Ostra krytyka i memy z odkurzaczem. Ferrari Luce zbiera mocne cięgi
Ferrari Luce, czyli pierwszy elektryczny model włoskiej marki, spotkał się ze sporą krytyką. Pojawiły się setki memów, w których użytkownicy stwierdzają, że to auto brzydkie, zupełnie nieprzystające do wizerunku producenta. Wśród osób wyrażających negatywny stosunek znalazły się nie tylko anonimowi użytkownicy mediów społecznościowych, ale także włoski wicepremier czy nawet były szef Ferrari.

Spis treści:
- Co to za auto Ferrari Luce?
- Memy i krytyka Ferrari Luce
- Włosi bronią Ferrari Luce
Co to za auto Ferrari Luce?
O Ferrari Luce, czyli pierwszym elektrycznym aucie marki z Maranello, bez wątpienia jest głośno, tak jak na premiery Ferrari przystało. W tym przypadku jednak raczej nie o taki rozgłos chodziło, bowiem większość komentujących krytykuje nowy twór włoskiego producenta.
Ferrari Luce nie jest tylko dostosowanym do napędu elektrycznego jednym z oferowanych już modeli włoskiej marki, ale zupełnie nową konstrukcją. Nie jest też samochodem sportowym, chociaż dysponuje mocą systemową wynoszącą 1050 KM, a maksymalny moment obrotowy to kosmiczne 11 500 Nm. Jest to bowiem czterodrzwiowy pięciomiejscowy (Ferrari podkreśla, że to pierwsze pięciomiejscowe auto w historii marki) samochód, który niczym nie przypomina modeli znanych już ze stajni Maranello.
Prezes Ferrari John Elkann, mówił na prezentacji, że Ferrari nie kupuje się dla liczb i osiągów, a dla emocji, zaś rodzaj napędu ma znaczenie drugorzędne. Nie o takie chyba jednak emocje chodziło, jakie wywołało Luce.
Memy i krytyka Ferrari Luce
W internecie pojawiło się mnóstwo memów wskazujących podobieństwo Luce do Nissana Leafa, plasujących go w gronie najbrzydszych samochodów świata (obok np. Fiata Multipli czy Pontiaca Azteka), porównujących jego wygląd do odkurzacza czy wyobrażających sobie reakcję Enzo Ferrari na widok tego samochodu.
Komentujący zwracają również uwagę na cenę, ich zdaniem nieprzystającą do wyglądu auta. Koszt zakupu Luce został ustalony na ok. 550 tys. euro, czyli ok. 2,5 mln zł.
Jednak nie tylko anonimowi internauci negatywnie komentują najnowszą premierę Ferrari. Auto skrytykował m.in. Matteo Salvini, wicepremier Włoch. "I to ma być innowacja? Ciekawe, co powiedziałby Enzo Ferrari…" - napisał w mediach społecznościowych.
Wśród krytyków znalazł się również były szef Ferrari - Luca Cordero di Montezemolo. "Gdybym powiedział, co myślę, zaszkodziłbym Ferrari. Ryzykujemy zniszczenie legendy i jest mi z tego powodu bardzo przykro" - cytowany przez włoski dziennik Il Sole 24 Ore. Stwierdził on również, że należałoby usunąć symbol czarnego konia z samochodu. Z kolei La Gazzetta dello Sport dodaje również, że zdaniem Montezemolo jest to auto, którego "przynajmniej Chińczycy nie skopiują".
W związku z tak dużą krytyką raczej nie dziwi fakt, że na Luce negatywnie zareagował także rynek. Po prezentacji modelu akcje włoskiej marki spadły z przeszło 309 euro 25 maja do 290 euro na otwarciu 26 maja.
Włosi bronią Ferrari Luce
Włosi starają się jednak bronić swojego nowego produktu. The Wall Street Journal zwraca uwagę, że rzecznik firmy zapytany o krytykę wskazał na wpis na portalu LinkedIn, dyrektora generalnego Ferrari, Benedetto Vigny. Napisał on, że "prawdziwa innowacja nie jest demokratyczna". "Przełomowe pomysły rzadko rodzą się w wyniku natychmiastowego konsensusu, wynikają z konstruktywnego napięcia, różnorodnych perspektyw i odwagi do kwestionowania założeń" - dodał Vigna.
Wspomniana redakcja przywołuje również wywiad udzielony przed prezentacją samochodu, przez prezesa Ferrari, Johna Elkanna. Przyznał on, że samochód stanowi odejście od przeszłości Ferrari, a jego celem jest rozwiązanie problemów współczesnych, luksusowych samochodów elektrycznych. "To zdecydowanie samochód przyszłości" - powiedział.
Z kolei Flavio Manzoni, główny projektant Ferrari, w rozmowie na kanale Cleo Abram na platformie You Tube porównał obecną sytuację do czasów, kiedy to Ferrari deklarowało, że nie będzie produkować SUV-a, a przecież kilka lat temu ostatecznie na rynku pojawiło się Purosangue i jest "bestsellerem". Według Manzoniego krytyka jest częścią całego procesu. Rynek wkrótce odpowie na pytanie, czy samochód zdoła przekonać do siebie swoim designem i ceną.
Ferrari próbuje również ocieplić wizerunek Luce, pokazując materiały, na których auto oglądają kierowcy Formuł 1, Lewis Hamilton i Charles Leclerc, prezentując go prezydentowi Włoch Sergio Matarelliemu, a nawet papieżowi Leonowi XIV (który dał się poznać jako sympatyk motoryzacji).
Pewne jest jedno. Ferrari Luce natychmiast po prezentacji stało się światową sensacją. Chyba jednak nie o taki rozgłos chodziło zarządowi, a w szczególności - akcjonariuszom firmy.










