Pędził 229 km/h i wykręcił się od mandatu? To jeszcze nie finał sprawy
Wszystko wskazuje na to, że sprawa kierowcy Maserati, który niedawno został zatrzymany za rażące przekroczenie prędkości, będzie miała ciąg dalszy. Jak informuje Komenda Powiatowa Policji w Ostródzie - choć mężczyzna złożył wniosek o uchylenie mandatu i sąd przychylił się do jego uwzględnienia, policja nie zamierza zakończyć działań w tej sprawie.

W skrócie
- Policja z Ostródy poinformowała, że po uchyleniu mandatu wobec kierowcy Maserati sprawa nadal będzie miała dalszy ciąg.
- Sąd uchylił mandat ze względu na uchybienia formalne, a nie z powodu zakwestionowania samego wykroczenia lub osoby sprawcy.
- Materiały zostaną ponownie przekazane do sądu wraz z wnioskiem o ukaranie kierowcy, co może oznaczać poważniejsze konsekwencje niż pierwotny mandat.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Na początku kwietnia ostródzka drogówka zatrzymała kierowcę Maserati, który na ekspresowej S7 rozpędził auto do 229 km/h. Oznaczało to przekroczenie dopuszczalnej prędkości aż o 109 km/h. Ponieważ mężczyzna działał w warunkach recydywy, funkcjonariusze nałożyli na niego mandat w wysokości 5 tys. zł. Kierowca przyjął karę i wydawało się, że sprawa została definitywnie zamknięta.
Po pewnym czasie 27-latek zdecydował się jednak zakwestionować mandat. Skorzystał z możliwości przewidzianej przez przepisy i złożył do sądu wniosek o jego uchylenie. Nie podważał samego pomiaru prędkości, lecz zwrócił uwagę na błędy formalne związane z wystawionym dokumentem.
Kierowca wymigał się od mandatu? Wskazał na błędy
W swoim wniosku mężczyzna argumentował, że mandat został wypełniony w sposób nieczytelny. Według niego, nie można było jednoznacznie odczytać zarówno opisu wykroczenia, jak i podstawy prawnej nałożonej kary. W ocenie kierowcy utrudniało to ocenę zasadności mandatu i ograniczało jego prawo do obrony.
To nie był jedyny zarzut. 27-latek twierdził również, że informacje przekazane ustnie przez policjanta miały różnić się od tego, co znalazło się na blankiecie. Jak wskazywał, podczas kontroli miał usłyszeć, że mandat dotyczy stworzenia zagrożenia w ruchu drogowym i nie będzie wiązał się z punktami karnymi. Tymczasem w samym dokumencie liczba punktów nie została wpisana, co - zdaniem kierowcy - mogło mieć wpływ na decyzję o przyjęciu mandatu.
Sąd przychylił się do argumentacji dotyczącej uchybień formalnych i uchylił mandat. W uzasadnieniu podkreślono, że dokument urzędowy powinien być sporządzony w sposób całkowicie czytelny i niepozostawiający wątpliwości co do czynu oraz kary. W tej sprawie standard ten, według sądu, nie został zachowany.
Policja nie zamierza odpuszczać. Będzie kontynuacja
Jak się jednak okazuje, decyzja sądu nie oznacza uniewinnienia kierowcy ani podważenia samego wykroczenia. Komenda Powiatowa Policji w Ostródzie zwraca uwagę, że sąd w swoim uzasadnieniu nie zakwestionował ani faktu przekroczenia prędkości, ani osoby sprawcy. Uchylenie mandatu dotyczyło wyłącznie wad formalnych dokumentu.
W praktyce oznacza to jedynie zmianę trybu postępowania. Sprawa wróciła do policjantów, którzy ponownie kompletują materiał dowodowy dotyczący zdarzenia z 3 kwietnia na trasie S7. Po zakończeniu czynności dokumenty mają zostać skierowane bezpośrednio do sądu wraz z wnioskiem o ukaranie kierowcy.
To istotna różnica, bo w postępowaniu sądowym konsekwencje mogą okazać się znacznie poważniejsze niż pierwotny mandat w wysokości 5 tys. zł. Wszystko zatem wskazuje, że ostateczny finał sprawy 27-latka dopiero przed nami.










