W skrócie
- Chińskie marki samochodowe gwałtownie zwiększyły swój udział w europejskim rynku z 0,5 proc. w 2021 roku do 9,5 proc. w połowie 2026 roku, co zagraża lokalnym producentom.
- Koncern Stellantis stracił 6,4 punktu procentowego udziału w europejskim rynku, przegrywając rywalizację cenową z nowoczesnymi modelami chińskich producentów.
- Eksperci prognozują, że udział chińskich marek w europejskim rynku może wzrosnąć nawet do 30 procent, jeśli unijne przepisy nie wesprą produkcji lokalnej.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Jeszcze kilka lat temu chińscy producenci byli w Europie niemal niezauważalni. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Marki takie jak BYD, MG czy Chery konsekwentnie zwiększają sprzedaż, kusząc klientów atrakcyjną ceną i bogatym wyposażeniem. W efekcie coraz mocniej ograniczają przestrzeń dla uznanych koncernów motoryzacyjnych, które przez dekady dominowały na europejskim rynku.
Zmiana nabrała tempa wraz z problemami gospodarczymi w Chinach. Nadwyżki mocy produkcyjnych, ostra wojna cenowa na rodzimym rynku oraz malejący popyt sprawiły, że producenci zaczęli intensywnie szukać odbiorców za granicą. Europa stała się jednym z najważniejszych kierunków tej ekspansji.
Chińskie marki szybko zwiększają udziały
Skalę zmian najlepiej pokazują najnowsze dane Dataforce przytoczone przez serwis Automotive News Europe. W 2021 roku chińskie marki odpowiadały zaledwie za 0,5 proc. rynku w Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii i krajach EFTA. Do czerwca ich udział wzrósł już do 9,5 proc. W tym samym czasie cały rynek zwiększył się o 11 proc.
Sukces chińskich producentów wynika przede wszystkim z atrakcyjnej oferty. Samochody często oferują wyposażenie i przestronność porównywalne lub lepsze od europejskich konkurentów, a jednocześnie pozostają tańsze. Nie zmieniły tego nawet unijne cła, które w przypadku elektryków produkowanych w Chinach sięgają 35 proc. W ostatnich miesiącach część producentów dodatkowo zachęcała klientów pięciocyfrowymi rabatami, szczególnie na rynku niemieckim, oraz rozwijała obecność w segmencie wynajmu krótkoterminowego.
Najwięcej do stracenia mają europejskie koncerny
Największym przegranym tej zmiany jest Stellantis. W ostatnim okresie koncern stracił 6,4 punktu procentowego udziału w rynku, co przekłada się na około 310 tys. sprzedanych samochodów mniej. Jak podkreśla raport Dataforce - producent zmaga się z wysokimi zapasami oraz cenami utrzymującymi się na poziomie rynkowych benchmarków lub nawet wyższymi. W takiej sytuacji coraz trudniej konkurować z tańszymi i nowocześniejszymi modelami z Chin.
Straty odnotowały również inne duże grupy motoryzacyjne. Mercedes stracił 0,7 punktu procentowego udziału w rynku, Grupa Volkswagena 0,6 punktu, a Hyundai i Kia 0,4 punktu, choć południowokoreańskie marki zdołały jednocześnie nieznacznie zwiększyć liczbę sprzedanych samochodów. Zdaniem analityków problem nie ogranicza się wyłącznie do wolumenu sprzedaży. Coraz większa konkurencja cenowa oznacza także presję na marże i konieczność oferowania wyższych rabatów.
Patrick Hummel z firmy analitycznej UBS zwraca uwagę, że rosnąca obecność chińskich producentów wpływa nie tylko na liczbę sprzedawanych samochodów, lecz także na poziom cen i system zachęt stosowanych przez europejskich producentów. Jego zdaniem szczególnie istotny będzie rozwój sytuacji w Niemczech, który może negatywnie odbić się na pozycji Volkswagena i poziomie cen na tym rynku.
Udział może wzrosnąć nawet do 30 procent
Największe sukcesy chińskie marki osiągają obecnie w Wielkiej Brytanii oraz krajach Europy Południowej, zwłaszcza w Hiszpanii i we Włoszech. Eksperci są jednak zgodni, że to dopiero początek, a prognozy stają się coraz bardziej ambitne. Martin Benecke z S&P Global Mobility przyznaje, że wcześniejsze szacunki zakładały osiągnięcie około 20-procentowego udziału chińskich marek w europejskim rynku, jednak obecnie taki scenariusz wydaje się zbyt ostrożny.
Jeszcze dalej idzie Paul Willis, były szef Volkswagena w Wielkiej Brytanii, który uważa, że w dłuższej perspektywie producenci z Chin mogą odpowiadać nawet za 30 proc. sprzedaży samochodów w Europie. Jeżeli Unia Europejska nie zdecyduje się na wprowadzenie rozwiązań wspierających lokalną produkcję, wymagający wysokiego udziału komponentów pochodzących z Europy, część masowych producentów może zostać zmuszona do zamykania fabryk, a w skrajnym przypadku także całych marek.











