu. Potrafi również uwzględniać takie szczegóły jak wgniecenia, bagażniki czy naklejki na zderzaku.
Numer jest następnie porównywany z listami pojazdów skradzionych albo powiązanych z przestępstwami. Jeżeli system znajdzie dopasowanie, policja otrzymuje powiadomienie.
W Roseville jeden z samochodów został co najmniej sześciokrotnie oznaczony jako skradziony lub wykorzystany do poważnego przestępstwa. Powód był banalny: kamera regularnie myliła cyfrę "9" z "8". Błędny numer pojawiał się tak często, że pracownicy policyjnej dyspozytorni zdążyli go zapamiętać.
W kwietniu 2025 r. spośród 17 tablic wskazanych policji w ciągu jednego tygodnia aż 16 odczytano nieprawidłowo. Nie zawsze chodziło o podobne znaki. System potrafił pomylić cyfrę "3" z "2".
Zdarzał się też odwrotny problem. Kamery nie zauważały samochodów, których policja rzeczywiście poszukiwała, między innymi pojazdów podejrzanych po włamaniach. Funkcjonariusze zgłaszali producentowi niewyraźne zdjęcia, prześwietlone obrazy i opóźnione alarmy.
Flock deklaruje, że w optymalnych warunkach jego kamery prawidłowo rozpoznają ponad 96 proc. znaków. Firma tłumaczy, że instalacja w Roseville była nietypowa. Urządzenia znajdowały się wyżej i dalej od samochodów, niż zaleca producent. Na życzenie miasta fotografowały wyłącznie tył pojazdu, aby ograniczyć rejestrowanie twarzy.
Na wyniki wpływały również ramki zasłaniające fragmenty tablic, gałęzie drzew i rozmycie obrazu. Flock zaproponował zmianę ustawienia kamer i poprawki oprogramowania. Firma twierdzi, że skuteczność systemu znacznie wzrosła, ale policja w Roseville nie potwierdziła tej deklaracji. Nie przeanalizowała jeszcze kompletnych danych za lata 2025-2026.
Żaden z błędnych alertów w Roseville nie doprowadził do zatrzymania. Tamtejsi funkcjonariusze mają zweryfikować tablicę lub mieć inne podstawy do interwencji. W pozostałych częściach USA pomyłki kończyły się jednak zatrzymywaniem niewinnych kierowców z bronią wycelowaną w ich stronę, pobytem w areszcie, a w jednym przypadku atakiem policyjnego psa.
To nie jest zwykła kamera przy sklepie
Pomyłki algorytmu tłumaczą tylko część sprzeciwu wobec Flock. Druga dotyczy samej konstrukcji systemu. Według danych firmy przytoczonych przez CNN i Boston Globe Flock ma około 120 tys. kamer w 49 stanach i współpracuje z tysiącami jednostek amerykańskich służb. Urządzenia wykonują każdego miesiąca dziesiątki miliardów odczytów.
Tradycyjny monitoring zapisuje obraz z konkretnego miejsca. Aby odtworzyć trasę samochodu, policjant musiałby odnaleźć nagrania z wielu kamer i ręcznie je przejrzeć.
W systemie automatycznego rozpoznawania tablic wystarczy wyszukać numer. Jeżeli lokalne jednostki udostępniają sobie dane, można sprawdzić, w jakich miejscach i o jakiej godzinie pojawiał się dany pojazd. Domyślny okres przechowywania danych Flock wynosi 30 dni, ale materiał pobrany przez policję może być przechowywany dłużej.
Takie narzędzie pozwala znaleźć samochód po kradzieży. Może też odtworzyć zwyczajne życie jego właściciela: drogę do pracy, szkołę dziecka, wizyty u lekarza, udział w demonstracji albo odwiedziny u konkretnej osoby.
Dustin Weir z Tewksbury w Massachusetts postanowił sprawdzić to na własnym przykładzie. Jak opisuje Boston Globe, poprosił policję o zdjęcie swojego samochodu wykonane w dniu, gdy odwoził dziecko do szkoły. Później przyjrzał się rozmieszczeniu około 20 kamer w miejscowości. Ustawiono je w taki sposób, że mogły rejestrować samochody wjeżdżające do miasta i z niego wyjeżdżające.
