W skrócie
- Poseł Łukasz Mejza stracił prawo jazdy decyzją urzędową, mimo prób unikania odbioru korespondencji, co oficjalnie potwierdziło Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.
- Aby odzyskać uprawnienia, polityk musi przejść badania oraz zdać egzamin teoretyczny i praktyczny, mając tylko jedno podejście do każdego z nich bez możliwości powtórki.
- Łukasz Mejza zgromadził łącznie 225 punktów karnych, między innymi za jazdę z prędkością około 200 km/h na drodze ekspresowej S3, gdzie limit wynosił 120 km/h.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
By odzyskać prawo jazdy Łukasz Mejza będzie musiał przejść badania i zdać egzamin na prawo jazdy - zarówno teoretyczny, jak i praktyczny, przy czym będzie miał tylko jedno podejście do każdego.
Zgodnie z procedurami, w przypadku gdy nie zda jednego z egzaminów, będzie musiał przystąpić ponownie do kursu, w tym odbyć jazdy samochodem z "eLką" na dachu. Dopiero wtedy poseł będzie mógł po raz kolejny podejść do egzaminu i wówczas będą go obowiązywały takie same zasady, jak każdego innego kandydata na kierowcę - tzn. będzie mógł próbować zdawać do skutku.
W środę zatrzymanie prawa jazdy Łukasza Mejzy potwierdziła dziennikarzowi RMF Karolina Gałecka z MSWiA.
- Zgodnie z decyzją wydaną przez prezydenta miasta Zielonej Góry, poseł Mejza nie ma aktywnego prawa jazdy od 31 sierpnia. Decyzja została wydana po zakończonym postępowaniu - dodała Gałecka.
Obecnie na koncie posła są 63 punkty karne. - Niektóre wykroczenia toczą się jednak w sądzie w dalszym ciągu, dlatego po ich prawomocnym rozstrzygnięciu kolejne punkty trafią na konto pana posła - powiedziała RMF Gałecka.
Łukasz Mejza uzbierał 225 punktów karnych
W październiku 2025 r. Łukasz Mejza został zatrzymany na drodze ekspresowej S3 w okolicach Polkowic, gdzie niemal dwukrotnie przekroczył dozwoloną prędkość - przy ograniczeniu do 120 km/h poseł jechał ok. 200 km/h. Policja chciała nałożyć na niego mandat, ale poseł z uwagi na pełnioną funkcję wykorzystał swój immunitet.
Sprawa szybko nabrała rozgłosu. Polityk tłumaczył się pośpiechem na samolot i zapowiedział, że zrzecze się immunitetu i zapłaci mandat.
Procedury okazały się jednak skomplikowane. Wyszło na jaw, że Mejza nie może samodzielnie powiadomić marszałka Sejmu o zrzeczeniu się immunitetu, zanim wniosek policji w tej sprawie za pośrednictwem prokuratora generalnego nie wpłynie do samego marszałka.
Szybko okazało się też, że przekroczenie prędkości na S3 nie było jednorazowym wybrykiem posła. Na światło dzienne wypływały kolejne wykroczenia drogowe Mejzy. W maju 2026 r. policzono, że w sumie miał uzbierać nawet 225 punktów karnych.
Formalnie nie zapadały jednak decyzje o ukaraniu, ponieważ polityk nie odbierał korespondencji kierowanej przez GITD, co blokowało dalsze procedury.
Ostatecznie okazało się jednak, że wybranego z list Prawa i Sprawiedliwości posła sprawiedliwość dosięgła i odpowiedział za łamanie prawa.












