Mają 200 tys. ładowarek. Obłożenie wynosi zaledwie 12 proc.
Niektórym może się wydawać, że infrastruktura ładowania jest niewystarczająca, zwłaszcza w Polsce, gdzie wciąż zdarzają się miejsca, w których na ładowanie trzeba czekać lub po prostu brakuje punktów ładowania. Tymczasem najnowsze dane z Niemiec pokazują coś zupełnie innego - publicznych punktów ładowania jest już tam tak dużo, że większość z nich przez większą część dnia stoi nieużywana.

W skrócie
- Według raportu średnie obłożenie publicznych ładowarek w Niemczech w 2025 roku wyniosło około 12 procent.
- Na koniec 2025 roku w Niemczech działało około 200 tys. publicznych punktów ładowania o łącznej mocy przekraczającej 9 gigawatów.
- Sieć ładowania rozbudowuje się szybciej niż rośnie liczba samochodów elektrycznych, co powoduje rosnącą dysproporcję między podażą a popytem.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Według raportu Federalnego Związku Energetyki i Gospodarki Wodnej średnie obłożenie publicznych punktów ładowania w Niemczech wyniosło w 2025 roku około 12 procent. Oznacza to, że w dowolnym momencie dnia niemal dziewięć na dziesięć ładowarek nie obsługuje żadnego samochodu.
200 tysięcy ładowarek i dziewięć gigawatów mocy
Na koniec 2025 roku w Niemczech funkcjonowało około 200 tys. publicznych punktów ładowania o łącznej zainstalowanej mocy przekraczającej 9 gigawatów. To wynik, który nie tylko spełnia europejskie wymogi dotyczące infrastruktury ładowania, ale je wyraźnie przekracza.
Niskie obłożenie nie jest zjawiskiem nowym. Już w 2025 roku analizy przeprowadzone przez Automobilwoche we współpracy z serwisem danych Elvah wskazywały, że znaczna część ładowarek, szczególnie szybkich, bywa użytkowana sporadycznie lub nie jest używana w ogóle. W przypadku niektórych szybkich ładowarek obłożenie spadało do wartości jednocyfrowych.
Infrastruktura rośnie szybciej niż liczba elektryków
Związek wskazuje, że sieć ładowania rozbudowuje się znacznie szybciej niż przybywa samochodów elektrycznych. Liczba punktów ładowania rośnie, podczas gdy sprzedaż nowych elektryków rozwija się wolniej niż zakładano kilka lat temu. Efektem jest rosnąca przepaść między podażą a popytem.
Dla operatorów sieci ładowania ta dysproporcja to poważny kłopot. Budowa szybkich ładowarek wymaga wysokich nakładów inwestycyjnych, a przychody przy niskim obłożeniu są proporcjonalnie ograniczone. Analitycy branżowi spodziewają się konsolidacji rynku, w której przetrwają głównie najwięksi operatorzy.
Związek interpretuje obecną sytuację jako strategiczny moment wyprzedzający rozwój infrastruktury, który ma zapobiec przyszłym zatorom w momencie, gdy liczba elektryków na drogach zacznie rosnąć szybciej. Jeśli popyt pozostanie na obecnym poziomie wzrostu, część wybudowanej infrastruktury może okazać się inwestycją, która nigdy nie przyniesie zysku.










