Kierowcy masowo "gubili" bilety parkingowe. Aquapark we Wrocławiu reaguje
W kwestii zaoszczędzenia na parkowaniu w dużych miastach kierowcy są w stanie posunąć się do różnych zagrywek. Zarządcy aquaparku we Wrocławiu zauważyli, że w ostatnim czasie sporo zmotoryzowanych korzystało z parkingu przez całe dnie, a aby uniknąć opłaty informowali pracowników o zgubionym bilecie. W efekcie kara została drastycznie podwyższona.

W skrócie
- We Wrocławiu kierowcy regularnie zgłaszali zgubienie biletu parkingowego w aquaparku, co pozwalało uniknąć wysokiej opłaty za cały dzień postoju.
- Aquapark Wrocław podwyższył karę za brak biletu parkingowego do 240 zł ze względu na skalę problemu.
- Operatorzy parkingów w całej Polsce mają trudności z egzekwowaniem opłat, a kierowcy wykorzystują luki w regulaminach i często lekceważą wezwania do zapłaty.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Liczba samochodów w Polsce stale rośnie, a wraz z nią opłaty za parkowanie. Z tego powodu nie brakuje kierowców, którzy celowo stają na trawnikach, w miejscach zabronionych lub korzystają z miejsc postojowych należących do różnych instytucji, aby maksymalnie obniżyć koszt postoju. Okazuje się jednak, że są oni wyjątkowo dobrze przygotowani i bardzo dobrze znają regulaminy, a w szczególności zapisy dotyczące wysokości kary za zgubiony bilet.
Nieuczciwi kierowcy stali się plagą we Wrocławiu. Notorycznie "gubili" bilety
W ostatnim czasie kierowcy korzystający z parkingu aquaparku w stolicy Dolnego Śląska zaczęli nagminnie zgłaszać zagubienie biletów. Szybko okazało się, że jest to celowe działanie, ponieważ przewidziana kara była znacznie niższa niż opłata za cały dzień postoju. Władze obiektu zostały zmuszone do wprowadzenia zmian w wyniku działań nieuczciwych klientów - kary za brak biletu wzrosła do 240 zł.
We Wrocławiu kara za zgubiony bilet waha się zazwyczaj od 80 do 100 zł, dlatego podwyżka zastosowana w aquaparku jest znacząca. Rzecznik prasowy Aquaparku Wrocław podkreśla, że skala tego procederu była na tyle duża, iż zarząd obiektu nie miał innego wyjścia, jak zmienić regulamin i zaostrzyć kary.
Kierowcy dwoją się i troją, aby nie płacić za parking. Zarządcy mają problem
Oczywiście sytuacja z Wrocławia nie jest odosobniona i z podobnymi problemami borykają się operatorzy parkingów w całej Polsce. Prawdziwa plaga dotyczy jednak przede wszystkim parkingów przed dyskontami, gdzie egzekwowanie należności jest wyjątkowo utrudnione. Kierowcy doskonale zdają sobie z tego sprawę, dlatego bardzo często decydują się na pozostawienie samochodu na cały dzień, a także nawet na noc.
Zmotoryzowani nie działają już "na rympał", lecz dokładnie zapoznają się z obowiązującymi przepisami. Wiedzą, że operatorzy parkingów pod marketami mają w praktyce związane ręce - zamiast mandatów właściciele pojazdów otrzymują wezwanie do zapłaty, które w rzeczywistości jest jedynie prośbą o uregulowanie należności. Nawet zapis o konieczności wskazania osoby kierującej pojazdem nie wzbudza strachu, ponieważ taki obowiązek może nałożyć wyłącznie funkcjonariusz policji lub Inspekcji Transportu Drogowego. Zarządca parkingu może więc poprosić o takie dane, jednakże kierowca nie ma obowiązku na taką prośbę odpowiadać.
Nieuczciwi kierowcy korzystają z luk w regulaminach. Wezwania do zapłaty są lekceważone
Zarządcy parkingów mają zatem poważny problem, ponieważ nawet po ustaleniu danych właściciela pojazdu za pośrednictwem systemu CEPiK i wysłaniu oficjalnego pisma nadal nie znają faktycznego sprawcy wykroczenia. Taka batalia potrafi trwać bardzo długo, a w praktyce kierowcy często pozostają na wygranej pozycji. Operatorzy liczą, że formalnie brzmiące wezwania do zapłaty, pisma, próby straszenia wpisaniem na tzw. czarną listę lub skierowaniem sprawy do sądu będą wystarczającym argumentem, aby zmotoryzowany uiścił należność. Nawet jeśli sprawa trafi na sądową wokandę to na właścicielu parkingu spoczywa obowiązek udowodnienia wszystkich elementów umowy, a w tym wskazania osoby, która kierowała danym pojazdem i nie pobrała biletu.










