Kierowcy tankują z koszyków. W markecie dużo taniej niż na stacji
Przedświąteczne przeceny, które co roku przyciągają do supermarketów gospodynie domowe, wywołują dziś spore zainteresowanie wśród kierowców. Nie chodzi jednak o posezonowe obniżki cen płynów do spryskiwaczy, skrobaczek do szyb czy chemii samochodowej lecz promocje na rzepakowy olej spożywczy. W dobie galopujących cen oleju napędowego, wielu właścicieli starszych aut z silnikami Diesla znów tankuje swoje samochody z marketowych koszyków.

W skrócie
- Ceny oleju napędowego na stacjach, pomimo rządowego pakietu CPN i ustalenia cen maksymalnych, pozostają na poziomie trudnym do zaakceptowania dla wielu właścicieli starszych diesli.
- W supermarketach oferowane są promocje na olej rzepakowy, który właściciele starych samochodów z silnikami Diesla wykorzystują jako tańszą alternatywę dla paliwa.
- Używanie oleju rzepakowego zamiast napędowego w nowszych silnikach Diesla prowadzi do problemów technicznych, w tym zatykania filtrów cząstek stałych i uszkodzenia turbosprężarki.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
We wtorek, 31 marca, wszedł w życie rządowy pakiet Ceny Paliw Niżej (CPN). Po jego wprowadzeniu, przynajmniej chwilowo, udało się obniżyć ceny benzyny i oleju napędowego na stacjach.
Zgodnie z przepisami wszystkie stacje muszą stosować urzędowy pułap cen, a jego przekroczenie grozi karą do 1 mln zł
Dzięki wprowadzeniu pakietu CPN z pewną ulgą odetchnęli zwłaszcza właściciele samochodów z silnikami Diesla. Jeszcze pod koniec marca ceny tego paliwa na wielu polskich stacjach niebezpiecznie zbliżały się do pułapu 9 zł za litr. Obecnie, dzięki wprowadzeniu rządowych cen maksymalnych, prognoza e-petrol.pl na najbliższe dni mówi o cenach rzędu 7,39-7,60 zł za litr oleju napędowego.
Dla wielu zmotoryzowanych wciąż są to jednak kwoty trudne do zaakceptowania, zwłaszcza w perspektywie świątecznych wydatków. Nie dziwi więc, że - podobnie jak w czasach poprzednich kryzysów paliwowych - właściciele starszych aut z silnikami Diesla bacznie śledzą dziś oferty promocyjne supermarmarketów, które przed świętami przeceniają np. rzepakowy olej spożywczy.
Na stacji 7,40 zł za diesla. W supermarkecie 4,50 zł za olej rzepakowy
Dla wielu nowszych aut z silnikiem Diesla jazda na oleju rzepakowym to gwarancja problemów. Na polskich drogach wciąż spotkać można jednak wiele starszych pojazdów, których silniki zaskakująco dobrze tolerują takie "paliwo alternatywne". Jak kształtują się dziś ceny oleju spożywczego w porównaniu do oleju napędowego?
Dużo taniej niż na stacji "zatankować" można np. w sieci Dino. Olej rzepakowy "Złote Łany" oferowany w trzylitrowym opakowaniu kosztuje tam 13,49 zł. To 4,5 zł za litr - trzy złote taniej niż na stacji.
Podobną promocją objęty jest też olej spożywczy "O la la" oferowany w sieci Intermarche. Do 7 kwietnia można go kupić w regularnej cenie 4,59 zł za litr (zamiast dotychczasowej 6,29 zł).
Szturmu kierowców spodziewać się też mogą sklepy sieci Stokrotka, gdzie w ramach przedświątecznej promocji (od 2 do 8 kwietnia) olej rzepakowy "Extra" oferowany jest w cenie 4,99 zł za litr.
Z perspektywy właścicieli starych aut z silnikami Diesla za kuszącą można też uznać ofertę Biedronki. Obecnie za litr "Oleju Kujawskiego" w Biedronce zapłacić trzeba około 7 zł. Przy zakupie dwóch litrów można jednak liczyć na korzystną promocją. Cena spada wówczas do zaledwie 3,5 zł za jedną butelkę - czyli ponad połowę taniej niż na stacji. Sieć stara się jednak bronić przed szturmem kierowców starych aut z silnikami Diesla. Limit dzienny wynosi dwie sztuki (dwa litry), a promocja dotyczy wyłącznie posiadaczy kart Moja Biedronka.
