Nawet 7,55 zł za litr. Dlaczego diesel drożeje szybciej niż benzyna?
Choć ceny na pylonach rosną w oczach, właściciele stacji benzynowych przecierają oczy ze zdumienia - ich zyski topnieją. Zamiast "kokosów", o które posądzają ich kierowcy, mamy do czynienia z walką o przetrwanie i sprzedażą paliwa niemal po kosztach zakupu. Ekspert też, dlaczego skala podwyżek jest dużo wyższa w przypadku oleju napędowego, a mniej zauważalna w przypadku benzyny.

W skrócie
- Prognozowane na przyszły tydzień ceny paliw w Polsce to 6,55 zł za litr benzyny PB95 i 7,55 zł za litr oleju napędowego.
- Gwałtowne podwyżki cen oleju napędowego wynikają głównie ze wzrostu kosztów importu paliw oraz sytuacji na rynkach międzynarodowych.
- Właściciele stacji paliw i Orlen sprzedają paliwo z niższą marżą niż tydzień wcześniej i nie osiągają dodatkowego zysku na podwyżkach.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Jeszcze w początku tygodnia przedstawiciele Orlenu uspokajali, że Polska nie importuje ropy naftowej z krajów objętych nowym konfliktem i blokada Cieśniny Ormuz nie powinna mieć wpływu na dostępność paliw. Szybko okazało się jednak, że benzyna i olej napędowy na stacjach drożeją w ekspresowym tempie, a niektórzy dostawcy wprowadzili reglamentację zakupów. O wyjaśnienie nietypowej sytuacji zwróciliśmy się do eksperta rynku paliw - Rafała Zywerta - dyrektora działu prognoz i analiz w reflex.com.pl. Analiza rzuca nowe światło na to, co dzieje się aktualnie na stacjach benzynowych w naszym kraju.
"Sytuacja na Bliskim Wschodzie doprowadziła do tego, że poza ropą naftową drożeją też tzw. produkty naftowe. Nie tylko ropa jako surowiec, ale też diesel - jako paliwo, czy jet - paliwo lotnicze. Obecnie najbardziej drożeje właśnie diesel, czyli olej napędowy. Ropa naftowa - jako surowiec - to połowa problemu. W Polsce jest tak, że prawie 40 proc. konsumowanego diesla pochodzi właśnie z importu. Kierunki są różne. To np. Stany Zjednoczone, Bliski Wschód, Niemcy. Generalnie - jesteśmy wspólnym rynkiem europejskim.
W skali tygodnia ropa (surowiec) podrożała w hurcie o 18 proc., ale olej napędowy podrożał prawie o 50 proc., a paliwo jet (lotnicze) o prawie 70 proc. Inny problem jest taki, że prawie 20 proc. diesla i blisko połowa paliwa jet importowanego do Europy pochodziła właśnie z tamtego regionu - Bliskiego Wschodu i Zatoki Perskiej. A tankowce stamtąd nie płyną" - tłumaczy w rozmowie z Interią Rafał Zywert.
Dlaczego olej napędowy jest droższy od benzyny?
Ekspert wyjaśnia też, dlaczego skala podwyżek jest dużo wyższa w przypadku oleju napędowego, a mniej zauważalna w przypadku benzyny. Odpowiedź jest stosunkowo prosta - w Polsce blisko 40 proc. konsumowanego oleju napędowego pochodzi z importu. W przypadku benzyn (np. PB95) skala jest mniejsza i wynosi około 20 proc.
"Te paliwa musimy kupić na rynkach międzynarodowych i wtedy nie ma zmiłuj się. Mamy kilku niezależnych operatorów, mamy Orlen, który też importuje. I albo pan godzi się na wyższe ceny, albo pan nie kupuje i nie ma paliwa" - mówi ekspert.
Zywert dodaje też, że chociaż Polska jako państwo może nie importować oleju napędowego z krajów Bliskiego Wschodu, ten właśnie kierunek dotyczy 20 proc. dostaw do Europy jako takiej. A jako kraj importujemy przecież duże ilości diesla np. z Niemiec i innych krajów Starego Kontynentu. Ten trafia do Europy poprzez porty ARA (Amsterdam, Rotterdam, Antwerpia) i często pochodzi właśnie z kierunku objętego konfliktem. Z benzyną jest nieco lepiej, bo Europa - jako region - faktycznie, co do zasady, nie importuje jej z regionu objętego konfliktem.
