W skrócie
- Unia planuje poszerzyć zakres badań technicznych o kontrolę systemów bezpieczeństwa, emisji spalin oraz sprawdzenie, czy auto nie podlega otwartym akcjom serwisowym producenta.
- Nowe zasady wprowadzą kontrolę instalacji wysokiego napięcia w autach elektrycznych oraz wymóg rejestrowania przebiegu przez mechaników przy naprawach trwających powyżej godziny.
- Unia planuje umożliwić przeglądy w innych krajach członkowskich, ważne przez pół roku, a zakończenie prac nad przepisami przewidywane jest przed końcem 2026 roku.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
W środę 15 lipca w Brukseli odbyło się ostatnie przed wakacyjną przerwą posiedzenie unijnej Komisji Transportu i Turystyki (TRAN). Jak poinformowała przewodnicząca zespołu, Elisawet Wozemberg-Wrionidi, 2 lipca ruszyły konsultacje międzyinstytucjonalne w sprawie zmian w dyrektywach 2014/45/UE o okresowej kontroli technicznej pojazdów oraz 2014/47/EU o drogowych kontrolach pojazdów użytkowych. Polityczka poinformowała, że rozmowy przebiegają pomyślnie, a porozumienie co do treści nowelizacji powinno zostać osiągnięte przed końcem 2026 r. Potem nastąpi głosowanie Parlamentu Europejskiego nad projektem i jeśli zostanie on zaaprobowany, państwa członkowskie, w tym Polska, będą miały określony czas na wprowadzenie zmian w swoich przepisach. Czego dokładnie chce Unia Europejska?
Poszerzony zakres kontroli technicznej aut
Istotnym punktem proponowanych nowości jest wprowadzenie obowiązku kontrolowania przez diagnostę nowoczesnych systemów bezpieczeństwa. Chodzi o takie układy jak poduszki powietrzne czy asystent hamowania przed przeszkodą. Na razie nie wiadomo, jak wnikliwe mają być to kontrole. W przypadku zaawansowanych aktywnych systemów bezpieczeństwa (systemy ADAS), takich jak system unikania kolizji, rzeczywista kontrola ich sprawności musiałaby polegać na sprawdzeniu ich kalibracji. To zaś wymaga specjalistycznego oprzyrządowania i oprogramowania, którego stacje kontroli pojazdów dziś nie posiadają.
Po zmianach nieodzownym elementem kontroli technicznej ma stać się pomiar emisji cząstek stałych oraz tlenków azotu (NOx). Zdaniem europosłów to ważne, ponieważ ich obecność w powietrzu przyczynia się do zapadalności na poważne choroby układu oddechowego i krwionośnego. O szczegółach dotyczących zasad prowadzenia kontroli cząstek stałych oraz NOx zdecydują władze państw wdrażających do swojego prawa reguły planowanych, nowych dyrektyw.
Obowiązkowa kontrola emisji cząstek stałych i NOx będzie mogła z łatwością wskazać te samochody, które w toku eksploatacji zostały pozbawione filtra cząstek stałych, a także te, w których element ten nie działa prawidłowo. W przyszłości może to oznaczać, że właściciele nieco starszych diesli, w przypadku których takie zabiegi stosowano najczęściej, mogą spodziewać się kłopotów z uzyskaniem pieczątki przeglądu. Konieczne może okazać się doprowadzenie systemu oczyszczania spalin do właściwej kondycji, a to zwykle spory wydatek.
Nowością ma być obowiązek sprawdzania przez diagnostę, czy dany samochód został poddany akcji serwisowej ogłoszonej przez producenta. Chodzi o zdarzające się czasem inicjatywy marek, które w wyprodukowanych przez siebie samochodach wykryły usterki zagrażające bezpieczeństwu, na przykład związane z uchybieniami na linii montażowej. W takiej sytuacji właściciele wadliwych aut są wzywani do autoryzowanych serwisów, gdzie za darmo dokonuje się naprawy. Dziś takie akcje serwisowe nie interesują diagnostów. Zgodnie z propozycją w przyszłości podczas obowiązkowej kontroli technicznej sprawdzane będzie to, czy względem danego egzemplarza samochodu wszczęto akcję przywoławczą. Jeśli tak było, a właściciel nie wziął w niej udziału, nie otrzyma pieczątki przeglądu.
