Jechał 229 km/h i dostał mandat 5 tys. zł. Wykręcił się prostym trikiem
Mandat w wysokości 5 tys. zł za jazdę z prędkością 229 km/h i nałożony w warunkach recydywy, wydaje się sprawą przesądzoną i nie do podważenia. Tymczasem kierowca Maserati najpierw przyjął karę, a później złożył wniosek o jej uchylenie. Po kilku miesiącach sąd rejonowy przyznał mu rację, wskazując na błędy formalne w dokumencie. Jak to możliwe?

W skrócie
- Kierowca Maserati został ukarany mandatem 5 tys. zł za przekroczenie prędkości o 109 km/h i recydywę, a następnie złożył wniosek o jego uchylenie z powodu błędów formalnych.
- Sąd rejonowy uchylił mandat, uznając, że dokument był nieczytelny i niejednoznaczny, co utrudniało ocenę zasadności kary i naruszało prawo do obrony.
- Polskie prawo przewiduje możliwość uchylenia przyjętego mandatu w określonych sytuacjach proceduralnych, jeśli w dokumentacji pojawią się istotne uchybienia.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Opisywana sprawa pokazuje, że nawet pozornie oczywiste wykroczenie drogowe może trafić na ścieżkę prawną kończącą się uchyleniem kary. Całe zdarzenie miało swój początek 3 kwietnia 2026 roku w powiecie ostródzkim. Wówczas policja poinformowała o zatrzymaniu kierowcy Maserati, który przekroczył dozwoloną prędkość o 109 km/h. Ponieważ złamał przepis w warunkach recydywy otrzymał mandat w wysokości 5 tys. zł.
Choć sprawa wydawała się zamknięta, a kierowca przyjął mandat, po pewnym czasie zdecydował się skorzystać z możliwości przewidzianych przez prawo i zakwestionował jego zasadność. Powołał się przy tym na uchybienia formalne oraz niejasności w samym dokumencie.
Nieczytelny druk podstawą do uchylenia mandatu
W złożonym wniosku o uchylenie mandatu kierowca wskazał kilka problemów związanych z jego treścią. Zwrócił uwagę, że druk miał być wypełniony nieczytelnie, co uniemożliwiało jednoznaczne odczytanie opisu czynu oraz podstawy prawnej. W jego ocenie naruszało to prawo do obrony i utrudniało ocenę zasadności kary.
Dodatkowo twierdził, że przekazana mu przez funkcjonariusza informacja różniła się od zapisów w dokumencie. Miał on usłyszeć, że mandat dotyczy zagrożenia w ruchu drogowym i nie wiąże się z punktami karnymi. Tymczasem na blankiecie nie wskazano liczby punktów, co - jak argumentował - mogło wprowadzić go w błąd przy podejmowaniu decyzji o przyjęciu mandatu.
Ostatecznie sąd uchylił mandat, uznając, że jako dokument urzędowy powinien być wypełniony w sposób niepozostawiający miejsca na wątpliwości dotyczące czynu i kary. W ocenie sądu w tej sprawie standard ten nie został spełniony, mimo że samo wykroczenie pozostawało prawdopodobne. O decyzji sądu mężczyzna poinformował w mediach społecznościowych, gdzie w złośliwy sposób skomentował samych policjantów wystawiających mandat. Jednocześnie podziękował sędziemu rozpatrującemu sprawę za "rzetelną ocenę argumentów".
Uchylenie od mandatu karnego. Co mówią polskie przepisy
Sprawa pokazuje, że nawet po przyjęciu mandatu istnieje wąska, ale realna droga do jego podważenia, jeśli pojawią się istotne uchybienia formalne. Choć mandat przyjęty przez kierowcę co do zasady staje się prawomocny i podlega zapłacie, jak się okazuje polskie prawo przewiduje w tej kwestii wyjątki.
W określonych sytuacjach możliwe jest bowiem złożenie wniosku o jego uchylenie w terminie 7 dni od przyjęcia. Sprawę rozpatruje sąd rejonowy właściwy dla miejsca wykroczenia. Sąd nie bada jednak samego przebiegu zdarzenia drogowego ani nie analizuje np. pomiaru prędkości. Ocenia wyłącznie, czy mandat został nałożony zgodnie z prawem i czy istniały podstawy do jego wystawienia.
W tym przypadku uznano, że dokument został sporządzony w sposób niejednoznaczny, co mogło budzić wątpliwości co do jego treści i konsekwencji.








