Jest decyzja ws. Ukraińca, który wjechał nad Morskie Oko. Dostał surową karę
Ukraiński influencer Andriy Gavryliv, który wjechał Chevroletem Corvette nad Morskie Oko naruszając zakaz ruchu, opuścił Polskę i wrócił na Ukrainę. Władze zdecydowały o zakazie wjazdu mężczyzny zarówno do Polski, jak i całej strefy Schengen na pięć lat. Po interwencji premiera i ministra spraw wewnętrznych, sprawa naruszenia przepisów jest dalej badana, a influencer otrzyma również dodatkowe kary finansowe związane z naruszeniem przepisów dotyczących ochrony przyrody.

W skrócie
- Ukraiński influencer wyjechał Chevroletem Corvette nad Morskie Oko, łamiąc zakaz wjazdu obowiązujący w tym rejonie, a obecnie przebywa już na Ukrainie.
- Policja zawnioskowała o pięcioletni zakaz wjazdu dla mężczyzny do Polski i strefy Schengen, a premier Donald Tusk oraz minister Marcin Kierwiński zapowiedzieli surowe konsekwencje.
- Influencer najpierw otrzymał niski mandat 100 zł i 8 punktów karnych, jednak ma też zostać ukarany maksymalną grzywną 1000 zł za naruszenie przepisów parku narodowego.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Ukraiński influencer, który wjechał nad Morskie Oko z zakazem wjazdu do strefy Shengen
Jak ustaliła PAP ukraiński influencer, który wjechał Chevroletem Corvette nad Morskie Oko, opuścił już Polskę i wrócił na Ukrainę. Policja zawnioskowała o zakaz wjazdu dla mężczyzny zarówno do Polski, jak i pozostałych krajów strefy Schengen na pięć lat. Rzecznik Karpackiego Oddziału Straży Granicznej mjr Bogumił Strojny poinformował, że w przypadku cudzoziemców naruszających prawo możliwe jest skierowanie wniosku o zobowiązanie do opuszczenia kraju lub wydalenie z Polski.
- Na ogół odbywa się to w ten sposób, że jeżeli policja ujawni cudzoziemca, który notorycznie narusza prawo, występuje z wnioskiem do Straży Granicznej o zobowiązaniu do opuszczenia kraju albo o wydaleniu go z kraju - dobrowolnym lub pod konwojem. Wszystko zależy od okoliczności i tego, czy cudzoziemiec daje rękojmię, że sam opuści kraj. Jeżeli nie ma takiej pewności, jest odstawiany pod konwojem do granicy - wyjaśnił mjr Strojny.
Jak dodał, jeśli wniosek trafia do Urzędu do Spraw Cudzoziemców, decyzja może zostać wydana niezwłocznie, nawet tego samego dnia. W tym przypadku decyzja miałaby jednak charakter formalny, ponieważ według ustaleń PAP cudzoziemca nie ma już na terytorium Polski - wrócił on na Ukrainę.
Według Straży Granicznej ewentualna decyzja oznaczałaby dla Ukraińca zakaz ponownego wjazdu do Polski oraz krajów strefy Schengen przez pięć lat. Z takim wnioskiem policja wystąpiła do Urzędu do Spraw Cudzoziemców. - Informacja o zakazie zostałaby odnotowana w systemach granicznych, co uniemożliwiłoby mu ponowny wjazd do Polski - wyjaśnił rzecznik.
Aktualizacja
Rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka potwierdziła, że ukraiński influencer opuścił już Polskę i wrócił na Ukrainę. Z kolei wiceszef MSWiA Maciej Duszczyk niedługo potem poinformował, że mężczyzna otrzymał zakaz wjazdy do Polski oraz innych państw Strefy Schengen na pięć lat.
Na wybryk influencera zareagował premier Donald Tusk
Sprawa nadal jest wyjaśniana. Policja prowadzi czynności mające na celu zgromadzenie dodatkowych dowodów przeciwko obywatelowi Ukrainy, zabezpieczany jest również monitoring. Materiały dotyczące naruszenia przepisów ochrony przyrody przygotowuje także straż Tatrzańskiego Parku Narodowego (TPN).
W sobotę do sprawy odniósł się premier Donald Tusk, który poinformował, że zwrócił się do MSWiA o pilne ustalenie wszystkich okoliczności przejazdu Ukraińca drogą do Morskiego Oka oraz o wyciągnięcie surowych konsekwencji.
Rajd ukraińskiego kierowcy na drodze do Morskiego Oka budzi zrozumiałe oburzenie. Zwróciłem się do MSWiA o pilne ustalenie wszystkich szczegółów tego zdarzenia i wyciągnięcie surowych konsekwencji
Sprawę skomentował również minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński. Zapowiedział, że obywatel Ukrainy zostanie wpisany na listę osób niepożądanych w Polsce.
Sprawca rajdu nad Morskie Oko zostanie rozliczony. W związku z naruszeniem porządku publicznego na wniosek policji trafi na listę osób niepożądanych z zakazem wjazdu na teren RP na pięć lat
Ukraiński influencer dostał niski mandat, bo wprowadził policję w błąd
Przypomnijmy, wczoraj media obiegła informacja, że ukraiński influencer Andriy Gavryliv podczas swojej wycieczki po Polsce dotarł do Zakopanego, a następnie wjechał Chevroletem Corvette nad Morskie Oko. Aby to zrobić, musiał pokonać ponad 8 km trasy objętej zakazem ruchu w Tatrzańskim Parku Narodowym. Całość relacjonował na swoich mediach społecznościowych.
Szybko jednak został ukarany - podczas drogi powrotnej został zatrzymany przez policję i otrzymał mandat na 100 zł oraz 8 punktów karnych. Jak podała policja, mężczyzna miał wprowadzić funkcjonariuszy w błąd, twierdząc, że jedynie wjechał za szlaban i zawrócił. Policjanci dali mu wiarę i zastosowali niższy mandat, choć według taryfikatora mogli wystawić mu grzywnę nawet na 5000 zł. Szlaban zagradzający wjazd na trakt jest obecnie zdemontowany, ponieważ trwa remont drogi.
Dyrektor TPN Szymon Ziobrowski poinformował, że Ukrainiec zostanie także ukarany za naruszenie przepisów obowiązujących na terenie parku narodowego. Ma on otrzymać maksymalną grzywnę, wynoszącą 1000 zł.