Olej rzepakowy zamiast napędowego? Takie rzeczy tylko w starym dieslu
Wyjaśnijmy - tankowanie słonecznikowego oleju spożywczego do współczesnego samochodu z silnikiem wysokoprężnym to jawne proszenie się o kłopoty. Pomijając już sankcje prawne w postaci grzywny za wykroczenie skarbowe, jazda na oleju rzepakowym to prawdziwe katusze m.in. dla układu wtryskowego czy systemów oczyszczania spalin.
Bezstresowo, przynajmniej w teorii, z tego rodzaju paliw "alternatywnych" korzystać mogą jedynie właściciele starych silników wysokoprężnych - bez wysokociśnieniowego wtrysku (np. typu Common Rail), systemów oczyszczania spalin czy nawet turbosprężarki. Chodzi m.in. o stare Mercedesy pokroju W124 (te mają np. wyjątkowo odporną na złej jakości paliwo rzędową pompę wtryskową) czy np. auta napędzane legendarnymi francuskimi dieslami z rodziny XUD (1,9/2,1 d), które trafiały m.in. do montowanych na Żeraniu Polonezów.

Reprezentacja takich aut na polskich drogach z każdym rokiem maleje. Dość przypomnieć, że jak poinformowało Interię Ministerstwo Cyfryzacji - w 2025 roku zezłomowano w Polsce aż 184 319 samochodów z silnikami wysokoprężnymi, a średni wiek złomowanego diesla wynosił około 22 lat.
Olej rzepakowy zamiast napędowego, czyli jak zepsuć auto z silnikiem Diesla
W nowszych konstrukcjach jazda na oleju rzepakowym to jawne proszenie się o wydatki, które często bywają większe niż wartość pojazdu.
Nie trzeba być doktorem chemii, by zauważyć, że olej napędowy i spożywczy mają zupełnie inną lepkość - mówiąc prościej, ten drugi jest znacznie "gęstszy", co daje o sobie znać zwłaszcza w niższych temperaturach. Właśnie z tego powodu w sieci znaleźć można nawet specjalne podgrzewacze do układu paliwowego, które mają za zadanie podgrzać olej spożywczy do temperatury ułatwiającej prace np. pompie wysokiego ciśnienia w systemach Common Rail.
Bez nich "w miarę bezpieczna" jazda na tego rodzaju paliwie możliwa jest jedynie przy mieszaniu go z olejem napędowym w proporcji 2 lub nawet 3 l ON na litr oleju rzepakowego, co zdaje się przekreślać finansowy sens tankowania "w supermarkecie".
Taka mikstura niezbędna jest nie tylko dla ochrony wtryskiwaczy czy innych elementów układu wtryskowego. Spalanie oleju spożywczego skutkuje powstawaniem dużej liczby zwęglonych osadów, które w szybkim tempie mogą np. zablokować bardzo kosztowny w naprawie filtr cząstek stałych. Trzeba też wiedzieć, że osady przedostają się do oleju silnikowego (po ściankach cylindrów) drastycznie zmniejszając jego żywotność i ograniczając właściwości smarne.
Testy niemieckiego "Auto Bilda" przeprowadzane m.in. na Golfie V z dwulitrowym silnikiem TDI, wykazały np., że po 4 tys. km przejechanych na oleju słonecznikowym, w aucie zepsuła się turbosprężarka. Awaria, z pozoru niezwiązana ze zmianą paliwa, w praktyce spowodowana była właśnie zatkaniem przez osady z oleju słonecznikowego (takie same, jakie tworzą się na patelni np. w czasie smażenia kotletów) magistrali olejowej smarującej łożyska turbosprężarki. Po demontażu silnika i sprawdzeniu kondycji oleju okazało się, że dłuższa eksploatacja na "rzepaku" najpewniej spowodowałaby w szybkim tempie wyrządziła by dalsze spustoszenia, jak np. uszkodzenie panewek wałków rozrządu.









