Rząd i administracja państwowa coraz otwarciej mówią o problemie, który przez lata był przemilczany: system egzekwowania mandatów z fotoradarów i odcinkowych pomiarów prędkości jest dziurawy. I właśnie dlatego w tle pojawiają się zapowiedzi zmian, które - nawet jeśli nie wejdą jedną ustawą w 2026 roku - mogą realnie utrudnić unikanie kar.
Ministerstwo Infrastruktury opublikowało 17-stronicowy dokument, który wyznacza plany resortu dla działów "administracji rządowej" Precyzuje on, że celem jest "uzyskanie wskaźnika na poziomie 50 proc." dla liczby "zastosowanych rozstrzygnięć w prowadzonych czynnościach wyjaśniających w stosunku do ogólnej liczby ujawnionych naruszeń".
To oficjalne przyznanie się do wstydliwego faktu, że obecnie ponad połowa z kierowców przyłapanych na przekroczeniach prędkości przez system automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym CANARD unika odpowiedzialności i nie jest karana mandatami. Sprawy grzęzną na etapie doręczeń, wskazania kierującego albo reakcji właściciela pojazdu.
Co dokładnie nie działa - i dlaczego rząd chce to zmienić
Administracja nie ukrywa, że obecne przepisy premiują bierność. Nieodebrany list, brak odpowiedzi, formalne wskazanie osoby trzeciej, do której nie sposób dotrzeć - to wszystko często wystarcza, by sprawa wygasła. Właśnie ten mechanizm stał się celem zapowiadanych zmian. Nie chodzi o nowe fotoradary ani wyższe mandaty, lecz o domknięcie procedur, które dziś pozwalają sprawom "rozmywać się" bez konsekwencji.
To ważne, bo oznacza zmianę filozofii. Zamiast próbować straszyć kierowców surowszymi karami, państwo chce sprawić, by sama procedura była szczelna. A to uderza dokładnie w te zachowania, które do tej pory były skuteczne.
Wskazanie kierującego może przestać być formalnością
Jednym z najczęściej wskazywanych problemów jest ustalanie osoby, która faktycznie prowadziła pojazd. Obecnie właściciel auta może wskazać inną osobę, a brak dalszej współpracy często prowadzi do impasu. Rząd już w lipcu tego roku sygnalizował, że ten etap ma zostać zaostrzony.
W praktyce może to oznaczać, że samo podanie danych przestanie wystarczać. Brak realnej współpracy z organem, przeciąganie odpowiedzi albo uchylanie się od kontaktu może stać się osobnym problemem prawnym, niezależnym od samego wykroczenia. Dla kierowców to istotna zmiana: dotychczasowa "gra na czas" może przestać być "opłacalna".
Ignorowanie korespondencji przestaje być bezpieczne
Drugim obszarem, o którym administracja mówi coraz częściej, są doręczenia. Dziś nieodebrany list bywa skuteczną barierą dla dalszego postępowania. Rząd otwarcie wskazuje, że to jeden z powodów niskiej skuteczności systemu.
Wcześniejsze deklaracje zakładały możliwość wprowadzenia konsekwencji za samo ignorowanie korespondencji urzędowej. Nie chodzi o to, że mandat "nałoży się sam", ale o to, że brak reakcji przestanie zamykać sprawę. Z punktu widzenia kierowcy to potencjalnie jeden z najbardziej ryzykownych kierunków zmian - bo uderza w najczęściej stosowaną dziś strategię.
E-doręczenia - nie obowiązują, ale są gotowe
W debacie regularnie wraca temat e-doręczeń. Dziś postępowania mandatowe toczą się w innym trybie niż klasyczne sprawy administracyjne. Jednocześnie państwo ma już działający system e-doręczeń w administracji, oparty na Ustawa o doręczeniach elektronicznych i przepisach Kodeksu postępowania administracyjnego. Tam pismo uznaje się za skutecznie doręczone, jeśli adresat miał realną możliwość zapoznania się z treścią - nawet jeśli faktycznie go nie otworzył.
Aktualnie obowiązujący harmonogram opyblikowany na stronie CANARD wskazuje rok 2029, jednak wcześniejsze wdrożenie e-doręczeń byłoby możliwe wyłącznie po nowelizacji przepisów ustawowych. Na dziś nie ma takiej decyzji, ale prawnie nie jest to wykluczone.
Jeżeli ten mechanizm zostałby w przyszłości rozszerzony na postępowania prowadzone w trybie Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia, oznaczałoby to jakościową zmianę. Argument "nie dostałem" przestałby mieć znaczenie, a terminy zaczynałyby biec niemal natychmiast. To nie jest dziś obowiązujące prawo, ale to najczęściej wskazywane narzędzie, które mogłoby szybko poprawić skuteczność systemu.
Mandat szybciej, ale taniej - zmiana kalkulacji
Wśród wcześniejszych propozycji z 2025 roku, pojawiał się pomysł wprowadzenia zniżek za szybką zapłatę mandatu. To rozwiązanie nie wygląda groźnie, ale zmienia sposób myślenia. Zamiast czekać i liczyć na umorzenie, kierowca dostaje sygnał: zapłać od razu, zamknij sprawę i zapłać mniej.
Dla państwa to prosty sposób na poprawę ściągalności bez politycznej burzy. Dla kierowców - sygnał, że przeciąganie sprawy może przestać być opłacalne, nawet jeśli formalnie nadal będzie możliwe.
Zmiana przepisów w 2026 r.
2026 rok pojawia się w dokumentach i zapowiedziach jako horyzont zmian, bo to moment, w którym administracja chce poprawić skuteczność systemu - nie przez jedną reformę, lecz przez serię mniejszych decyzji.
Największym zagrożeniem dla kierowców nie jest więc jedna data ani jeden przepis. Jest nim ciche domykanie procedur, które krok po kroku odbiera sens znanym dziś sposobom unikania odpowiedzialności. Nawet jeśli zmiany nie wejdą jednocześnie, kierunek został jasno nazwany. A gdy państwo zaczyna wprost mówić o nieskuteczności własnego systemu, to zwykle oznacza, że wkrótce spróbuje go naprawić - kosztem tych, którzy do tej pory potrafili wykorzystać jego słabości.









