W skrócie
- Stanowski stracił prawo jazdy na trzy miesiące za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym, gdzie jechał 110 km/h zamiast dozwolonych 50 km/h.
- Założyciel Kanału Zero postuluje, aby wysokość mandatów zależała od zarobków kierowcy, argumentując, że obecne kary nie są dla wszystkich wystarczająco dotkliwe.
- Wątpliwości wokół elektrycznego roweru Stanowskiego zostały rozwiane przez właściciela, który wyjaśnił, że pojazd ma moc 250 W i wspomaga pedałowanie do 25 km/h.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Nagranie Krzysztofa Stanowskiego zaczyna się od przypomnienia okoliczności, w jakich stracił prawo jazdy. Kiedy jechał w niedzielę w stronę Wąchocka, przejeżdżał przez "małą pustą miejscowość" i gdy zbliżał się do jej końca, zobaczył "długą, prostą drogę z górki". Uznał, że jest to "świetne miejsce, żeby depnąć". Teraz przyznaje, że oczywiście nie było to takie miejsce, a skoro "znikąd" wybiegł policjant, to równie dobrze na drodze nagle mógł pojawić się jakiś pieszy lub rowerzysta.
Krzysztof Stanowski przyznaje się do częstego przekraczania prędkości na autostradzie
Stanowski odniósł się też do zarzutów osób, które zarzucają mu hipokryzję, przypominając inne jego nagranie, kiedy piętnował piratów drogowych, nazywając ich między innymi "debilami". Stwierdził, że podtrzymuje te słowa, tyle tylko, że obecnie ta ostra krytyka odnosi się także do niego samego.
Jednocześnie jednak przyznaje się, że często nie przestrzega ograniczeń prędkości na autostradach. Swoją prędkość przelotową na takich drogach określił na "raczej 160 niż 140 km/h".
Stanowski: "Dobrze, że zatrzymali mi prawo jazdy"
W nagraniu Krzysztof Stanowski chwali także profesjonalne i miłe zachowanie policjanta, który go zatrzymał, a także stwierdza, że dobrze się stało, iż stracił prawo jazdy. Nigdy wcześniej bowiem nie miał zatrzymanych uprawnień, a w ciągu 26 lat za kierownicą nie spowodował nawet kolizji.
Jego zdaniem taki staż bez żadnych zdarzeń drogowych oraz poważniejszych sankcji, może budować u kierowcy przesadną pewność siebie. Zatrzymanie prawa jazdy na trzy miesiące traktuje więc, jak jasny sygnał, że u niego pojawił się ten problem, więc musi zrewidować swoje spojrzenie na własne zachowanie za kierownicą i je zmienić.
Zdaniem Stanowskiego wysokość mandatów powinna zależeć od zarobków
Później Stanowski wyjaśnia, jak jego zdaniem powinno się sprawić, żeby kierowcy (w tym on) przestali łamać przepisy. Po pierwsze uważa, że nie powinno się ustawiać znaków przed fotoradarami i odcinkowymi pomiarami prędkości. Gdyby kierujący mieli poczucie, że w każdej chwili mogą być kontrolowani, zawsze jeździliby przepisowo.
Pomysł na swój sposób ciekawy, ale należy pamiętać, że w Polsce obecnie mamy jedynie 731 urządzeń automatycznie rejestrujących wykroczenia (fotoradarów, odcinkowych pomiarów prędkości oraz systemów Red Light). Wielu kierowców mogłoby więc stwierdzić, że statystycznie ryzyko otrzymania mandatu nie jest duże i nadal łamać przepisy. Zaś ideą ustawiania znaków przed fotoradarami nie jest ochrona kierujących przed ewentualną grzywną, ale zmuszenie ich do przestrzegania ograniczenia prędkości w miejscu, gdzie jego łamanie byłoby szczególnie niebezpieczne. Zaś poczucie stałego bycia pod potencjalną kontrolą, mają w kierowcach wzbudzać policjanci z radarami oraz nieoznakowane radiowozy z wideorejestratorami (o czym Krzysztof Stanowski sam się właśnie przekonał).
Drugi z postulatów Stanowskiego to uzależnienie wysokości mandatów od zarobków. Przyznaje on, że mandat w wysokości 3000 zł nie zrobił na nim żadnego wrażenia. Co innego, gdyby musiał zapłacić 100 lub 200 tys. zł. Taki system działa między innymi w Finlandii i pisaliśmy jakiś czas temu o przypadku tamtejszego milionera, który przekroczył prędkość o 30 km/h i musiał zapłacić w przeliczeniu około pół miliona złotych. Z kolei w Szwajcarii pewien kierowca Ferrari Testarosa za jazdę 137 km/h na ograniczeniu do 80 km/h, dostał mandat na około 820 tys. zł.
Krzysztof Stanowski wpadnie nowe kłopoty przez swój rower?
Kiedy do mediów trafiła informacja, że Krzysztof Stanowski stracił prawo jazdy na trzy miesiące, ten zareagował wrzuceniem zdjęcia z rowerem, który ma być teraz jego środkiem transportu. Zażartował nawet, że zmienił Range Rovera na rower. Szybko jednak pojawiły się głosy, że jeżdżąc tym jednośladem, założyciel Kanału Zero może wpakować się w kolejne kłopoty.
Zdaniem części komentatorów, ten model roweru ma silnik o mocy 750 W i może rozpędzać się do 45 km/h. Z punktu widzenia polskiego prawa taki pojazd jest już motorowerem. Stanowski co prawda mógłby nim jeździć pomimo zatrzymanego prawa jazdy, ponieważ jak każda osoba, która skończyła 18 lat przed 19 stycznia 2013 roku, może prowadzić motorowery nie posiadając żadnych uprawnień. Problem w tym, że motorower trzeba zarejestrować, ubezpieczyć i musi on uzyskać dopuszczenie do ruchu. Poruszanie się takim rowerem groziłoby więc mandatem na przynajmniej 1500 zł (za kierowanie pojazdem niedopuszczonym do ruchu) oraz karą w wysokości 1600 zł za brak OC.
Stanowski wyjaśnił jednak, że posiadany przez niego model ma moc tylko 250 W, co widoczne jest na tabliczce znamionowej. Jest to więc typowy rower elektryczny, który jedynie wspomaga rowerzystę podczas pedałowania i robi to tylko do prędkości 25 km/h.












