W skrócie
- Lexus wyprzedaje ostatnie egzemplarze siódmej generacji modelu ES w wersji Final Edition za 199 900 zł, co oznacza obniżkę ceny o ponad 71 tys. zł względem katalogu.
- Dzięki hybrydowemu układowi z rekuperacją, ponad 85 proc. sprawdzanych modeli Lexus ES pokonało ponad 100 tys. km na fabrycznym komplecie klocków hamulcowych.
- Nowa ósma generacja Lexusa ES jest większa od poprzednika i debiutuje z nowym napędem hybrydowym, elektrycznym oraz opcjonalnym napędem na cztery koła.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Lexus ES jest oferowany na rynku nieprzerwanie od 1989 roku, czyli od narodzin marki Lexus. To jedna z najdłużej produkowanych japońskich limuzyn w historii. Osiem generacji w 37 lat potwierdza ewolucję idei, w której dominującą rolę odgrywa komfort.
Przez większość tej drogi ES był technicznie spokrewniony z Toyotą Camry. Najnowsza odsłona (8. generacja) domyka tę historię w symboliczny sposób. Po wycofaniu z Europy flagowego modelu LS to właśnie ES przejmuje rolę reprezentacyjnej limuzyny marki. Auto, które zaczynało jako alternatywa, kończy jako okręt flagowy.
Lexus ES i wymiana klocków po 100 tys. km. Jak to możliwe?
Siódma generacja Lexusa ES, która właśnie wyjeżdża z salonów, została doceniona przez Niemców. Samochód zdobył tytuł najlepszego auta w kategorii importowej w plebiscycie Firmenwagen Awards 2025, organizowanym przez magazyn "Auto Bild". To jedno z najbardziej liczących się flotowych zestawień w Europie.
Jak wynika z danych dostarczonych przez producenta, ponad 85 proc. serwisowanych ES-ów przejechało ponad 100 tys. km na fabrycznych klockach hamulcowych, a prawie co piąty dociągnął na pierwszym komplecie do 150 tys. km. To zasługa hybrydowego napędu, który podczas pracy często wykorzystuje hamowanie rekuperacyjne, co powoduje, że układ hamulcowy interweniuje rzadko.

Final Edition za 199 900 zł. Kto się spóźni, ten nie kupi
Promocyjne egzemplarze Lexusa ES siódmej generacji w pożegnalnej cenie to auta z rocznika 2025. Są dostępne od ręki u dealerów japońskiej marki. Wersja Final Edition za 199 900 zł ma w standardzie elektrycznie regulowane i podgrzewane fotele z tapicerką Tahara, 12-calowy ekran dotykowy z asystentem głosowym Lexus Concierge, aktywny tempomat i elektryczny szyberdach.
Dotychczasowa cena katalogowa tej wersji wynosiła 271 000 zł. Przecena o ponad 71 tys. zł sprowadza tego prawie pięciometrowego sedana do poziomu cen jakie spotykamy u niemieckiej konkurencji, ale segment niżej (Audi A4, BMW Serii 3 i Mercedesa Klasy C).
Stary ES kontra nowy. Następca flagowego LS
Do polskich salonów wjeżdża właśnie nowy Lexus ES. Limuzyna jest jeszcze większa - mierzy 5140 mm długości, czyli o 165 mm więcej niż poprzednik. Szerokość wzrosła do 1920 mm, wysokość do 1555 mm, a rozstaw osi o 80 mm, do 2950 mm. W praktyce ES wyszedł ponad swoją klasę. Najdłuższe dotąd w segmencie BMW serii 5 jest od niego krótsze o około 8 cm.
Pod maskę trafił nowy napęd hybrydowy szóstej generacji, a po raz pierwszy w Europie Lexus ES dostał napęd na cztery koła. To jednak nie koniec nowości, bowiem w ofercie tuż obok wersji hybrydowej wchodzi napęd elektryczny. Trudno w tym przypadku mówić o ewolucji. To zupełnie nowe auto, które z poprzednikiem łączy głównie nazwa.

Zmiany w Lexusie ES. Komfort priorytetem
Przez lata ES specjalizował się w izolowaniu kierowcy i pasażerów od tego, co dzieje się na drodze. Auto, które słynęło z absorbowania nierówności, teraz potrafi też reagować na polecenia kierowcy bardziej precyzyjnie niż poprzednik. Do tego bez kompromisu w kwestii komfortu.
Z przodu pracują kolumny MacPhersona, z tyłu pojawiło się zmienione zawieszenie wielowahaczowe. Do tego wszystkiego zmodernizowany silnik spalinowy o pojemności 2,5 litra zyskał sztywniejszą konstrukcję, co ograniczyło wibracje.
Lexus ES z hybrydą lub elektryczny. I to z napędem na cztery koła
Największa zmiana zaszła jednak pod podłogą. Ósma generacja jako pierwsza w historii modelu dostępna będzie z napędem elektrycznym, w dwóch wariantach. Wersja ES 350e ma 224 KM i napęd na przód. Auto jest dostępne w polskich salonach od 329 900 zł.
Wariant ES 500e dysponuje mocą maksymalną 343 KM i napędem na cztery koła DIRECT4, który rozdziela moment między osie w ułamkach sekundy. To najmocniejszy ES w dziejach marki. Setkę osiąga w 5,5 s, a ładowanie prądem stałym (DC) z mocą do 150 kW pozwala uzupełnić baterię od 10 do 80 proc. w około pół godziny. Topowa wersja kosztuje od 354 900 zł.

Minimalistyczne wnętrze. Fizyczne przyciski zostają
W kabinie dominuje 14-calowy ekran dotykowy zintegrowany z 12,3-calowym wirtualnym kokpitem i aplikacją Lexus Link+. Lexus nie powtórzył jednak błędu części konkurencji i nie schował wszystkiego w menu. Zostały fizyczne pokrętła temperatury oraz Hidden Switches, czyli przyciski wtopione w deskę rozdzielczą. Podświetlają się po uruchomieniu auta, ale mają realny skok pod palcem, więc obsługa nie wymaga odrywania wzroku od drogi. Na liście opcji znajdziemy system audio Mark Levinson z 17 głośnikami.
Polacy kochają Lexusa ES. Co trzeci nad Wisłą
Mało kto o tym wie, ale 30 proc. Lexusów ES sprzedawanych w Europie trafia do Polski. Druga w kolejności Wielka Brytania odpowiada za nieco ponad 20 proc. wolumenu. Japoński model jest pełnoprawnym graczem flotowego mainstreamu premium nad Wisłą.
Mocną stroną jest na pewno dobrze rozwinięta sieć serwisowa oraz wysoka wartość rezydualna, która w tym segmencie rynku ma ogromne znaczenie. Jest to proces wypracowany przez lata. Plany Lexusa są bardzo ambitne. W tym roku Japończycy chcą zdobyć w Polsce 25 proc. udziału w segmencie.










