W skrócie
- Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad otrzymała list krytykujący nowy odcinkowy pomiar prędkości na autostradzie A4 w Krakowie między węzłami Łagiewniki i Kraków Wieliczka.
- Autorka pisma twierdzi, że kamery pogarszają bezpieczeństwo. Samochody, które jej zdaniem mogłyby bezpiecznie poruszać się z prędkością powyżej 200 km/h gwałtownie zwalniają przed fragmentem drogi objętym pomiarem.
- Drogowcy odpowiedzieli, że autostrady nie służą do prezentowania możliwości aut, a przestrzeganie limitów przez wszystkich kierowców minimalizuje ryzyko niebezpiecznych sytuacji.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Odcinkowy pomiar prędkości na południowej części obwodnicy Krakowa, w ciągu autostrady A4 jest stosunkowo nowy - Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym informowało o uruchomieniu systemu pod koniec czerwca 2026 roku. Liczący 3,9 km odcinek między węzłami Łagiewniki i Kraków Wieliczka stał się obiektem krytyki autorki listu do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Drogowcy podkreślili, że odpowiedziano już autorce, ale zdecydowano się również upublicznić część korespondencji.
Napisała list do drogowców. Krytykuje odcinkowy pomiar prędkości
Z pisma dowiadujemy się, że autorka, deklarująca, że podróżuje tym odcinkiem nawet kilka razy dziennie, stwierdziła, że jest "przerażona zaistniałą stratą czasu, pieniędzy oraz ekstremalnym spadkiem bezpieczeństwa ruchu drogowego" po pojawieniu się w tym miejscu odcinkowego pomiaru prędkości.
"Codziennym widokiem jest dla mnie widok sportowych (i nie tylko) samochodów, które są zdolne rozwinąć prędkość powyżej 200 km/h, bez stwarzania zagrożenia dla kogokolwiek" - napisała autorka listu. Stwierdziła dodatkowo, że z uwagi na fakt, iż na tym odcinku obie jezdnie mają po trzy pasy, kierowcy mogli "zaprezentować możliwości swoich pojazdów". Według niej "niemalże pewność" otrzymania mandatu za jazdę powyżej ograniczeń prędkości doprowadzi do przeniesienia się tych kierowców w inne miejsca.
Dodała również, że pojawienie się w tym miejscu odcinkowego pomiaru prędkości sprawia, że kierowcy jadący znacznie szybciej gwałtownie zwalniają przy znakach informujących o kamerach. "Drogi szybkiego ruchu miały z założenia ułatwiać życie i upłynniać ruch drogowy - nie odwrotnie" - kwituje autorka listu.
"Nie po to budujemy te drogi" - drogowcy odpowiadają
W odpowiedzi na list przedstawiciele Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad podkreślili, że droga szybkiego ruchu nie jest miejscem do prezentowania możliwości swojego samochodu. "Autostrada to nie wybieg, na którym pokazujemy, czym jeździmy. Nie po to budujemy te drogi" - zaznaczono. Przypomniano również, że autostrada to droga publiczna, co oznacza, że tego typu trasy budowano nie tylko do właścicieli sportowych aut, ale także dla innych kierowców.
I choć poruszają się różnymi samochodami, które różnie reagują na określone manewry, to wszystkich obowiązują te same przepisy, w tym również ograniczenie prędkości. Zaznaczono, że w sytuacji, gdy wszyscy się do nich stosują "nikt nie jest na drodze zaskoczony dziwnym zachowaniem innych kierowców". Oznacza to, że np. przygotowując się do wyprzedzania nikt nie zobaczy nagle w lewym lusterku auta pędzącego ponad 200 km/h. Przedstawiciele GDDKiA podkreślili, że tacy kierowcy nie sprawdzają możliwości swoich samochodów, ale stwarzają zagrożenie dla siebie i innych zmotoryzowanych.










