Pilotaż obejmuje obecnie kilka parkingów pod sklepami w różnych częściach Polski, między innymi w Lęborku, Kórniku, Poznaniu, Rotmance i Wrocławiu. Nowy system ma ułatwiać klientom parkowanie, a jednocześnie ograniczać zajmowanie miejsc przez osoby, które nie robią zakupów w Lidlu.
Kamery mierzą czas postoju
Po wjeździe na parking kamera rejestruje pojazd i automatycznie rozpoczyna pomiar czasu. Kolejny odczyt następuje podczas wyjazdu. Kierowca nie musi podchodzić do parkomatu, pobierać bezpłatnego biletu ani rejestrować samochodu w aplikacji operatora.
Lidl podkreśla, że parkingi pozostają bezpłatne dla klientów na czas potrzebny do zrobienia zakupów. Szczegółowe limity oraz wysokość ewentualnych opłat dodatkowych są określane w regulaminach poszczególnych parkingów.
Lidl pozytywnie ocenia test
Pierwsze wyniki okazały się zgodne z oczekiwaniami sieci. Pilotaż nie został jednak jeszcze zakończony. System będzie testowany przez najbliższe miesiące, a następnie Lidl przeanalizuje jego działanie oraz opinie klientów.
– Dotychczasowe rezultaty spełniają nasze założenia, jednak pilotaż wciąż trwa i zaplanowany jest jeszcze na najbliższe miesiące. Po jego zakończeniu przeanalizujemy wszystkie wnioski oraz opinie klientów, a następnie podejmiemy decyzję o ewentualnym rozszerzeniu tego rozwiązania na kolejne lokalizacje
Oznacza to, że automatyczny pomiar czasu postoju może pojawić się przy następnych sklepach. Nie zapadła jednak jeszcze decyzja o wdrożeniu rozwiązania w całej sieci.
Co z opłatami i reklamacjami?
Za zarządzanie parkingami, naliczanie ewentualnych opłat dodatkowych oraz rozpatrywanie reklamacji odpowiadają zewnętrzni operatorzy. Lidl zapewnia, że zasady parkowania i obowiązujące stawki są przedstawiane na tablicach ustawionych przy wjeździe.
Sieć nie ujawniła, ile wezwań do zapłaty, skarg lub reklamacji odnotowano dotychczas w lokalizacjach objętych pilotażem. Nie podała również, czy klienci mogą przedłużyć postój po przekroczeniu darmowego limitu.
To właśnie te kwestie budzą najwięcej emocji wokół parkingów obsługiwanych przez kamery. Kierowca może nie zauważyć regulaminu, a o przekroczeniu czasu i naliczeniu opłaty dowiedzieć się dopiero po otrzymaniu wezwania. Lidl deklaruje, że analizuje zgłoszenia klientów. Ich opinie mają być jednym z elementów branych pod uwagę przy podejmowaniu decyzji o rozszerzeniu systemu.
Kara za brak biletu parkingowego to nie mandat
Warto dodać, że właściciele i operatorzy prywatnych parkingów mogą ustalać własne reguły korzystania z takich miejsc i mają prawo ich przestrzegania pilnować. To jednak nie oznacza pełnej dowolności - również oni muszą działać w granicach obowiązujących przepisów.
Tak zwane kary parkingowe zostawiane za wycieraczką lub wysyłane pocztą mają zupełnie inny status niż mandat. W praktyce są to wezwania do zapłaty na rzecz konkretnego przedsiębiorcy, który zarządza parkingiem. Firmy te często próbują skłonić kierowców do zapłaty, używając ostrzejszego tonu - straszą wpisem do rejestru dłużników albo przesyłają przedsądowe wezwania do zapłaty.
Czy muszę płacić karę za brak biletu parkingowego?
Jeżeli zarządca parkingu słusznie naliczył opłatę, bo faktycznie nie została ona uregulowana, sytuacja jest jasna - należność trzeba zapłacić. Paradoks pojawia się jednak wtedy, gdy kara została wystawiona bez podstaw. W takim przypadku składanie reklamacji może działać na niekorzyść kierowcy.
Zazwyczaj bowiem wymagane jest wtedy podanie pełnych danych osobowych kierującego pojazdem, na przykład poprzez formularz internetowy. Zdarza się też, że w korespondencji od operatorów parkingów pojawia się sugestia rzekomego obowiązku wskazania, kto zaparkował samochód. To próba wykorzystania niewiedzy kierowców - zgodnie z obowiązującymi przepisami taki obowiązek mogą nałożyć wyłącznie uprawnione organy, takie jak policja czy Inspekcja Transportu Drogowego.
Operator musi udowodnić, kto zaparkował samochód
Jak tłumaczył w rozmowie z Interią radca prawny Karol Hojda: "W odróżnieniu od miejskich stref płatnego parkowania, opłaty za parkowanie nie można bezrefleksyjnie domagać się od właściciela pojazdu. W przypadku parkingów zarządzanych przez prywatne podmioty konieczne jest wykazanie przez zarządcę osoby, która zaparkowała określony pojazd w konkretnym miejscu i czasie. To z tą osobą - zgodnie z regulaminem - zawierana jest dorozumiana umowa najmu miejsca parkingowego. Tylko względem tej osoby zarządca może zasadnie dochodzić jakichkolwiek roszczeń, czy to na drodze polubownej, czy sądowej."
Dane z CEPiK-u nie wskazują kierowcy
Prywatna firma może uzyskać dostęp do danych właściciela samochodu z CEPIK-u, ale nie jest w stanie ustalić personaliów osoby, która prowadziła pojazd. Nie oznacza to wcale, że sprawa ostatecznie nie może trafić na wokandę. Istnieje jednak bardzo duże prawdopodobieństwo, że nawet jeśli do tego dojdzie, sąd oddali powództwo, jeśli właściciel będzie stał na stanowisku, że nie był kierowcą i nie będzie w stanie przypomnieć sobie komu powierzył pojazd.
Uzyskanie przed zarządcę parkingu uiszczenia opłaty dodatkowej, wymaga skierowania sprawy do sądu. Ten rozpatrywać będzie np., czy na parkingu znajdował się regulamin zawierający jasny i zrozumiały dla kierowcy cennik. A z tym bywa w Polsce różnie. Nie ma gwarancji, że sprawa zakończy się po myśli kierowcy, ale - jeśli właściciel twardo obstawać będzie przy tym, że nie on prowadził i nie będzie w stanie wskazać kierującego - finał sprawy łatwo przewidzieć.










