W skrócie
- W 2025 roku europejscy dostawcy motoryzacyjni zapowiedzieli likwidację 50 tys. stanowisk, tworząc w tym samym czasie tylko 7 tys. nowych miejsc pracy.
- Niemiecka branża motoryzacyjna zanotowała w czerwcu 2026 roku najniższy poziom zatrudnienia od 2005 roku, spadając do poziomu 691,5 tys. pracowników.
- Koncerny takie jak Volkswagen, Porsche czy BMW ogłosiły plany redukcji etatów, wskazując na rosnące koszty prowadzenia działalności oraz słabszy popyt.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Samochody elektryczne i rozwój oprogramowania miały przynieść motoryzacji nowe miejsca pracy. Takie stanowiska rzeczywiście powstają, ale zbyt wolno, aby zastąpić te likwidowane w fabrykach samochodów i części. Najnowsze dane pokazują, że bilans tej zmiany jest zdecydowanie ujemny.
Jak opisuje "Automotive News Europe", tylko w 2025 roku europejscy dostawcy zapowiedzieli redukcję 50 tys. stanowisk. W tym samym czasie ogłosili utworzenie 7 tys. nowych. Jeszcze większe wrażenie robi zestawienie dwóch ostatnich lat.
Dostawcy zapowiedzieli redukcję 104 tys. stanowisk
Według Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Części Motoryzacyjnych CLEPA w 2024 i 2025 roku plany redukcji zatrudnienia objęły łącznie 104 tys. miejsc pracy. Organizacja reprezentuje sektor zatrudniający w Unii Europejskiej około 1,7 mln osób.
Nie oznacza to, że wszystkie te stanowiska już zlikwidowano. Część programów rozpisano na kilka kolejnych lat. Obejmują one zwolnienia, dobrowolne odejścia, wcześniejsze emerytury i nieprzedłużanie umów. Skala ogłoszonych zmian pokazuje jednak, w którą stronę zmierza branża.
CLEPA ocenia, że dotychczasowe prognozy zbyt wolno uwzględniały pogorszenie sytuacji. Jeśli obecne warunki się utrzymają, do 2030 roku zagrożonych może być nawet 350 tys. miejsc pracy u europejskich dostawców. Powodem są nie tylko zmiany napędów, lecz także słabszy popyt, presja na obniżanie cen oraz rosnące koszty produkcji.
Zatrudnienie w motoryzacji najniższe od 2005 roku
Najświeższe dane pochodzą z Niemiec, czyli największego ośrodka produkcji samochodów w Europie. W czerwcu 2026 roku tamtejsza motoryzacja zatrudniała 691,5 tys. osób. To najmniej od 2005 roku.
W ciągu dwunastu miesięcy liczba pracowników zmniejszyła się o 42,3 tys., czyli o 5,8 proc. U producentów samochodów spadek wyniósł 6,1 proc., natomiast w firmach wytwarzających części i akcesoria sięgnął 7,6 proc. Żadna inna duża gałąź niemieckiego przemysłu nie traciła w tym czasie pracowników równie szybko.
Firmy produkują obecnie zbliżoną liczbę samochodów jak przed rokiem, ale potrzebują do tego wyraźnie mniej osób. Przedstawiciele niemieckiego stowarzyszenia VDA wskazują, że dawniej wysokie płace i koszty prowadzenia działalności równoważyła większa wydajność. Ich zdaniem ta przewaga zanika, m.in. przez drożejącą energię i rosnące obciążenia przedsiębiorstw.
Volkswagen, Porsche i BMW tną zatrudnienie
Statystyki zaczynają już odzwierciedlać decyzje największych koncernów. Volkswagen we wrześniu zatwierdził redukcję kolejnych 50 tys. stanowisk, otwiera się w nowym oknie, zwiększając cały plan do około 100 tys. Grupa przyznaje, że jej niemieckie fabryki mają moce pozwalające produkować o 500 tys. samochodów rocznie więcej, niż obecnie potrzeba.
Porsche planuje zmniejszenie zatrudnienia w Niemczech łącznie o 8,9 tys. osób, otwiera się w nowym oknie. Kolejne 5 tys. stanowisk ma zniknąć głównie w wyniku naturalnych odejść, wcześniejszych emerytur i dobrowolnych porozumień. Jednocześnie firma przedłużyła ochronę przed przymusowymi zwolnieniami w głównych niemieckich zakładach do 2035 roku.
BMW zamierza natomiast zredukować do 8 tys., otwiera się w nowym oknie miejsc pracy w Niemczech do końca 2027 roku. Także w tym przypadku podstawą mają być dobrowolne odejścia. Wcześniej Volvo Cars zapowiedziało likwidację 3 tys. stanowisk biurowych na świecie, a Jaguar Land Rover ogłosił plan obejmujący 4 tys. pracowników, otwiera się w nowym oknie, głównie w Wielkiej Brytanii. Skutki spowolnienia są widoczne także w Polsce. Firmy motoryzacyjne tracą zamówienia i coraz częściej szukają zleceń w innych sektorach, w tym w przemyśle zbrojeniowym, otwiera się w nowym oknie.
Elektromobilność nie tworzy wystarczającej liczby etatów
Firmy nadal szukają inżynierów, programistów i specjalistów od elektroniki. Problem polega na tym, że liczba takich ofert nie równoważy redukcji w tradycyjnej produkcji. Fabryki części silnikowych, skrzyń biegów czy układów wydechowych zatrudniają tysiące osób i nie mogą z dnia na dzień przestawić się na baterie lub oprogramowanie.
Do tego nowe inwestycje nie muszą trafiać do tych samych krajów, w których znikają stare miejsca pracy. ACEA, europejskie stowarzyszenie producentów samochodów, ostrzega, że firmy coraz częściej wybierają regiony oferujące niższe ceny energii, bardziej przyjazne przepisy i tańszą produkcję. Wraz z zakładami poza Europę mogą przenosić się również stanowiska związane z nowymi technologiami.
Sytuację pogarsza niższa produkcja samochodów. CLEPA szacuje, że w 2025 roku fabryki w Unii Europejskiej zbudowały o około 3,1 mln aut mniej niż w 2019 roku. Różnica wyniosła około 20 proc., a od 2026 roku organizacja nie spodziewa się wyraźnego wzrostu.
Do 2035 roku mogą zniknąć kolejne tysiące miejsc pracy
VDA przewiduje, że do 2035 roku niemiecka motoryzacja może stracić kolejne 125 tys. pracowników, otwiera się w nowym oknie. Od 2019 roku zatrudnienie zmniejszyło się już o około 100 tys. osób. Gdyby prognoza się sprawdziła, liczba miejsc pracy byłaby niższa od poziomu sprzed pandemii łącznie o 225 tys.
To scenariusz przygotowany przez organizację reprezentującą przemysł, a nie przesądzony wynik. Bieżące dane nie dają jednak podstaw do optymizmu. Nowe stanowiska powstają, lecz na razie na każde z nich przypada ponad siedem objętych planami redukcji.