"W przypadku diesla skokowo rośnie jednak koszt zakupu paliwa na rynkach alternatywnych. Chcąc utrzymać ciągłość importu, czyli mówiąc prościej - by diesla na stacjach nie zabrakło - musimy płacić więcej" - tłumaczy analityk reflex.com.pl.
Zybert zwraca też uwagę, że na wzrost cen wpływają też wyższe koszty transportu - np. związane z ubezpieczeniem frachtu.
Dlaczego paliwo drożeje? Czy stacje oszukują kierowców?
Ekspert rzuca też zupełnie nowe światło na powszechną narrację, w myśl której to właściciele stacji benzynowych wykorzystują okazję, by zarobić jak najwięcej na kierowcach.
"Oni praktycznie nie mają marży. Ceny są ustalane na podstawie cen hurtowych Orlenu i ARAMCO, ale te są zbliżone. Jak spojrzymy na ceny hurtowe Orlenu to w skali tygodnia hurtowa cena diesla wzrosła o 1,37 zł netto. Na stacjach, gdzie mamy ceny brutto, oznaczałoby to wzrost ceny oleju napędowego w skali tygodnia o 1,70 zł. W przypadku benzyny powinno to być 66 groszy na litrze. Czyli o tyle wzrosły też de facto koszty zakupu paliwa przez stacje" - mówi Zywert.
Przypomnijmy - z danych e-petrol.pl wynika, że 25 lutego, jeszcze przed atakiem na Iran, średnia cena benzyny PB95 na polskich stacjach wynosiła 5,74 zł za litr. Dla oleju napędowego było to 5,99 zł za litr. Dla porównania, najnowsze dane reflex.pl mówią, że 5 marca średnio za litr PB9 płaciliśmy w detalu 6,25 zł, a za litr oleju napędowego - 6,99 zł. Oznacza to, że - by zachować marżę sprzed wybuchu konfliktu - benzyna powinna dziś kosztować przynajmniej o 15 groszy, a olej napędowy - aż o 70 groszy więcej niż ma to miejsce w rzeczywistości! Wniosek - Orlen i właściciele stacji benzynowych sprzedają obecnie paliwo ze zdecydowanie niższą marżą niż przed tygodniem, biorąc na siebie dużą część podwyżek na rynkach międzynarodowych.
"To nie jest tak, że stacje teraz dodatkowo zarabiają. I Orlen też nie zarabia. Po prostu paliwo, które musi importować czy Orlen czy inni dostawcy, jest dużo droższe. Przykładowo - ceny diesla importowanego ze do Europy ze Stanów zjednoczonych wzrastają, bo wzrasta popyt" - mówi Zywert.
Skąd różnice w cenach na stacjach. Czego kierowcy nie wiedzą o tankowaniu?
Zywert wyjaśnia też, skąd bierze się tak gigantyczny rozstrzał cen paliw na poszczególnych stacjach. W ostatnich dniach wielu kierowców doświadczyło sytuacji, w których za litr oleju napędowego na jednej stacji płaciliśmy np. po 6,3 zł, na innej 6,8 zł, a na kolejnej - nawet powyżej 7 zł. Okazuje się, że wytłumaczenie dziwnego zjawiska jest stosunkowo proste.
"Sytuacja jest dynamiczna. Orlen podnosi ceny codziennie. Ale są stacje, które kupują paliwo raz dziennie. Są też takie, które kupują paliwo dwa razy dziennie i takie, które kupują paliwo raz na dwa lub trzy dni. I to prowadzi do takiego zróżnicowania cen, jakie mieliśmy w połowie tygodnia, że w tym samym dniu na jednych stacjach olej napędowy kosztował 6,2 zł za litr, a na innych, zatowarowanych po nowych stawkach - już 6,90 zł" - tłumaczy Zywert.
Olej napędowy po 8 zł za litr? Co czeka kierowców w przyszłym tygodniu?
Ekspert prognozuje, że w przyszłym tygodniu średnia cena diesla osiągnie w Polsce 7,55 zł za litr, a najpopularniejszej z benzyn - PB95 - około 6,5 zł za litr. W rzeczywistości skala podwyżek może być nawet większa, bo - jak zastrzega Zywert - w swojej analizie przyjmuje "minimalne marże" stacji paliw, a trudno zakładać, by ich właściciele zamierzali przez dłuższy czas ponosić konsekwencje zawirowań na międzynarodowych rynkach paliw.









