W skrócie
- Kradzieże kabli stały się poważnym problemem, dotykającym według szacunków Powerdot Polska około 10 procent ogólnodostępnych stacji ładowania samochodów elektrycznych w kraju.
- Koszt pozyskania miedzi przez złodzieja to kilkaset złotych, podczas gdy operatorzy ponoszą straty rzędu kilkunastu tysięcy złotych za wymianę uszkodzonego przewodu CCS.
- W odpowiedzi na plagę kradzieży operatorzy wdrażają dodatkowe zabezpieczenia, takie jak wzmocnione osłony przewodów, monitoring oraz współpracę z punktami skupu surowców wtórnych.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Rozwój infrastruktury ładowania jest jednym z podstawowych warunków dalszego wzrostu liczby samochodów elektrycznych. W Polsce funkcjonuje już ponad 12,5 tys. ogólnodostępnych punktów ładowania. Statystycznie na jeden z nich przypada 7,4 samochodu elektrycznego, natomiast w przypadku szybkich ładowarek DC jest to 18,3 pojazdu.
Rosnąca liczba urządzeń sprawia jednak, że operatorzy muszą mierzyć się nie tylko z kwestią rozbudowy sieci, lecz także jej ochrony. Według szacunków Powerdot Polska - kradzieże kabli dotyczą już około 10 proc. stacji należących do różnych operatorów działających w Polsce. Problem oznacza nie tylko koszt zakupu nowego przewodu, ale również konieczność wyłączenia urządzenia z użytkowania.

Kilkaset złotych dla złodzieja, tysiące strat dla operatora
Przewody wykorzystywane w szybkich ładowarkach zawierają miedź, która może zostać sprzedana w skupie. Wartość pozyskanego w ten sposób surowca to dla złodzieja najwyżej kilkaset złotych. Dla operatora rachunek wygląda zupełnie inaczej. Nowy kabel CCS kosztuje od około 15 tys. zł, a do tej kwoty trzeba doliczyć jeszcze koszty pracy serwisu i montażu oraz straty związane z czasowym wyłączeniem ładowarki.
Skala konsekwencji może być zatem wielokrotnie większa niż korzyść uzyskana przez sprawcę. Ryzyko nie ogranicza się przy tym do odpowiedzialności za samą kradzież. Niedawno Sąd Rejonowy w Głogowie skazał osobę odpowiedzialną za zabranie dwóch kabli ze stacji Powerdot na osiem miesięcy ograniczenia wolności. Wyrok przewiduje również 240 godzin nieodpłatnej pracy na cele społeczne oraz obowiązek zwrotu operatorowi pełnej wartości skradzionego mienia.
Dodatkowe osłony mają utrudnić kolejne kradzieże
W odpowiedzi na rosnącą liczbę kradzieży operatorzy stacji ładowania wdrażają dodatkowe zabezpieczenia. W Stanach Zjednoczonych firmy takie jak Electrify America, Tesla i ChargePoint wzmacniają przewody wytrzymalszymi osłonami, instalują rozbudowane systemy monitoringu oraz współpracują z punktami recyklingu w celu identyfikacji i śledzenia skradzionej miedzi. W Niemczech operator EnBW koncentruje się na poprawie oświetlenia, rozbudowie systemów kamer oraz wdrażaniu oprogramowania wykrywającego nagłe przerwy w dostawie prądu.
Wśród proponowanych działań pojawiają się także postulaty zaostrzenia przepisów oraz zwiększenia kontroli w punktach skupu złomu, gdzie mogą trafiać skradzione przewody. Rozważane jest także uznanie elementów stacji ładowania za część infrastruktury energetycznej, co pozwoliłoby na stosowanie surowszych sankcji wobec sprawców tego typu przestępstw.