Weir nie uważa się za przeciwnika technologii. Sam ma kamerę w dzwonku do drzwi. Jego zdaniem granica została przekroczona, ponieważ wiele policyjnych wyszukiwań w sieci Flock nie wymaga nakazu sądu.
Boston Globe opisał też wiadomość, w której firma informowała komendanta policji w Tewksbury, że kolejna jednostka poprosiła o stały dostęp do danych jego miasta. Rozszerzanie sieci przedstawiono jako dobrą wiadomość.
77-latek zasłonił kamerę podbierakiem
Sprzeciw wobec Flock połączył środowiska, które na co dzień niewiele łączy. Konserwatyści widzą w systemie przykład nadmiernej władzy państwa. Lewica ostrzega przed wykorzystywaniem danych przeciw migrantom, demonstrantom i mniejszościom.
Protestują również ludzie, których trudno posądzać o radykalizm. Gdy 77-letni Carl Gunn zauważył kamerę przy swoim osiedlu w St. Petersburgu na Florydzie, zaczął sprawdzać, jak działa. Później rozstawił przy niej krzesło i własnoręcznie wykonany transparent. Obiektyw zasłaniał podbierakiem basenowym.
Według Alliance for Secure AI Action, organizacji prowadzącej kampanię przeciw masowemu monitoringowi wykorzystującemu AI, Gunn uznał rejestrowanie wszystkich przejeżdżających samochodów za nieproporcjonalną ingerencję w prywatność.
W Massachusetts 70-letnia emerytowana pielęgniarka Kate Merritt-O'Toole stanęła na czele grupy liczącej ponad 700 przeciwników kamer. Rada Framingham pozwoliła ostatecznie wygasnąć umowie z Flock.
Z ustaleń Boston Globe wynika, że co najmniej dziewięć spośród około 106 miejscowości w tym stanie korzystających z Flock zakończyło ostatnio współpracę z firmą. Wśród nich znalazły się Cambridge, Framingham i Salem. Boston przetestował system, ale nie zdecydował się go utrzymać.
Nie wszędzie protesty były pokojowe. CNN opisał kamery ścinane elektryczną piłą w stanie Nowy Jork, oblewane farbą w Oakland i taranowane samochodem w Idaho. Kolejne miasta wyłączały urządzenia albo rezygnowały z kontraktów.
Prezes Flock Garrett Langley potępił niszczenie sprzętu. Przekonuje, że mieszkańcy powinni wyrażać sprzeciw podczas posiedzeń lokalnych władz, w debacie publicznej i przy urnach wyborczych.
Policja nie chce rezygnować z tego narzędzia
Automatyczne rozpoznawanie tablic ma również zastosowania, których trudno nie docenić.
W Cohasset w Massachusetts kamery pomogły w ciągu kilku godzin odzyskać dwa skradzione Mercedesy. Policja we Framingham twierdzi, że przez cztery lata korzystała z systemu w około 200 sprawach. W Salem narzędzie wykorzystywano między innymi w dochodzeniach dotyczących strzelanin i zamachu bombowego.
Flock podaje, że jego rozwiązania pomogły odnaleźć ponad 10 tys. zaginionych osób. Technologia miała też odegrać ważną rolę w namierzeniu sprawcy strzelaniny na Uniwersytecie Browna.
Roseville, mimo wysokiego odsetka błędnych alertów, nadal korzysta z kamer. Miasto wydało na produkty Flock około 450 tys. dolarów i utrzymuje, że dzięki nim udało się rozwiązać sprawy, które inaczej mogłyby pozostać niewyjaśnione.
Firma zapewnia, że nie sprzedaje danych z kamer. Wprowadziła też narzędzie automatycznie wykrywające nietypową aktywność użytkowników oraz portale, na których jednostki mogą publikować statystyki i informacje o wyszukiwaniach. Nie wszystkie rozwiązania zwiększające przejrzystość są jednak obowiązkowe.