Nowe rodzaje kontroli w unijnym prawie
Unijni politycy reagują na rosnącą popularność samochodów elektrycznych. W nowej dyrektywie mają znaleźć się zapisy o dodatkowych czynnościach diagnosty sprawdzającego takie auto. Chodzi o sprawdzenie instalacji elektrycznej o wysokim napięciu. W przedstawionym zespołowi TRAN raporcie technicznym wskazano, że kontrola powinna wykraczać poza sprawdzenie wskazań diagnostycznych komputera pokładowego i obejmować wzrokową kontrolę przewodów i ich połączeń.
Na unijnym stole leży również propozycja dotycząca wprowadzenia zdalnej kontroli emisji. Miałoby to polegać na stosowaniu montowanych przy drogach urządzeń z detektorami optycznymi, wykrywających nadmierną emisję cząstek stałych czy tlenków azotu. Właściciel samochodu, któremu zostanie ona przypisana, miałby być wzywany na dodatkowe badanie techniczne na stacji.
Warto jednak nadmienić, że rozwiązanie to ma w Komisji Turystyki i Transportu zarówno zwolenników, jak i przeciwników. W raporcie technicznym dotyczącym planowanych zmian wskazano ponadto, że narzucenie obowiązku prowadzenia takich kontroli mogłoby spowodować duże trudności dla części unijnych państw. Niewykluczone więc, że w nowych przepisach władze Unii Europejskiej dopuszczą możliwość korzystania z takich urządzeń, ale nie wprowadzą obowiązku ich stosowania.
Nowością w wielu krajach Europy ma być również system ewidencjonowania przebiegu pojazdów. W Polsce takie rozwiązanie działa od lat. Bruksela chce, by pracownicy warsztatów samochodowych mieli obowiązek wprowadzać do krajowych baz danych przebieg pojazdu, którym zajmuje się mechanik. Co ciekawe, by nie komplikować niewielkich napraw, obowiązek ten miałby dotyczyć tylko tych czynności serwisowych, które będą trwać dłużej niż godzinę.
Zmiany korzystne dla podróżujących kierowców
W myśl proponowanego brzmienia nowych dyrektyw w przyszłości możliwe ma być przeprowadzenie przeglądu pojazdu poza krajem jego zarejestrowania, w innym państwie Unii Europejskiej. Takie badanie byłoby ważne przez sześć miesięcy i musiałoby być respektowane w całej UE. Co ważne, następne badanie techniczne musiałoby jednak zostać wykonane w kraju rejestracji pojazdu.
Taki przepis to ukłon w stronę podróżujących osób lub tych, którzy ze względu na wykonywaną pracę często wyjeżdżają z ojczyzny. Jeśli takiego kierowcę termin badania zastanie za granicą, nie będzie to oznaczało konieczności jazdy samochodem bez aktualnego przeglądu.
Warto też nadmienić, że unijni urzędnicy odrzucili propozycję zwiększenia częstotliwości obowiązkowych badań technicznych samochodów. Proponowano, by każde auto, liczące sobie więcej niż 10 lat, musiało przechodzić badanie techniczne co roku. Pozostanie jednak jak dotąd. W myśl dyrektywy minimum to obowiązkowe badanie co dwa lata samochodu, którego wiek przekroczył 4 lata. Oczywiście poszczególne państwa mogą wprowadzić bardziej restrykcyjne regulacje i tak właśnie jest w Polsce, gdzie pierwsze badanie jest obowiązkowe po trzech latach, kolejne po dwóch, a następne już co roku.
Kiedy planowane nowości wejdą w życie? Jeśli ostateczna treść nowelizacji dyrektyw - zgodnie ze słowami przewodniczącej zespołu TRAN - zostanie ustalone do końca 2026 r., to niedługo potem należy spodziewać się głosowania nad zmianami w Parlamencie Europejskim. Dyrektywy będą musiały zostać wprowadzone do prawa państw UE w określonym w nowelizacji terminie. Na przykład dla obecnie obowiązującej dyrektywy 2014/45/UE kraje miały trzy lata na stworzenie zgodnych z nią przepisów oraz dodatkowy rok, po upływie którego prawo miało obowiązywać. Jeśli tak samo będzie tym razem, nowe zasady mogą zacząć obowiązywać w 2030 lub 2031 r.











