Rynek od lat zna pigułki do wlewu paliwa, magnesy na przewodzie paliwowym czy dodatki do oleju, które rzekomo obniżają zużycie i emisję. Pojawiają się ze wzmożoną siłą zawsze wtedy, gdy paliwo drożeje. Żaden z produktów, jakie niemiecki automobilklub badał przez lata, nie spełnił obietnicy - w najlepszym razie nie powodował wyższego spalania ani szkód w silniku.
Ile kosztują wtyczki, które mają oszczędzać paliwo?
Wtyczki wpina się po prostu w gniazdo OBD, czyli złącze diagnostyczne w okolicach nóg kierowcy. Producenci deklarują spektakularne efekty. Urządzenie o nazwie Syngas reklamowano jako zdolne obniżyć zużycie paliwa nawet o 55 proc., i to przy cenie mniej więcej od 38 do 170 zł. Wcześniejszy model tego typu, ecoOBD2 firmy Ecomac, dostępny był w niebieskiej wersji dla diesli i zielonej dla silnik benzynowych, a obiecywał oszczędność do 15 proc. Gdyby to była prawda, wydatek zwróciłby się błyskawicznie.
Co pokazał test wtyczek ecoOBD2 i Syngas?
Pierwsze urządzenie ADAC zbadał w 2024 roku wspólnie z redakcją pisma komputerowego "c't". Rezultat okazał się zdumiewający - specjaliści od elektroniki nie wykryli żadnej komunikacji przez gniazdo diagnostyczne. Po prostu nie istniały sygnały, które mogłyby w jakikolwiek sposób wpływać na zużycie paliwa. Żeby wtyczka mogła działać, przynajmniej dwa jej styki musiałyby łączyć się z magistralą CAN samochodu. Tak jednak nie było - urządzenie nie miało z nią żadnego połączenia elektrycznego.
W 2026 roku automobilklub zamówił kolejną wtyczkę, tym razem SynGas OBD Fuel Saver, reklamowaną właśnie oszczędnością sięgającą 55 proc. Niespodzianka była podwójna. Dostarczono urządzenie wyglądające identycznie jak to sprzed dwóch lat, a na obudowie nie widniała wcale nazwa "Syngas" z reklamy, lecz dobrze znane oznaczenie ecoOBD2. I znów w czasie testu migały tylko diody, natomiast nie było żadnego śladu komunikacji z gniazdem diagnostycznym.
Co naprawdę kryje się w środku wtyczki?
W środku znalazły się jedynie przetwornica napięcia, trzy diody LED oraz potrzebne do ich obsługi tranzystory, rezystory i kondensatory, do tego przycisk i układ scalony, w którym część styków w ogóle nie była przylutowana. Dwa styki służyły zasilaniu, jeden przyciskowi, trzy diodom. W wersji Syngas na łączność z autem miały wpływ tylko 3 z 16 styków - i to wyłącznie po to, by migały trzy diody. Styki odpowiedzialne za transmisję danych nieprzylutowane.
Florian Hördegen z centrum technicznego ADAC nie był wynikiem zaskoczony. Jak tłumaczy, gdyby obiecywany efekt był w ogóle osiągalny, producenci aut montowaliby takie rozwiązania seryjnie, bo dawałyby im decydującą przewagę nad konkurencją. W tak małej wtyczce OBD nie sposób zmieścić rozwiązań, która zapewniałaby tak znaczną oszczędność - to zdaniem eksperta całkowicie nierealne. Naukowo brzmiące uzasadnienia, w rodzaju "elektrostatycznego ładowania dwubiegunowych cząsteczek węglowodorów", po prostu nie mają pokrycia.
Skąd zatem biorą się relacje osób, którym "zadziałało"? Częściowo z efektu placebo. Kto zamontował taki gadżet w oczekiwaniu niższego spalania, często podświadomie jeździ spokojniej, a więc oszczędniej. Do tego dochodzi fakt, że domowe oszczędności nikt nie mierzy w porównywalnych warunkach.
Jak naprawdę można oszczędzić paliwo?
Zamiast wyrzucać pieniądze na cudowne wtyczki, warto popracować nad stylem jazdy. Jak radzi Florian Hördegen, skutecznie oszczędza się paliwo przewidującą jazdą, bo cudownych środków na paliwo po prostu nie ma.
Pomagają też regularna kontrola ciśnienia w oponach, terminowe wymiany filtrów i oleju oraz pozbycie się zbędnego balastu z auta. Przy dodatkach do paliwa i oleju ostrożność jest wskazana - bezpieczniej trzymać się jakości oleju zalecanej przez producenta auta i paliwa zgodnego z normą. Warto na koniec pamiętać, że żaden producent samochodów dotąd nie dopuścił stosowania takich środków, a odpowiedzialność za ich użycie ponosi wyłącznie właściciel pojazdu.










