W skrócie
- Badacze z Uniwersytetu Northeastern wykazali, że współczesne samochody przekazują dane o kierowcach i lokalizacji pojazdów do firm zewnętrznych oraz technologicznych gigantów.
- Wśród podmiotów otrzymujących informacje z aut znalazły się m.in. Amazon, Google, Meta i Microsoft, co pozwala łączyć dane o kierowcy z innymi profilami marketingowymi.
- Producenci tłumaczą, że udostępnianie danych odbywa się za zgodą kierowcy, lecz odrzucenie warunków często wiąże się z ograniczeniem funkcjonalności pojazdu lub uniemożliwieniem jazdy.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Współczesne samochody coraz częściej działają jak zaawansowane komputery na stałe podłączone do internetu. Oprócz informacji potrzebnych do obsługi poszczególnych funkcji mogą rejestrować dane dotyczące kierowcy, pojazdu czy jego położenia. Problem w tym, że zebrane informacje nie zawsze pozostają wyłącznie w systemach producenta.
Badacze zajmujący się prywatnością na Uniwersytecie Northeastern w Bostonie postanowili sprawdzić, jak wygląda ten przepływ danych w praktyce. Wykorzystali 21 samochodów dostępnych w ośrodku testowym Consumer Reports oraz Auto Test Center w Connecticut. Wyniki badania są zaskakujące i bez wątpienia mogą wzbudzić wśród kierowców zaniepokojenie.
Samochody przekazują dane firmom zewnętrznym
Eksperyment objął auta z lat modelowych 2022-2025, zarówno popularnych, jak i luksusowych marek. Wśród testowanych pojazdów znalazło się wiele samochodów elektrycznych. Pozwoliło to m.in. ograniczyć ryzyko związane z uruchamianiem silników spalinowych w zamkniętej przestrzeni. Szczególnie istotne było jednak odizolowanie komunikacji samochodów od otoczenia.
W tym celu pojazdy umieszczono w specjalnie przygotowanym namiocie Faradaya. Konstrukcja wykonana z materiału blokującego sygnały elektromagnetyczne pozwoliła badaczom obserwować informacje wysyłane przez auta oraz odbierane przez ich systemy. Analizowano zarówno komunikację samych pojazdów, jak i działanie aplikacji mobilnych powiązanych z samochodami.
Wnioski okazały się jednoznaczne - niemal każdy producent objęty badaniem przekazywał pewne dane podmiotom zewnętrznym. W przypadku blisko jednej czwartej analizowanych aplikacji wykryto informacje pozwalające zidentyfikować właściciela lub konkretny samochód. Były wśród nich imiona i nazwiska, numery VIN oraz dokładne dane dotyczące lokalizacji.
Amazon, Google i Meta wśród odbiorców
Eksperci podkreślają, że takie połączenie danych może umożliwiać zestawienie informacji o samochodzie i jego użytkowniku z innymi profilami tworzonymi przez firmy marketingowe oraz brokerów danych. Zebrane profile są następnie wykorzystywane przez różne branże, m.in. banki, ubezpieczycieli, firmy farmaceutyczne, pożyczkodawców czy sprzedawców detalicznych. Mogą służyć do dostosowywania ofert finansowych, ubezpieczeniowych lub kredytowych.
Badanie wykazało również, że informacje z samochodów trafiały do największych firm technologicznych. Wśród wskazanych odbiorców znalazły się Amazon, Google, Meta, Microsoft oraz Yahoo. Nicole Zagson, doktorantka cyberbezpieczeństwa na Northeastern i współautorka badania, zwróciła uwagę, że obecność dużych firm technologicznych w samochodach może pozostawać dla kierowców niewidoczna.
Producenci samochodów, z którymi skontaktował się Consumer Reports, przedstawiali różne wyjaśnienia. Część z nich wskazywała, że aplikacje zawierają odnośniki prowadzące do zewnętrznych stron. Na takich stronach podmioty trzecie mogą umieszczać aplikacje śledzące oraz pliki cookie, które pozwalają gromadzić informacje o użytkownikach.
Zgoda kierowcy nie zawsze oznacza pełną świadomość
W odpowiedzi na wyniki badania, marki General Motors, Honda, Nissan oraz koncern Stellantis, otwiera się w nowym oknie przekazały, że część odbiorców danych ma ograniczenia dotyczące ich dalszego wykorzystywania lub sprzedaży. Producenci podkreślali także, że wiele usług działa na zasadzie dobrowolnej zgody. Kierowca akceptuje warunki podczas rejestracji i logowania do aplikacji.
Problem polega na tym, że rezygnacja z części zgód może oznaczać utratę określonych funkcji. W niektórych przypadkach konsekwencje są jeszcze poważniejsze. Tesla informuje użytkownika, który odrzuci umowę dotyczącą udostępniania danych, że może to ograniczyć funkcjonalność pojazdu, doprowadzić do jego poważnego uszkodzenia albo uniemożliwić jazdę.
Badacze zwracają przy tym uwagę na jeszcze jedną kwestię. Wielu kierowców może nie mieć pełnej świadomości zakresu udzielanej zgody. Wyniki licznych wcześniejszych badań wskazują bowiem, że większość użytkowników rutynowo akceptuje regulaminy i warunki korzystania z usług bez ich dokładnego czytania. W przypadku współczesnych samochodów może to oznaczać zgodę nie tylko na korzystanie z aplikacji, lecz także na przepływ informacji o pojeździe, jego właścicielu i miejscu, w którym się znajduje.












