W skrócie
- Producenci samochodów zmagają się z gwałtownym wzrostem cen surowców i energii, co zmusza firmy do przenoszenia części dodatkowych kosztów produkcji na finalnych klientów.
- Branża motoryzacyjna przegrywa walkę o układy pamięci z centrami danych AI, które oferują dostawcom lepsze warunki, co utrudnia zabezpieczenie kluczowych komponentów dla nowych aut.
- Cła oraz dążenie do lokalnej produkcji zmuszają koncerny do zmian w łańcuchach dostaw, co zwiększa koszty materiałów i gotowych komponentów, przekładając się na wyższe ceny aut.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Problemy z dostawami nie są dla branży motoryzacyjnej nowością, ale obecna sytuacja różni się skalą i liczbą nakładających się na siebie czynników. Producenci muszą mierzyć się jednocześnie z droższymi materiałami, wyższymi kosztami energii i transportu, ograniczoną dostępnością niektórych komponentów oraz zmianami w polityce handlowej. Wszystko to dzieje się w czasie, gdy firmy próbują ograniczać wydatki i poprawiać swoje wyniki finansowe.
Surowce coraz większym obciążeniem dla producentów
Na wzrost kosztów wpływają między innymi wydarzenia na Bliskim Wschodzie. Wojna między USA a Iranem, która rozpoczęła się pod koniec lutego i wciąż nie została zakończona, przyczyniła się do wzrostu cen ropy i energii.
Motoryzacja płaci dziś więcej między innymi za tworzywa sztuczne, aluminium, stal i miedź. Renault szacuje, że w drugiej połowie roku dodatkowe koszty związane z cenami surowców i inflacją wyniosą 400 mln euro. To dwa razy więcej niż obciążenie poniesione w pierwszych sześciu miesiącach roku. Firma nie zakłada przy tym, że sytuacja szybko wróci do wcześniejszego poziomu.
Duncan Minto, dyrektor finansowy Renault, zwrócił uwagę, że obecny wzrost cen nie wygląda na krótkotrwałe zjawisko. Wcześniej producenci mogli ograniczać wpływ podwyżek, negocjując z dostawcami. Tym razem problem ma jednak charakter bardziej trwały. Podobne ostrzeżenia płyną ze Stellantisa. Koncern spodziewa się w drugiej połowie roku dodatkowych kosztów na poziomie 1 mld euro, na które wpływają zarówno ceny surowców, jak i brak zwrotu amerykańskich ceł, z którego firma korzystała w pierwszej części roku.

Samochody konkurują o układy pamięci z centrami AI
Kolejnym problemem stała się dostępność układów pamięci. Na rynku pojawiła się silna konkurencja ze strony centrów danych wykorzystywanych przez sztuczną inteligencję. Zapotrzebowanie na pamięci rośnie, a producenci technologiczni są w stanie zaoferować więcej niż firmy motoryzacyjne. W efekcie samochodowe łańcuchy dostaw stają się droższe i trudniejsze do zabezpieczenia.
Problem wskazują między innymi Honda, Stellantis i producent części motoryzacyjnych Magna. Sumihiro Takahashi z Hondy ocenił, że koszty rosną gwałtownie przede wszystkim ze względu na relację między podażą a popytem. Pedro Pacheco, analityk Gartnera, uważa natomiast, że układy pamięci są obecnie największym problemem podażowym dla producentów samochodów. Jak zauważył, firmy technologiczne przebijają oferty motoryzacji, co dodatkowo podnosi ceny. Branża, która jeszcze niedawno zmagała się z niedoborem półprzewodników po pandemii, ponownie musi więc konkurować o kluczowe komponenty.
Cła i problemy dostawców komplikują sytuację
Do rosnących kosztów dochodzą zmiany w światowym handlu. Amerykańskie cła na części produkowane poza USA skłaniają producentów do szukania nowych dostawców. Takie przesunięcia mogą zwiększać zarówno ceny materiałów, jak i gotowych komponentów.
W Europie przygotowywana jest natomiast inicjatywa "Made in Europe", która ma premiować producentów wykorzystujących większą liczbę lokalnych części, ograniczając przewagę tańszych komponentów sprowadzanych między innymi z Chin. Dodatkowym zagrożeniem pozostaje zależność od dostaw pierwiastków ziem rzadkich oraz rosnąca liczba bankructw firm produkujących części.
Niestety część rachunku zapłacą kierowcy
Skala problemów sprawia, że producenci coraz wyraźniej mówią o konieczności podnoszenia cen. Jakiś czas temu Toyota ostrzegła, że wyższe ceny materiałów oraz wydatki związane ze wzmacnianiem łańcucha dostaw będą ją kosztować w bieżącym roku obrotowym równowartość 7 mld euro. Takanori Azuma, szef działu księgowości Toyoty, zapowiedział, że firma zamierza odzyskać poprzez zmianę cen około połowę tej kwoty.
Podobną drogę zapowiedział Nissan, który również wskazał na konieczność podniesienia cen i zwrócił uwagę, że podobnie reagują konkurenci. Mercedes szacuje z kolei, że wzrost cen surowców obniży jego marżę zysku w drugiej połowie roku o około 1 proc. Hyundai również wskazuje na gwałtowny wzrost cen tworzyw sztucznych związany z konfliktem na Bliskim Wschodzie i presją inflacyjną.
Dla producentów problemem nie jest więc pojedynczy kryzys, lecz jednoczesne występowanie wielu zakłóceń. Wojny, cła, droższe surowce, problemy z półprzewodnikami i bankructwa dostawców nakładają się na coraz bardziej skomplikowaną produkcję samochodów. Zdaniem ekspertów właśnie kumulacja tych zjawisk jest największym wyzwaniem. Firmy mają coraz mniej możliwości, by absorbować rosnące wydatki, dlatego część kosztów może ostatecznie trafić do cen nowych samochodów.