To dlatego organizacje zajmujące się prawami obywatelskimi zwracają uwagę nie tylko na same kamery, ale też na zasady ich używania. Wśród postulatów pojawiają się obowiązkowa weryfikacja każdego alarmu, krótki okres przechowywania danych, rejestrowanie wyszukiwań i niezależne audyty.
Podobny system działa w Warszawie
Automatyczne odczytywanie tablic nie jest wyłącznie amerykańskim zjawiskiem. Komenda Stołeczna Policji (KSP) poinformowała w 2022 r. o zakończeniu budowy własnego Systemu Automatycznego Rozpoznawania Tablic Rejestracyjnych (ANPRS). Według informacji opublikowanych przez KSP system może analizować 50 strumieni wideo jednocześnie. Korzysta z kamer monitoringu miejskiego, urządzeń policyjnych i zestawów mobilnych.
Jak czytamy w opisie systemu, automatyka działania Systemu ANPRS nie polega jedynie na samoczynnym rozpoznawaniu tablic rejestracyjnych i przechowywaniu tych informacji - obejmuje również automatyczne powiadamianie użytkowników o zauważeniu tablicy oznaczonej jako będąca "w zainteresowaniu". Wprowadzanie takich informacji polega na definiowaniu list tablic, które są interesujące dla danego użytkownika i nieustannym porównywaniu każdej odczytanej tablicy rejestracyjnej z daną listą.
Zapisywane są numer tablicy, czas i miejsce odczytu, zdjęcie tablicy oraz fotografia całego pojazdu. Uprawniony funkcjonariusz może przeszukiwać bazę nawet po fragmencie numeru i ograniczać wyniki według miejsca oraz czasu. Według KSP informacja może trafić do policjanta w ciągu kilku sekund.
Warszawa posiada też Zintegrowany System Zarządzania Ruchem, który obejmuje około 240 stołecznych skrzyżowań. Jego operatorem jest firma Yunex. Od kwietnia działa np. 15 kamer, które rejestrują ruch pod kątem Strefy Czystego Transportu. Jak podaje serwis "Warszawa w pigułce", kamery te zbierają dane o typach pojazdów, kierunku wjazdu i wyjazdu ze strefy oraz o tym, jak często dany numer rejestracyjny się w niej pojawia.
Skarbówka też patrzy na tablice
Dane z czytników tablic interesują w Polsce nie tylko policję i zarządców dróg. Krajowa Administracja Skarbowa ma własny, niezależny od policyjnego, system ANPRS PL. Wykorzystuje urządzenia działające między innymi na granicach, głównych szlakach komunikacyjnych, w punktach kontrolnych i samochodach operacyjnych KAS.
W 2026 r. media opisały przypadek krakowskiego urzędu skarbowego, który wykorzystał dane o przejazdach do sprawdzenia, czy przedsiębiorca rzeczywiście używał firmowego samochodu wyłącznie służbowo i miał prawo odliczać 100 proc. VAT. Zapisy z kamer porównano z prowadzoną przez niego ewidencją przebiegu pojazdu.
Nie oznacza to, że każdy urzędnik może dowolnie przeglądać historię przejazdów. Jak wyjaśnia analiza przeprowadzona przez Infor, ocena legalności zależy od rodzaju prowadzonej procedury. Podczas czynności sprawdzających fiskus może korzystać z informacji znajdujących się już w jego systemach oraz żądać wyjaśnień od podatnika. Jeżeli konieczne jest przeprowadzenie formalnego postępowania dowodowego, powinien skorzystać z kontroli podatkowej, kontroli celno-skarbowej albo postępowania podatkowego.
Polska nie ma dziś prywatnej, ogólnokrajowej sieci porównywalnej z amerykańskim Flock. Mamy jednak coraz więcej systemów, które automatycznie rozpoznają samochody i wykorzystują zebrane informacje do różnych zadań - od poszukiwania przestępców, przez analizę ruchu, po kontrolę rozliczeń podatkowych. Amerykański spór nie jest więc odległą ciekawostką. Wraz z rozwojem takich narzędzi dyskusja o granicy między skutecznością państwa a masowym monitoringiem z czasem pewnie dotrze również do Polski.










