Obowiązkowe fotoradary i OPP - jest propozycja nowego bata na kierowców
Jest pomysł na nowy sposób wykorzystania fotoradarów i urządzeń do odcinkowego pomiaru średniej prędkości. Poseł Jarosław Wałęsa proponuje, by pojawiały się one w miejscach, gdzie prowadzone są prace drogowe. Kilka lat temu przeprowadzono taką próbę, a kierowcy wpadali wręcz masowo.

W skrócie
- Poseł Jarosław Wałęsa skierował do ministra infrastruktury interpelację z propozycją instalowania fotoradarów i odcinkowych pomiarów prędkości w miejscach prowadzenia prac drogowych.
- W styczniu 2021 roku uruchomiono odcinkowy pomiar prędkości na remontowanym odcinku autostrady A1, gdzie podczas pierwszej doby zarejestrowano 1,3 tysiąca naruszeń limitu prędkości.
- Z raportu Trendline wynika, że polscy kierowcy często łamią ograniczenia prędkości, a w obszarze zabudowanym tylko 23 procent z nich przestrzega obowiązujących limitów.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Liczba fotoradarów, a w szczególności zestawów do odcinkowego pomiaru średniej prędkości w ostatnich miesiącach zauważalnie rośnie. Poseł Jarosław Wałęsa w interpelacji skierowanej do ministra infrastruktury zaproponował nowy sposób użycia takich urządzeń. Parlamentarzysta zaproponował, by o wiele częściej niż dziś stosować takie rozwiązania w miejscach, gdzie trwają prace remontowe czy związane z rozbudową drogi.
Fotoradary mogą być "obowiązkowe"
- Na czas prowadzenia robót wprowadzane są ograniczenia prędkości, zwężenia pasów ruchu, zmiany toru jazdy oraz tymczasowa organizacja ruchu. Mimo stosowanego oznakowania wielu kierowców nie przestrzega wprowadzonych ograniczeń albo zmniejsza prędkość jedynie bezpośrednio przed miejscem wykonywania prac. Stanowi to zagrożenie nie tylko dla samych kierowców, lecz przede wszystkim dla pracowników drogowych, którzy wykonują swoje obowiązki w niewielkiej odległości od poruszających się pojazdów - uzasadnia swój pomysł Jarosław Wałęsa.
Jak wskazuje poseł, samo umieszczenie znaku ograniczenia prędkości nie jest gwarantem bezpieczeństwa, a policja nie może stale nadzorować ruchu w każdym miejscu prowadzenia prac. W efekcie kierowcy nagminnie łamią ograniczenia. Jarosław Wałęsa proponuje, by na krótkich odcinkach objętych remontem stosować mobilne fotoradary, a w przypadku remontowanych czy poddawanych rozbudowie odcinków autostrad i dróg ekspresowych instalować zestawy do odcinkowego pomiaru średniej prędkości.
Poseł argumentuje, że w krajach Europy Zachodniej takie rozwiązania są bardzo częste. W przeciwieństwie do Polski. Czy może się to zmienić? Jak najbardziej - od kilku lat Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym, czyli jednostka GITD odpowiedzialna za fotoradary, instaluje zestawy do odcinkowego pomiaru prędkości w każdym nowym tunelu. Możliwe jest więc przyjęcie strategii, w myśl której pojawiałyby się one również na remontowanych odcinkach ważnych dróg. Zresztą nie byłaby to zupełna nowość.
Rekordowa liczba mandatów na autostradzie A1
W styczniu 2021 r. Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym uruchomiło zestaw do odcinkowego pomiaru średniej prędkości na rozbudowywanym odcinku autostrady A1 pomiędzy Tuszynem a Piotrkowem Trybunalskim. Co ważne, był to wówczas fragment, na którym trwały prace budowlane. Inwestycję realizowano "pod ruchem", co oznaczało, że cały czas trasa była dostępna dla kierowców. Obowiązywały jednak obniżone limity prędkości. Efekty pracy zestawu OPP były porażające.
Jak informowało wówczas GITD, w ciągu pierwszej doby działania zestawu do odcinkowego pomiaru średniej prędkości na remontowanym odcinku A1 zarejestrowano 1,3 tys. przekroczeń dozwolonej prędkości. W praktyce oznaczało to, że gdyby takie tempo utrzymało się przez cały rok, ten jeden zestaw przyłapałby trzykrotnie więcej kierowców niż wszystkie pozostałe urządzenia tego typu, działające wówczas na polskich drogach.
Na A1 z czasem kierowcy zmienili swoje zachowanie. Doniesienia medialne o ogromnej liczbie mandatów wpłynęły na wyobraźnię zmotoryzowanych, którzy - wiedząc, że kara jest nieuchronna - zaczęli jeździć zgodnie z obniżonym limitem prędkości. Podobnie byłoby i w innych miejscach, w których na obszarze prowadzenia prac drogowych pojawiłyby się fotoradary. Niestety, bez nich nie ma co liczyć na to, że kierowcy będą przestrzegać przepisów.
Polacy nagminnie łamią ograniczenia prędkości
To, że polscy kierowcy nie respektują ograniczeń prędkości, nie jest to tylko kwestią subiektywnych przekonań, ale twardych danych. Tak wynika z współfinansowanego ze środków Unii Europejskiej raportu Trendline. W obszarze zabudowanym w Polsce tylko 23 proc. kierowców przestrzega obowiązującego limitu prędkości. Był to najmniejszy odsetek spośród wszystkich państw, które udostępniły dane do raportu. Dla porównania - w Czechach zgodnie z ograniczeniem jeździ 70 proc. kierujących.

Nieco lepiej jest poza obszarem zabudowanym. Obowiązujące tam limity są przestrzegane przez 56 proc. polskich kierowców. W Czechach odsetek ten wyniósł 67 proc. Bardzo duże dysproporcje panują na drogach ekspresowych i autostradach. Na tych pierwszych limitu przestrzega tylko 36 proc. kierowców. To ponownie najniższy rezultat spośród wszystkich państw, w których obowiązuje ograniczenie do 120 km/h.
Na polskich autostradach ograniczeń przestrzega zaś całkiem przyzwoite 63 proc. kierowców. Trzeba jednak wziąć pod uwagę dwie kwestie. W niewielu europejskich państwach autostradowy limit jest tak wysoki. O wiele częściej można spotkać granicę wyznaczoną na 130 km/h. Polskie 140 km/h to naprawdę sporo. Na tyle, że jazda z taką prędkością znacznie podnosi spalanie, co może zniechęcać kierowców do idei jeszcze szybszej jazdy.
Skoro pewność szybszego osuszenia baku przekłada się na przestrzeganie limitu 140 km/h, to śmiało można założyć, że fotoradar czy odcinkowy pomiar prędkości w miejscu remontu drogi również skutecznie ochłodziłby rozgrzane głowy. Niebawem dowiemy się, czy resort infrastruktury przychyli się do pomysłu Jarosława Wałęsy.









