Spis treści:
- Wypadek na trasie Łazienkowskiej. Dlaczego sąd zdecydował się na tak surowy wyrok?
- Ekspert: zachowanie po wypadku miało duże znaczenie
- Pierwszy tak surowy wyrok po zmianie przepisów
- Wypadek na Trasie Łazienkowskiej. Jechał 226 km/h i nagrywał telefonem
Sąd w Warszawie skazał w czwartek Łukasza Żaka na 20 lat pozbawienia wolności. To najwyższa kara przewidziana za tego rodzaju przestępstwo po zmianach w prawie karnym, wcześniej za spowodowanie śmiertelnego wypadku pod wpływem alkoholu groziło maksymalnie 12 lat więzienia.
Żaden inny kierowca nie został jeszcze skazany na 20 lat pozbawienia wolności. Dodatkowo sędzia orzekł, że skazany będzie mógł ubiegać się o warunkowe zwolnienie dopiero po odbyciu 15 lat kary.
Sąd orzekł również dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów. Dodatkowo Żak ma wpłacić 10 tys. zł na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Zasądzono także 900 tys. zł zadośćuczynienia dla rodziny mężczyzny, który zginął w wypadku, oraz 150 tys. zł dla Pauliny K., pasażerki Volkswagena. Łączna kwota, jaką będzie miał do zapłaty Żak to milion i sześćdziesiąt tysięcy zł.
Wypadek na trasie Łazienkowskiej. Dlaczego sąd zdecydował się na tak surowy wyrok?
Były policjant i ekspert ds. ruchu drogowego Wojciech Pasieczny podkreślił w rozmowie z PAP, że sąd oceniał całokształt zachowania oskarżonego.
To jest maksymalny wyrok, jaki mógł zapaść za tego typu przestępstwo. Sąd, rozpatrując sprawę, wziął pod uwagę całokształt zachowania oskarżonego – zarówno przed wypadkiem, jak i po nim
Jak zaznaczył, znaczenie miało to, że Żak prowadził samochód mimo obowiązującego zakazu prowadzenia pojazdów, który wcześniej również łamał. W chwili wypadku był nietrzeźwy, znacznie przekroczył dozwoloną prędkość, nie udzielił pomocy poszkodowanym i uciekł z Polski.
Pasieczny zwrócił uwagę, że sąd uwzględnił także zachowanie oskarżonego po wypadku i zatrzymaniu.

- Sąd uwzględnił również to, jak zachowywał się po wypadku i później w areszcie. Wszystkie te okoliczności złożyły się na tak surowy wyrok - ocenił.
Ekspert: zachowanie po wypadku miało duże znaczenie
Według Wojciecha Pasiecznego, jednym z najbardziej bulwersujących elementów sprawy było zachowanie osób podróżujących z Łukaszem Żakiem.
Ekspert przypomniał, że wraz z kolegami mieli uniemożliwiać świadkom udzielenie pomocy rannej kobiecie znajdującej się w Volkswagenie Arteonie, którego prowadził Żak.
- Pojawiły się nawet sugestie, iż chcieli, aby zmarła, bo wtedy można by było zwalić na nią winę - powiedział Pasieczny.
Jak dodał, również podczas pobytu w areszcie Żak miał zachowywać się agresywnie wobec funkcjonariuszy Służby Więziennej. Według eksperta był wielokrotnie karany dyscyplinarnie, między innymi za posiadanie nielegalnego telefonu komórkowego.
Zwrócono także uwagę na jego postawę podczas rozpraw sądowych, określaną jako lekceważącą, arogancką i pozbawioną skruchy. Sędzia prowadzący sprawę uznał to za przejaw głębokiej demoralizacji.
Pierwszy tak surowy wyrok po zmianie przepisów
Pasieczny zaznaczył, że jest to pierwszy tak wysoki wyrok za spowodowanie śmiertelnego wypadku drogowego wydany po nowelizacji przepisów karnych.
Przed zmianą prawa maksymalna kara wynosiła 12 lat więzienia. Dopiero nowe regulacje umożliwiły orzekanie kary do 20 lat pozbawienia wolności.
Wyrok warszawskiego sądu nie jest jednak prawomocny, a adwokat Żaka już zapowiedziała apelację. Ekspert podkreśla, że nie można przesądzać, czy wyrok zostanie utrzymany przez sąd drugiej instancji.
- Wyroki są nieprzewidywalne. Liczę jednak na to, że sąd drugiej instancji utrzyma ten wyrok w mocy - powiedział.
Zapytany o możliwy efekt odstraszający, ocenił, że część kierowców potraktuje tę sprawę jako przestrogę, ale nie wszyscy zmienią swoje zachowanie na drodze.
Wypadek na Trasie Łazienkowskiej. Jechał 226 km/h i nagrywał telefonem
Do tragedii doszło 15 września 2024 roku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. W zderzeniu Volkswagena i Forda zginął 37-letni pasażer drugiego samochodu. Do szpitala trafiły jego 37-letnia żona oraz ich dzieci w wieku czterech i ośmiu lat. Hospitalizowana została również Paulina K., która podróżowała Volkswagenem.
Po wypadku na miejsce przyjechali znajomi Łukasza Żaka i pomogli mu uciec. Ostatecznie mężćzyzna został zatrzymany w niemieckiej Lubece na podstawie europejskiego nakazu aresztowania.
Z opinii biegłych wynika, że w chwili wypadku był pijany i trzymał w ręku telefon komórkowy, którym nagrywał swoją jazdę. Według ustaleń miał poruszać się z prędkością 226 km/h, mimo że na Trasie Łazienkowskiej obowiązuje ograniczenie do 80 km/h.
Łukasz Żak odpowiadał między innymi za spowodowanie śmiertelnego wypadku, kierowanie samochodem w stanie nietrzeźwości, przekroczenie prędkości, niedostosowanie jej do warunków drogowych oraz prowadzenie pojazdu mimo aktywnego zakazu.
Do winy przyznał się jedynie w zakresie kierowania Volkswagenem i przekroczenia prędkości.













