Kierowcy ciężarówek ignorują zakaz wyprzedzania. Policja: coraz więcej wykroczeń
Zakaz wyprzedzania ciężarówek na autostradach i ekspresówkach miał uporządkować ruch i zlikwidować blokowanie lewego pasa. Dane policji pokazują jednak odwrotny trend - liczba naruszeń rośnie z roku na rok, a kierowcy coraz częściej wracają do starych nawyków.

Od momentu wejścia w życie przepisów minęły niespełna trzy lata. To wystarczająco dużo, by ocenić ich skuteczność w praktyce. Statystyki Komendy Głównej Policji nie pozostawiają złudzeń - problem nie tylko nie zniknął, ale wręcz się nasila.
Coraz więcej naruszeń zakazu wyprzedzania ciężarówek
Zakaz wyprzedzania się ciężarówek powyżej 3,5 t na autostradach i drogach ekspresowych o dwóch pasach ruchu w jednym kierunku obowiązuje od 1 lipca 2023 roku. W tym czasie policja odnotowała niemal 12 tys. wykroczeń.
Najbardziej wymowny jest jednak trend. W 2023 roku - czyli w pierwszym, niepełnym roku obowiązywania przepisów - ujawniono ponad 2,9 tys. naruszeń. Rok później było ich już prawie 3,7 tys., a w 2025 roku liczba ta wzrosła do niemal 4,5 tys. Pierwsze miesiące 2026 roku sugerują, że tendencja się utrzymuje - do końca lutego policja zanotowała już 783 przypadki.
Wśród sprawców dominują kierowcy z Polski (ponad 7,4 tys.), ale znaczący udział mają też obcokrajowcy - ponad 4,5 tys. wykroczeń.
Przepis traci skuteczność. Kierowcy wracają do starych nawyków
Z perspektywy praktyki drogowej problem nie wynika wyłącznie z ignorowania prawa. Potęguje go częstotliwość kontroli. Jeśli kierowcy przez dłuższy czas nie widzą kontroli, rośnie skłonność do podejmowania ryzykownych manewrów.
Część kierowców wraca do dawnych nawyków, zwłaszcza gdy różnice prędkości między ciężarówkami wynoszą zaledwie kilka kilometrów na godzinę
W przypadku ciężarówek oznacza to powrót do tzw. wyprzedzania równoległego - sytuacji, w której różnica prędkości między pojazdami wynosi kilka kilometrów na godzinę, a manewr trwa nawet kilka minut.
Efekt jest dokładnie taki, jaki ustawodawca chciał wyeliminować - zablokowany lewy pas i narastająca frustracja kierowców samochodów osobowych.
Presja czasu w transporcie ważniejsza niż przepisy
Branża transportowa funkcjonuje pod dużą presją czasu, a harmonogramy przewozów są napięte do granic możliwości. W takiej sytuacji nawet niewielka strata prędkości może oznaczać opóźnienie dostawy. To prowadzi do decyzji o wyprzedzaniu, mimo obowiązującego zakazu.
Jak policja łapie kierowców ciężarówek
Kontrole na drogach szybkiego ruchu mają swoją specyfikę. Ze względów bezpieczeństwa nie stosuje się klasycznych kontroli stacjonarnych.
Jak zaznaczył w rozmowie z PAP podinsp. Robert Opas z Biura Ruchu Drogowego KGP:
W przypadku większości kontroli drogowych podstawą ujawnienia wykroczenia jest obserwacja. Na drogach szybkiego ruchu ze względów bezpieczeństwa nie występuje możliwość kontroli stacjonarnej stąd wykorzystywane są m.in. drony lub policyjne wideorejestratory.
To właśnie te narzędzia odpowiadają za większość ujawnionych wykroczeń.
Mandat i punkty karne. Stawka jest wysoka
Kierowca ciężarówki, który naruszy zakaz wyprzedzania, musi liczyć się z mandatem w wysokości co najmniej 1000 zł oraz 8 punktami karnymi.
Jeszcze surowsze konsekwencje grożą w przypadku złamania zakazu wynikającego ze znaku B-26. Wtedy mandat może wynieść 1000 zł, a przy recydywie 2000 zł, a do konta kierowcy trafia aż 15 punktów karnych.
Dla kierowców zawodowych to realne ryzyko utraty pracy - przekroczenie limitu 24 punktów oznacza utratę prawa jazdy.
Dlaczego wprowadzono zakaz wyprzedzania ciężarówek
Założenie było proste - wyeliminować sytuacje, w których dwie ciężarówki przez kilka kilometrów jadą obok siebie, blokując lewy pas.
Takie manewry ograniczają przepustowość drogi, zmuszają innych kierowców do gwałtownego hamowania i zwiększają ryzyko kolizji, szczególnie najechań na tył.
"Tego rodzaju sytuacje prowadzą do istotnego ograniczenia przepustowości lewego pasa ruchu oraz wymuszają gwałtowne hamowanie przez pojazdy jadące z wyższymi dopuszczalnymi prędkościami. W konsekwencji zwiększa się ryzyko wystąpienia zdarzeń drogowych, w szczególności najechania na tył poprzedzającego pojazdu, jak również narastania zachowań agresywnych w ruchu drogowym." - wyjaśnia w rozmowie z PAP rzeczniczka Ministerstwa Infrastruktury Anna Szumańska.
Trzeba pamiętać, że zgodnie z przepisami maksymalna prędkość, z jaką mogą poruszać się pojazdy o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 3,5 tony to 80 km/h, nawet na autostradzie. Tymczasem samochody osobowe mogą jechać nawet 60 km/h szybciej.
To wywołuje też efekt psychologiczny - rosnącą agresję kierowców, którzy nie mogą wyprzedzić wolniej jadących pojazdów.
Z perspektywy Ministerstwa Infrastruktury przepis spełnia swoją rolę i na razie nie ma planów jego zmiany. Resort deklaruje jedynie monitoring sytuacji.
Przepis jest, ale skuteczność pozostaje dyskusyjna
Dane pokazują wyraźny rozdźwięk między intencją ustawodawcy a rzeczywistością drogową. Zakaz miał uporządkować ruch i poprawić bezpieczeństwo, ale rosnąca liczba wykroczeń sugeruje, że jego egzekwowanie nie nadąża za skalą problemu. W efekcie kierowcy wciąż trafiają na sytuacje, które miały zniknąć z polskich autostrad.








