Pół miliona aut do serwisu. Naprawa za darmo, a mało kto jedzie
W 2025 roku producenci aut ogłosili w Polsce 370 akcji serwisowych obejmujących ponad 532 tys. samochodów. Chociaż niemal każdy z objętych akcjami serwisowymi pojazdów może być naprawiony bezpłatnie - na koszt producenta - skuteczność takich działań wynosi w Polsce zaledwie około 30 proc.

W skrócie
- W 2025 roku w Polsce ogłoszono 370 akcji serwisowych dotyczących ponad 532 tys. samochodów, z czego skuteczność tych akcji wynosi około 30 procent.
- Niska skuteczność kampanii przywoławczych wynika m.in. ze struktury zarejestrowanych w Polsce pojazdów oraz niechęci kierowców do autoryzowanych serwisów.
- Informacje o akcjach serwisowych można znaleźć na stronach internetowych producentów oraz TDT, a sprawdzenie numeru VIN może umożliwić bezpłatną naprawę auta.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Jak poinformował Interię Adam Pieńczuk z Wydziału Nadzoru Ruchu Transportowego Dozoru Technicznego, ubiegły rok przyniósł w Polsce 370 akcji serwisowych zgłoszonych przez producentów pojazdów do "organu nadzoru ruchu" czyli właśnie TDT. Chociaż samych kampanii przywoławczych było o równe 5 proc. więcej niż przed rokiem, liczba objętych nimi pojazdów wzrosła o blisko 15 proc. W ubiegłym roku na nieplanowaną wizytę wezwano w Polsce dokładnie do serwisów dokładnie 532 051 pojazdów. Dla porównania, w 2024 roku było to 463 311 samochodów.
Nowe auta psują się na potęgę? Skąd biorą się akcje serwisowe
Duża liczba akcji serwisowych i objętych nimi pojazdów nie powinna dziwić. Samochody pozostają jednymi z najbardziej skomplikowanych urządzeń technicznych na rynku. W dobie optymalizacji kosztów i skracania czasu potrzebnego na wdrożenie do produkcji nowych modeli, duża liczba nieprawidłowości i tzw. "chorób wieku dziecięcego" nie jest zaskoczeniem.
Z drugiej strony liczba akcji przywoławczych niekoniecznie świadczyć musi źle o samych pojazdach. Nie można przecież wykluczyć, że jest to też efekt ciągłej poprawy systemów kontroli jakości w fabrykach samochodów.

Zdecydowanie większe powody do zmartwień przedstawia skuteczność przeprowadzanych w naszym kraju akcji serwisowych
Na podstawie dostępnych danych skuteczność realizowanych akcji serwisowych wynosi około 30 proc. w odniesieniu do liczby objętych nimi pojazdów - informuje Interię Adam Pieńczuk z TDT.
Wniosek jest porażający. Właściciele 7 na 10 pojazdów objętych kampaniami serwisowymi w ogóle nie pojawiają się w ASO, by bezpłatnie poddać swoje auto kontroli i - jeśli zachodzi taka potrzeba - usunąć stwierdzone nieprawidłowości na koszt producenta.
Kierowcy boją się ASO? Można sporo zaoszczędzić!
Na niską skuteczność przeprowadzanych w naszym kraju kampanii przywoławczych składa się wiele czynników. Wśród nich wymienić można m.in. strukturę zarejestrowanych w Polsce samochodów i niechęć kierowców do - utożsamianych z wysokimi kosztami - autoryzowanych serwisów.
Warto podkreślić, że akcje serwisowe są uruchamiane nie tylko w wyniku działań organów nadzoru rynku, lecz bardzo często z inicjatywy samych producentów, którzy chcą zapewnić bezpieczeństwo użytkownikom i utrzymać wysoką niezawodność swoich pojazdów - komentują przedstawiciele TDT.
Tutaj jednak pojawiają się pewne problemy. Obowiązek poinformowania właściciela pojazdu o ewentualnej usterce dotyczy importera w kraju, gdzie samochód zarejestrowany został po raz pierwszy. W efekcie sporo ze sprowadzanych co roku do Polski aut używanych "znika" z baz danych producentów.
W efekcie jeśli dane auto nie pojawi się w Polsce w ASO np. na wymianę oleju - aktualny użytkownik pojazdu nie zostanie poinformowany o ewentualnym zagrożeniu. Taką informację otrzyma jedynie pierwszy właściciel samochodu np. w Niemczech. To duży problem, bo chociaż zdecydowana większość z ogłaszanych w Polsce akcji ma międzynarodowy charakter, auta sprowadzane, trafiające do nas w ramach tzw. "prywatnego importu", z racji wieku przeważnie nie pojawiają się już w ASO.
Zwracamy się z apelem do właścicieli pojazdów o aktywne reagowanie na zawiadomienia dotyczące akcji serwisowych. Informacje o nich są publikowane na stronach internetowych producentów oraz w oficjalnych komunikatach. Udział użytkowników w tych działaniach jest niezbędny, aby proces przebiegał sprawnie i przynosił realne efekty - tłumaczy przedstawiciel TDT.
Kupiłeś używane auto? Sprawdź VIN na stronie producenta
W Polsce importerzy ogłaszający akcje serwisowe pojazdów mają obowiązek powiadomić o tym Transportowy Dozór Techniczny. Na stronach TDT znajdziemy więc informacje o prowadzonych obecnie kampaniach przywoławczych. Informacje na temat akcji serwisowych z reguły znajdziemy też na polskich stronach importerów konkretnych marek. W większości przypadków do uzyskania takich danych potrzebować będziemy numeru VIN i ewentualnie danych z dowodu rejestracyjnego.
Sprawa jest o tyle ważna, że chociaż zdarzają się błahe z perspektywy użytkownika wezwania polegające np. na wymianie wadliwie wydrukowanej nalepki czy drobnych aktualizacjach oprogramowania, to zdecydowana większość akcji serwisowych dotyczy usterek realnie zagrażających bezpieczeństwu.
Sztandarowym przykładem jest tutaj, największa w skali świata, akcja serwisowa dotycząca nawet 100 mln wadliwych poduszek powietrznych japońskiej firmy Takata. Warto przypomnieć, że niektóre z objętych nią pojazdy jeszcze w 1998, a zdecydowana większość z objętych kampaniami przywoławczymi pojazdów to auta z roczników 2000-2015. Wadliwe poduszki wymieniane są na koszt producenta, a w wielu przypadkach nie trzeba nawet udawać się do serwisu - sprawę załatwia wizyta tzw. serwisanta mobilnego.
Wiele usterek, które doskwierają kierowcom w pojazdach może zostać naprawionych bezpłatnie, o ile tylko właściciel auta poświęci parę chwil na weryfikacje, czy jego pojazd nie jest objęty żadną z akcji serwisowych. Warto mieć to na uwadze, zanim zamówimy zepsute części czy umówimy się na wizytę do mechanika.










