W skrócie
- Odcinkowy pomiar prędkości działa inaczej niż fotoradar, obliczając średnią prędkość pojazdu na podstawie czasu przejazdu między dwiema bramkami.
- Mityczny margines 10 km/h tolerancji nie jest oficjalnym limitem prędkości, a jedynie progiem uwzględniającym błąd urządzenia, więc nie warto na nim polegać.
- Ministerstwo planuje zaostrzenie kar dla właścicieli pojazdów, którzy nie wskażą kierowcy, wprowadzając wysokie kary administracyjne bez punktów karnych.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Sieć CANARD obejmuje już ponad 100 odcinkowych pomiarów prędkości kontrolujących przeszło 500 km dróg. Tylko w 2025 r. urządzenia OPP ujawniły ponad 470 tys. przypadków przekroczenia dopuszczalnej prędkości. Kierowcy szukają więc sposobów, aby nie dostać mandatu. Tyle że najlepszy z nich jest wyjątkowo prosty - jechać zgodnie z przepisami.
OPP działa inaczej niż zwykły fotoradar
Odcinkowy pomiar prędkości mierzy czas przejazdu pomiędzy początkiem i końcem kontrolowanego odcinka. System rejestruje moment wjazdu oraz wyjazdu, a następnie na podstawie pokonanego dystansu oblicza średnią prędkość pojazdu. Na zdjęciu z uchwyconym samochodem znajduje się m.in. miejsce, data i godzina pomiaru, długość odcinka oraz obowiązujące ograniczenie prędkości. System rozpoznaje również pas ruchu, którym poruszał się pojazd.
To właśnie średnia prędkość jest tutaj kluczowa. Można zwolnić przed końcową bramką, ale jeżeli wcześniej jechaliśmy zdecydowanie za szybko to matematyka może okazać się bezlitosna.

Jest 10 km/h tolerancji, ale to nie sposób na szybszą jazdę
Wokół odcinkowych pomiarów prędkości narosło wiele mitów. Jednym z najpopularniejszych jest przekonanie, że można legalnie jechać o 10 km/h szybciej.
Próg wyzwolenia urządzeń uwzględnia możliwość błędu kierowcy wynoszącą do 10 km/h włącznie w utrzymaniu dopuszczalnej prędkości. A zatem przy ograniczeniu do 50 km/h system nie powinien wszczynać procedury mandatowej przy przekroczeniu mieszczącym się w tym progu. Podobnie przy ograniczeniu do 140 km/h nie oznacza to automatycznie kary za każdą jazdę wskazującą na 141 czy 144 km/h.
Trzeba jednak pamiętać o jednej bardzo ważnej rzeczy - nie jest to dodatkowy limit prędkości, z którego kierowca powinien korzystać. Wystarczy różnica między wskazaniem prędkościomierza a rzeczywistą prędkością, zmienne ograniczenie albo błąd własnego pomiaru, żeby kalkulacja "jazdy na granicy" przestała się zgadzać.
Tempomat zamiast nerwowego hamowania. To sposób na brak mandatu
W internecie można znaleźć wiele sposobów na obniżenie średniej prędkości. Niektórzy kierowcy próbują szybko przejechać początek odcinka, a następnie gwałtownie zwalniają przed końcową bramką, natomiast inni zjeżdżają na MOP albo stację paliw znajdującą się w obrębie kontrolowanego odcinka. To jasne, że zatrzymanie pojazdu wydłuża czas przejazdu i obniża średnią.

Najrozsądniejszym rozwiązaniem pozostaje tempomat. Ustawienie prędkości zgodnej z ograniczeniem pozwala przejechać cały odcinek spokojnie i bez ciągłego zerkania na licznik. Pomocne mogą być również aplikacje nawigacyjne, które informują o rozpoczęciu i zakończeniu odcinkowego pomiaru.
Nie każdy pojazd jest tak samo widoczny dla systemu OPP
Istnieją również sytuacje, w których OPP może nie być w stanie rozliczyć pojazdu z pełnego przejazdu. Dotyczy to m.in. kierowców, którzy wjeżdżają na kontrolowaną trasę już za pierwszą bramką albo opuszczają ją przed końcowym punktem pomiarowym. Bez kompletu danych system nie może obliczyć średniej prędkości.
Ciekawym przypadkiem są motocykliści - standardowe kamery OPP rejestrują pojazdy od przodu, a motocykl ma tablicę rejestracyjną wyłącznie z tyłu. W efekcie system nie ma możliwości automatycznego przypisania wykroczenia do właściciela jednośladu. Podobnie wygląda sytuacja samochodów osobowych z przyczepami. Na drogach ekspresowych taki zestaw obowiązuje limit 80 km/h, ale system może przypisać pojazdowi limit właściwy dla samochodu osobowego.
Przypominam jednak, że takie wyjątki nie są zaproszeniem do szybszej jazdy. To techniczne ograniczenia systemu, a nie legalne sposoby unikania odpowiedzialności.
Ministerstwo chce zmienić zasady. Zapłacisz i tak
Ministerstwo Infrastruktury planuje zmiany dotyczące automatycznego systemu karania właścicieli pojazdów. Jednym z założeń jest uproszczenie procedury ustalania sprawcy wykroczenia.
Według przedstawionych założeń właściciel lub użytkownik pojazdu, który nie wskaże sprawcy i nie zapłaci mandatu, po 30 dniach może zostać objęty administracyjną karą finansową bez punktów karnych. Proponowane stawki mają wynosić od 1,5 tys. zł za przekroczenie do 30 km/h do 7,5 tys. zł za przekroczenie powyżej 70 km/h. Planowane jest również formalne uwzględnienie błędu urządzeń. Od zmierzonej prędkości miałoby być odejmowane 5 km/h na drogach lokalnych, krajowych i w obszarze zabudowanym oraz 6 km/h na autostradach i drogach ekspresowych.












